Czy Biblia zawsze mówi prawdę?

Ostatnio nasze rozważania zakończyliśmy na pytaniu o wiarygodność Pisma Świętego. Wielokrotnie w historii próbowano szukać odpowiedzi na to pytanie. Wielu uczonych, teologów na przestrzeni wieków zmagało się z takimi kwestiami jak: czy to o czym dowiadujemy się z Biblii jest prawdą i czy można przyjmować to jako pewnik bez cienia niepewności? Przeglądając dane z przeszłości możemy wyróżnić trzy główne nurty, które starały się znaleźć właściwą odpowiedzieć na postawione wyżej pytania.

Do XVI wieku panowało przekonanie o absolutnej prawdziwości Pisma Świętego. Chociaż pojawiała się od czasu do czasu pogańska krytyka (Celsus, Porfiriusz), która usiłowała wykazać błędy i sprzeczności w Biblii, to jednak chrześcijańscy pisarze pokonując te zarzuty starali się wykazywać zgodność pomiędzy pozornie sprzecznymi fragmentami Starego i Nowego Testamentu, czy też poszczególnymi Ewangeliami. Jednym słowem, do XVI wieku kładziono głównie nacisk na bezbłędność Pisma Świętego jako główną konsekwencję natchnienia.

Drugi nurt rozwijał się od XVII do początku XX wieku, kiedy to do głosu dochodzą rozwijające się nauki przyrodnicze. Zaczęto wówczas, na podstawie danych naukowych, poddawać w wątpliwość wiarygodność Biblii i zawartych w niej informacji, chociażby odnośnie stworzenia świata i człowieka. Teologowie stając wobec takich problemów podejmowali próby pogodzenia nauk przyrodniczych z opisami biblijnymi, co owocowało powstaniem tzw. konkordyzmów (np. 6 dni stworzenia zaczęto utożsamiać z 6 okresami geologicznymi). Pomimo sugestywności konkordyzmów nie wytrzymywały one krytyki pod wpływem rozwoju nauk historycznych. Stąd też wielu teologów podejmowało różne próby rozwikłania tego problemu. Jedni ograniczali natchnienie Pisma Świętego tylko i wyłącznie do części doktrynalnych (np. H. Holden). Inni uznawali, że natchnienie Pisma Świętego, a co za tym idzie jego wiarygodność, rozciąga się wprawdzie na wszystkie Księgi, ale nie pociąga za sobą w każdym przypadku bezbłędności (np. H. Newman).

Głosem sprzeciwu wobec takiego podejścia do Pisma Świętego był głos papieża Leona XIII pod koniec XIX wieku, który w swojej encyklice zatytułowanej Providentissimus Deus z całą mocą podkreślał, iż nie wolno ograniczać natchnienia tylko do części Biblii oraz wyjaśnił, że natchnienie wyklucza jakikolwiek błąd. Tenże papież również zapoczątkował wnikliwsze studia nad Pismem Świętym.

Pomimo zdecydowanej reakcji papieża Leona XIII, w dalszym ciągu pozostawał problem, w jaki sposób pogodzić dane nauk przyrodniczych i historycznych z informacjami zawartymi na kartach Pisma Świętego. Z pomocą przyszedł w połowie XX wieku II Sobór Watykański, który w Konstytucji dogmatycznej o Objawieniu Bożym (Dei Verbum) głosił, że „… wszystko, co twierdzą autorzy natchnieni, czyli hagiografowie, winno być uważane za stwierdzone przez Ducha Świętego, należy zatem uznawać, że Księgi Biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo św. utrwalona dla naszego zbawienia” (DV 11).

Niezwykle interesujące jest to, iż Sobór nie podkreśla z taką mocą bezbłędności Biblii (chociaż pojawia się słowo – „bez błędu”), ale zwraca naszą uwagę na prawdę zawartą w Piśmie Świętym. Warto zatem zamiast „Biblia nie zawiera błędu” mówić „Biblia zawiera prawdę”. Oczywiście nie chodzi tutaj przede wszystkim o prawdę naukową czy historyczną, ale jak wynika z soborowej konstytucji, ale o prawdę zbawczą, skierowaną ku zbawieniu człowieka. Idąc tym tokiem myślenia możemy powiedzieć, że w Biblii wszystko jest prawdą, nie w sensie przyrodniczym, czy historycznym, ale w sensie religijnym, teologicznym. Innymi słowy, wszystko o czym mówi Biblia jest widziane w perspektywie zbawczego planu Boga. I to jest główny cel Pisma Świętego.

Co zatem mamy począć w zderzeniu Pisma Świętego z nauką? By wyjaśnić trudne dotychczas zagadnienie zgodności czy niezgodności Biblii z naukami przyrodniczymi i historycznymi, Sobór podkreśla także, iż „Bóg w Piśmie Świętym przemawiał przez ludzi, na sposób ludzki; komentator Pisma Świętego chcąc poznać, co On zamierzał nam oznajmić, powinien uważnie badać, co hagiografowie w rzeczywistości chcieli wyrazić i co Bogu spodobało się ich słowami ujawnić”. (DV 12).

Podążając za wskazaniami Soborowymi należy podkreślić tę prawdę, że skoro Bóg przemawia w Biblii na sposób ludzki, poprzez ludzkich autorów, to aby poznać sens Jego przekazu, musimy najpierw odkryć intencje autorów, hagiografów. Bowiem, źle odczytane intencje mogą doprowadzić do fałszywych przekonań o nieprawdziwości danych twierdzeń. W jaki sposób można zatem odczytać zamysł autorów, w sytuacji kiedy mamy jedynie do dyspozycji ich wypowiedź pisemną? Z pewnością łatwiej byłoby ich zapytać. Dodatkowe elementy jak mimika twarzy, intonacja głosu, możliwość dopytania w kwestach niezrozumiałych, pozwoliłyby precyzyjniej określić intencje mówiącego. Czy możliwe jest zatem poznanie intencji autora? Celem odnalezienia intencji piszącego, kiedy mamy do dyspozycji jedynie tekst pisany, powinniśmy przede wszystkim odwołać się do rodzaju literackiego, w jakim została nam przekazana dana wypowiedź.

„Całkiem inaczej bowiem ujmuje się̨ i wyraża prawdę̨ o tekstach historycznych rozmaitego typu, czy prorockich, czy poetyckich, czy innego rodzaju literackiego. Musi więc komentator szukać sensu, jaki hagiograf w określonych okolicznościach, w warunkach swego czasu i swej kultury zamierzał wyrazić i rzeczywiście wyraził za pomocą rodzajów literackich, których w owym czasie używano. By zdobyć właściwe zrozumienie tego, co święty autor chciał na piśmie wyrazić, trzeba zwrócić należytą uwagę tak na owe zwyczaje, naturalne sposoby myślenia, mówienia i opowiadania, przyjęte w czasach hagiografa, jak i na sposoby, które zwykło się było stosować w owej epoce przy wzajemnym obcowaniu ludzi z sobą” (DV 12). Innymi słowy można by rzec, iż Biblia to prawdziwa biblioteka, obejmująca wiele ksiąg napisanych w różnych wiekach i różnorodnych pod względem rodzajów literackich.

Przy rozstrzyganiu intencji autora na podstawie rodzajów literackich nie wolno nam zapomnieć o celu Pisma Świętego, którym jest doprowadzenie człowieka do zbawienia. Na potwierdzenia tego warto przytoczyć słowa św. Pawła z Listu do Tymoteusza: „Wszelkie Pismo jest przez Boga natchnione i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do wychowywania w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu” (2Tm 3:16-17). Zatem Pismo Święte ma za zadanie pouczać, wyjaśniać i prowadzić do zbawienia, a nie rozstrzygać spory natury przyrodniczej czy historycznej.

Jak zatem pogodzić konkretne dane nauk przyrodniczych i historycznych z przekazem biblijnym? Ale o tym w następnym artykule.

Podobne wpisy: