Boże niemowlaki i parę słów o pani Weronice, która była przed Bogiem jak dziecko (Mt 11,25-30)

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. 
Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. (Mt 11,25-30)

Myślę, że każdy człowiek zadaje sobie czasami takie pytania: czy ja modlę się we właściwy sposób? Czy moja modlitwa podoba się Bogu?

Początek dzisiejszego fragmentu Ewangelii pokazuje nam, w jaki sposób modlił się Jezus, a co za tym idzie, także nam pokazuje, w jaki sposób my powinniśmy się modlić. Zauważ, że jego „pacierz” rozpoczyna się od uwielbienia Ojca „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi”. To Abba jest najważniejszy w tej modlitwie i na Nim skupia się uwaga Jezusa. W tym krótkim fragmencie, aż pięć razy pojawia się słowo „ojciec” i dopiero, gdy On odbierze chwałę, Jezus zaczyna mówić o sobie. Jest to niezwykle cenna wskazówka dla nas, ponieważ – mimo dobrych chęci i pragnień – możemy popełniać kardynalny błąd, klękając do modlitwy. Na czym on polega? Na skupianiu całej uwagi na sobie. Od jednego znaku krzyża do drugiego, to my i nasze sprawy będziemy najważniejsi, a Boga postawimy w pozycji Tego, który ma nas uważnie wysłuchać, bez możliwości wypowiedzenia się. Nie chcę, żeby to zabrzmiało tak, że nie powinniśmy powierzać Jemu naszych intencji. Oczywiście, mamy to robić, ponieważ słowo Boże wielokrotnie nas do tego zachęca, ale dzisiejsza modlitwa Jezusa przypomina nam o tym, że zanim skupimy się na sobie, najpierw powinniśmy skoncentrować się na Ojcu i Jemu oddać chwałę. Najpierw uwielbienie i dziękczynienie, a potem błaganie.

Pomyślmy, jak wyglądają nasze codzienne modlitwy? Czy nie jest tak, jak napisałem wyżej, że to my jesteśmy w nich najważniejsi? Jeśli tak, to trzeba to zmienić. Nie jest to trudne. Wystarczy chcieć.

Co zatem zrobić, żeby modlić się dobrze? Oprócz tego, o czym napisałem wyżej, Jezus daje nam kolejną bezcenną wskazówkę. Za co On wychwala Ojca? Za to, że tajemnice Królestwa objawił prostaczkom. W tym miejscu w greckim tekście pojawia się słowo νήπιος (nepios), które można przetłumaczyć na język polski jako „prostaczek”, a równie dobrze moglibyśmy je przełożyć jako… niemowlę. A do czego nadaje się niemowlę? Domu nie posprząta, psa nie wyprowadzi, zupy nie ugotuje. Od strony „użyteczności” ono do niczego się nie nadaje! Tylko śpi, chce jeść i brudzi pieluchy. A mimo to, takie niemowlę otacza się największą troską, bo jednak do czegoś się nadaje idealnie. Nadaje się do kochania. Właśnie tak podchodzi do nas Bóg. Dla Niego, choćbyśmy mieli dziewięćdziesiąt lat, zawsze będziemy dziećmi. Mimo tego, że mam prawie trzydzieści jeden lat, moja mama ciągle mówi do mnie „dziecko” i niech tak zostanie. Nasz Ojciec także widzi w nas swoje niemowlaki, które trzeba otaczać miłością. I choć czasami może nam się wydawać, że „tak mocno narobiliśmy w pieluchy”, że Tata wścieknie się na nas, to On „przewinie” nas po raz kolejny i nakarmi, dlatego, że nas kocha.

Ciągłe przypominanie sobie i uświadamianie, że Bóg to mój, kochający mnie bezwarunkowo i bezgranicznie, Ojciec niesamowicie pomaga w wierze. Tajemnice Królestwa Bożego w lot pojmą ci, którzy w swojej wierze będą jak małe dzieci: ufni, pokorni, ciekawi, niebojący się stawiać oczywistych pytań, nieraz przyznający się do tego, że czegoś nie rozumieją. Im prostsi będziemy przed Bogiem tym więcej zrozumiemy z Ewangelii.

W tym miejscu pozwolę sobie napisać kilka słów o kobiecie, która właśnie tak żyła, a którą dzisiaj pożegnamy w Krasnobrodzie. Pani Weronika Baraniak przez wiele lat pracowała jako kucharka w seminarium mojej diecezji. Przez te wszystkie lata pokazywała nam, przygotowującym się do kapłaństwa, co to znaczy być prostym jak dziecko. Mimo wielkiej wiedzy i ogromnego życiowego doświadczenia, nigdy nie wynosiła się nad innych. Często widywaliśmy ją z różańcem w ręku. Zawsze, gdy zaglądaliśmy do kuchni miała dla nas czas. Myślę, że nauczyła nas niemniej niż nasi profesorowie na wykładach, ponieważ pokazała nam, co to znaczy wierzyć w praktyce. Choć życie jej nie oszczędzało uśmiech nie znikał z jej twarzy i swoim entuzjazmem zarażała nas. Nieraz pytaliśmy ją, dlaczego nie korzysta z emerytury po latach ciężkiej pracy, tylko przychodzi skoro świt i gotuje dla kleryków? Nie musiała tego robić, ale robiła. Mówiła, że przychodzi dla nas – swoich synków. Często tak do nas mówiła „syniu”. Dla mnie pani Weronika jest uosobieniem człowieka, który był jak dziecko w relacji z Bogiem i dlatego mam niezachwianą pewność, że jest z Nim w niebie i mówi Mu o swoich „synkach”, którzy jeszcze są na ziemi.

Konkret na dzisiaj: bądź, jak dziecko przed Bogiem.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Podobne wpisy: