Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, gdziekolwiek pójdziesz (Joz 1,9b) – (Mt 5,33-37)

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Słyszeliście, że powiedziano przodkom: «Nie będziesz fałszywie przysięgał», «lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi». A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym.
Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”. (Mt 5,33-37)

Mama uczyła mnie, że nie wolno przysięgać. Z pewnością robiła tak, ponieważ znała ten fragment Kazania na Górze, który dzisiaj rozważamy i jestem jej za to bardzo wdzięczny, gdyż wykazała się wielkim zmysłem teologicznym, choć na pewno nie wiedziała, jakie było podłoże kulturowo-religijne, wypowiedzianych przez Jezusa słów. Ale jako małą dygresję powiem tylko, że – według mnie – im ktoś ma prostszą wiarę, tym łatwiej odkrywa ważne prawdy, dotyczące życia duchowego, niż niejeden profesor po latach studiów.

Ale wróćmy już do fragmentu Ewangelii. W czasach Jezusa Żydzi bardzo często przysięgali, jednak musimy wiedzieć, że przysięga przysiędze nie była równa. Naród wybrany rozróżniał ich dwa rodzaje. Pierwszy dotyczył przysięg, które obowiązywały zawsze i wszędzie. Zaliczano do nich takie, w których wymieniano imię Boże, a raczej jeden z jego licznych „zamienników”, ponieważ Żydzi z szacunku nie wymawiają imienia Boga. Jak łatwo się domyślić do drugiej kategorii należały te, w których imię Boże pomijano. Jeśli ktoś przysięgając powoływał się na święte imię Pana, wówczas musiał swoich słów ściśle przestrzegać, ponieważ dla Izraelity imię oznacza obecność i tożsamość danej osoby. Wypowiadając imię Boga zapraszano Go tym samym do danej sytuacji. Natomiast jeśli ktoś przysięgał na niebo, ziemię czy Jerozolimę umiejętnie omijał obowiązek dotrzymania słowa, ponieważ powoływał się na coś świętego, ale nie aż tak świętego, jak imię Pana. Widać w tym niezwykłą przebiegłość w postępowaniu niektórych rodaków Jezusa. Ale nie to w tym jest najważniejsze. Tworząc dwa rodzaje przysięg Żydzi sądzili, że da się podzielić życie na miejsca czy przestrzenie (bo nie mówimy tu tylko o budynkach), w których Bóg jest obecny i te, w których Go nie ma. Słowa Jezusa przypominają Izraelitom, że takie rozróżnienie jest nielogiczne, ponieważ Bóg jest wszędzie. Niebo jest tronem Pana, ziemia podnóżkiem Jego stóp, a Jerozolima Jego miastem. A zatem Bóg jest wszędzie i żadne ludzkie wysiłki nie sprawią, że nie będzie miał dostępu do jakiegoś miejsca czy rzeczywistości. Dobrze tę prawdę oddaje psalmista: „Do Pana należy ziemia i to, co ją napełnia, świat i jego mieszkańcy” (Ps 24,1).

I choć wieki mijają ciągle pojawiają się ludzie, którzy chcą powiedzieć Bogu i wierzącym w Niego, że są miejsca, w których nie powinno być o Nim mowy. Myślę, że XXI wiek jest tego doskonałym przykładem. Tak często można zobaczyć smutne obrazki, gdy chrześcijanom chce się wmówić, że wiarę można wyznawać tylko w Kościołach czy salkach przyparafialnych albo na pielgrzymkach, ale nie powinno się nią epatować na zewnątrz. Najczęściej takie hasła wygłaszają ci, którzy w co drugim zdaniu podkreślają, że są tolerancyjni wobec innych i do tolerancji wszem i wobec nawołują. Ciekawe, że zdarza się (i to nierzadko), że zapominają o swoich „przekonaniach”, gdy zobaczą ludzi modlących się publicznie. Wtedy ich tolerancja rozpryskuje się, jak bańka mydlana.

Jezus przypomina nam dzisiaj, że Bóg jest wszędzie i żaden człowiek nie jest w stanie tego zmienić. Oczywiście może sobie wmawiać, że tak nie jest, ale to i tak nic nie zmieni. Nie da rady. Ale żeby nie pozostać tylko na płaszczyźnie, ogólnej, narodowej bądź kontynentalnej, warto dzisiaj pytać siebie samego czy ja nie tworzę podziału na to, co Boże i co moje? Czy wiara i moralność katolicka przenikają moją codzienność, czy być może „wydzielam” Bogu rewir, w którym jest dla mnie ważny i może działać, jak Kościół czy spotkanie wspólnoty, ale mam też takie przestrzenie, w których mówię: „Tu nie wejdziesz”? Jeśli sami chrześcijanie wyznaczają Bogu miejsca, w których może działać lub nie ma prawa tego robić, to trzeba by się zastanowić na ile słowo „chrześcijanin” pasuje do takiej osoby? W Apokalipsie Jezus mówi:

„Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3,15-16).

Konkret na dzisiaj: popatrzę na mój wczorajszy dzień i zobaczę, czy były miejsca, sytuacje, rozmowy, z których wyrzuciłem Boga dla swojej wygody?

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy: