Gdy Bóg płacze (Łk 19,41-44)

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami.

Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, obiegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”. (Łk 19,41-44)

Na zboczach Góry Oliwnej jest malutki kościółek, który nazywa się po łacinie „Dominus Flevit”, czyli „Pan zapłakał”. Z jego okna rozpościera się przepiękny widok na panoramę Jerozolimy. Nie dość, że nosi taką nazwę, to jeszcze architekt zaprojektował go w kształcie odwróconej łzy, aby także tym podkreślić do czego nawiązuje. Jak łatwo się domyślić inspiracją do wybudowania i umiejscowienia go była scena, którą dzisiaj rozważamy.

We wszystkich czterech Ewangeliach autorzy natchnieni dwukrotnie wspominają o tym, że Jezus płakał. O pierwszym wydarzeniu czytamy dzisiaj, drugie to fragment z Ewangelii wg św. Jana, w którym mowa jest o tym, że łzy popłynęły z oczu Mistrza, gdy Ten stanął przy grobie Łazarza (J 11,35).

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że obydwaj ewangeliści mówią o dokładnie takiej samej reakcji Rabbiego z Nazaretu, ponieważ tłumacze Biblii Tysiąclecia i w jednym i w drugim przypadku użyli słowa „płakać”. W grece wygląda to nieco inaczej. W J 11,35 autor posłużył się czasownikiem  δακρύω (dakryo), który znaczy: ronić łzy, płakać w milczeniu. Natomiast św. Łukasz na opis rekacji Jezusa zastosował czasownik  κλαίω  (klaio): płakać, opłakiwać kogoś lub coś, łkać z głośnym zawodzeniem, lamentować z jakiegoś powodu.   Widzimy zatem, że to co zdarzyło się pod Jerozolimą nie było skrytym uronieniem kilku łez. Był to płacz, a wręcz lament, który zapadł głęboko w pamięć wszystkich, którzy byli jego świadkami.

Jak zaznacza jeden z komentatorów tego fragmentu ks. prof. Franciszek Mickiewicz SAC owego płaczu Jezusa nie można rozpatrywać jedynie pod względem psychologicznym. Z całą pewnością odsłania on wnętrze serca Rabbiego, ale św. Łukasz chciał nam przekazać coś znacznie głębszego i ważniejszego. Lament, który podnosi Nauczyciel na widok Świętego Miasta jest przede wszystkim znakiem prorockim. W Starym Testamencie wielcy mężowie również płakali, jak chociażby Elizeusz:

Następnie utkwił swój wzrok, wytężył go bardzo mocno i zapłakał mąż Boży. A Chazael zapytał: «Dlaczego pan mój płacze?» Odpowiedział: «Ponieważ wiem, co złego uczynisz synom Izraela: ich warownie zniszczysz ogniem, kwiat ich wojowników pozabijasz, ich drobne dzieci roztrzaskasz, a ich brzemienne kobiety będziesz rozpruwał». Wtedy Chazael zawołał: «Czymże jest twój sługa – ten [zdechły] pies – żeby miał wykonać to straszne dzieło?» Elizeusz odpowiedział: «Pan objawił mi, że będziesz królem Aramu». (2Krl 8,11-13)

Podobnie Jeremiasz:

Oczy moje wylewają łzy

dzień i noc bez przerwy,

bo wielki upadek dotknie

Dziewicę, Córę mojego ludu,

klęska bardzo wielka. (Jr 14,17)

Jezus płaczący nad Jerozolimą jest prorokiem, który rozumie, że ludzie nie rozpoznawszy tego, że pośród nich zjawił się Mesjasz, sami sobie wyrządzili największą krzywdę. Już kiedyś mówił o tym, że potrafią być bardzo spostrzegawczy, gdy chodzi o zjawiska atmosferyzczne, a mimo to nie umieją dostrzeć, czegoś znacznie istotniejszego.

«Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: „Deszcze idzie”. I tak bywa. Gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: „Będzie upał”. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? (Łk 12,54-56)

Pozwalając sobie na tak gwałtowną reakcję wobec otaczających Go ludzi Jezus chciał, jak dawni prorocy, pokazać jak poważne będę konsekwencje dla miasta, ale i narodu z powodu odrzucenia Boga i Chrystusa.

Słowo jest żywe, więc możemy i powinniśmy zadać sobie pytanie: czy Jezus płacze patrząc na mnie i moje postępowanie? Czy ja potrafię rozpoznać przychodzącego do mnie Boga?

Zapowiedź zburzenia Jerozolimy, które nastąpiło w 70 r., nie jest zemstą Boga na złych ludziach, ale konsekwencją ich postępowania. Gdy pijany człowiek siada do samochodu i ginie w wypadku, nie możemy za to obwiniać Boga, bo On na pewno nie kazał mu nadużyć alkoholu, a tym bardziej siadać za kierownicą. Tak samo było w przypadku Jerozolimy i jest z nami. Życie składa się z decyzji, a te pociągają za sobą konsekwencje. Nie wolno nam o tym zapominać.

Jezus przyszedł ocalić wszystkich ludzi i dać im nadzieję, a nie burzyć, niszczyć i straszyć.  Ale – jak już pisałem wielokrotnie – granicą, której nigdy nie przekroczy jest nasza wolność. Płacząc rzewnie nad Jerozolimą i jej mieszkańcami chciał ich – po raz kolejny – zachęcić do refleksji, przemyślenia życia i ewentualnego nawrócenia. Wszystko, co robił Jezus miało i ma jeden cel: zbawić człowieka pogrążonego w grzechu. Święte Miasto „ nie rozpoznało czasu swojego nawiedzenia” i musiało ponieść konsekwencje swoich czynów. Cierpienie każdego człowieka powoduje ból serca Bożego, ale On nie może pomóc nam „na siłę”.

Dzisiejsze słowo powinno dać nam do myślenia czy ja jestem mądrzejszy od mieszkańców Jerozolimy i potrafię usłyszeć głos Jezusa? Czy Jego głos liczy się w moim życiu? Czy potrafię przejąć się tym, że Bóg może płakać nade mną?

On na pewno mówi, ale ja mogę skutecznie zatykać sobie uszy.

Jego głos nie ma na celu wprowadzić w depresję, przygnębienie czy rozpacz, ale ma przypomnieć o sprawach najważniejszych i pokazać właściwą drogę postępowania. Uważam, że także takie fragmenty jak ten dzisiejszy są dowodem na to jak bardzo On nas kocha. Tak jak mama czy tata ciągle upominają pogubione dziecko, bo je kochają i widzą, że marnuje swoje życie, a nie chcą, żeby cierpiało, tak samo Bóg upomina, bo zależy Mu na nas.

Szczęśliwy, kogo Bóg karci,

więc nie odrzucaj nagan Wszechmocnego. (Hi 5,17)

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/16210667@N02/

Podobne wpisy: