Chcesz, żeby Bóg Cię uzdrowił (nie tylko fizycznie)? Potrzebujesz tych dwóch rzeczy (Mt 8,1-4)

Gdy Jezus zeszedł z góry, postępowały za Nim wielkie tłumy. A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Jezus wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: „Chcę, bądź oczyszczony”. I natychmiast został oczyszczony z trądu.
A Jezus rzekł do niego: „Uważaj, nie mów nikomu, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”.

(Mt 8,1-4)

Wielokrotnie już o tym pisałem, ale powtórzę się, że jeśli chcemy głębiej wchodzić w świat Biblii i pragniemy, aby słowa w niej zawarte dotykały naszego serca, to powinniśmy poznawać kontekst historyczno-kulturowy, w jakim powstawały poszczególne księgi. Biorąc za przykład dzisiejszą Ewangelię, widać to jak na dłoni, że nieznajomość ówczesnych realiów może spłycić naszą medytację (choć nie musi tak być, bo przecież Pan Bóg ma swoje sposoby, żeby do nas dotrzeć 😉 )

Tyle razy słyszeliśmy o trędowatych, którzy zostali uzdrowieni, czy to na kartach Starego czy też Nowego Testamentu. Ale czym był trąd dla ludzi żyjących na początku pierwszego wieku, gdy Jezus chodził po Ziemi?

Żeby niczego „nie uronić” czy też przekręcić, chcę żebyś przeczytał/a tekst znaleziony przeze mnie w jednym z komentarzy historyczno-kulturowych do tego fragmentu, który mocno mną wstrząsnął:

„W starożytności trąd uważano za najstraszniejszą chorobę. E.W.G. Masterman pisze: „Żadna inna choroba w takim stopniu nie doprowadzała człowieka do ruiny jak trąd”. Rozpoczynała się zwykle od małego guza, który przekształcał się w ropień, który się rozszerzał. Oczy stawały się błyszczące. Struny głosowe ulegały uszkodzeniu, głos stawał się chrapliwy, a oddech świszczący. Owrzodzeniu ulegały ręce i stopy. Wreszcie całe ciało pokrywały wrzody. Tego rodzaju trąd mógł trwać przez lata. Kończył się zwichnięciem równowagi umysłowej, śpiączką i wreszcie śmiercią. Trąd mógł rozpocząć się od utraty czucia w różnych częściach ciała. Zapaleniu ulegały nerwy. Wiotczały muskuły. Kurczyły się ścięgna tak, że palce wyglądały jak szpony. Ręce i nogi ulegały owrzodzeniu. Później odpadały palce u rąk i nóg, potem odpadały ręce i stopy. Tego rodzaju trąd mógł trwać 20-30 lat. Właściwie było to konanie, człowiek umierał cal po calu.

Sytuacja fizyczna była straszna, ale było coś jeszcze gorszego. Józef Flawiusz pisze, że trędowatych uważano „za rzeczywiście zmarłych”. Skoro tylko stwierdzono trąd, chorego wyrzucano natychmiast poza nawias społeczeństwa. „Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem” (Kpł 13,46). Trędowaty musiał nosić podarte ubranie, rozwichrzone włosy, opaskę na ustach, a idąc miał wołać: „Nieczysty, nieczysty” (Kpł 13,45). W średniowieczu, jeśli ktoś zachorował na trąd, to kapłan odprawiał normalne nabożeństwo żałobne nad tym człowiekiem. Społeczeństwo uważało go za umarłego.

W czasach Jezusa w Palestynie trędowatych usuwano poza mury miasta Jerozolimy. W synagodze była dla nich zarezerwowana jedna odizolowana izba, o wymiarach 10 stóp na 6. Prawo wyliczało 61 różnych okoliczności narażania się na stanie się nieczystym. Na liście tej wymieniano na drugim miejscu zetknięcie się z człowiekiem trędowatym. Na pierwszym miejscu figurowało zetknięcie się z człowiekiem martwym. Jeśli trędowaty wsunął do domu tylko głowę, to cały dom stawał się nieczysty od dachu aż do najmniejszej belki. Trędowatego nie wolno było pozdrawiać nawet na otwartym miejscu. Nikomu nie wolno było się zbliżać do trędowatego bliżej niż na półtora metra. Jeśli wiatr wiał od strony trędowatego, to musiał on się znajdować w odległości przynajmniej 40 metrów. Pewien rabin nie chciał spożywać jajka zakupionego na ulicy, którą przeszedł trędowaty. Nie znano choroby, która by bardziej oddzielała człowieka od człowieka niż trąd. A właśnie takiego człowieka Jezus się dotknął. Trudno sobie wyobrazić dziwniejsze zdanie w Nowym Testamencie niż proste stwierdzenie: „I wyciągnąwszy rękę, dotknął się go”.

Czy widzisz teraz, jak radykalnej rzeczy dokonał Jezus? Nikt przy zdrowych zmysłach nie zrobiłby czegoś podobnego, a On zrobił?

W naszym życiu mamy każdego dnia stawać się coraz bardziej podobni do Jezusa, ale jednocześnie to ci, którzy przychodzili do Niego po pomoc, mogą nas wiele nauczyć. Spróbujmy zatem zastanowić się jaką ważną lekcję daje nam bezimienny trędowaty?

Przede wszystkim uczy pokory. Czytamy, że upadł przed Nim i prosił Go: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Na określnie padnięcia przed Jezusem grecki tekst używa czasownika προσκυνέω (proskyneo), który bardzo często Biblia odnosi do oddawania czci Bogu. Upadek trędowatego to nie był tylko „teatrzyk”, ale wyznanie wiary! Tylko człowiek niezwykle pokorny i świadomy swojej biedy potrafi paść przed Bogiem, tak jak ten chory człowiek. On wiedział, że zbliżając się do zdrowych naraża się na ukamienowanie, ale jednocześnie miał świadomość, że Jezus jest jego ostatnią nadzieją. Zauważ, że nie przychodzi i nie nakazuje Rabbiemu, co ma uczynić, ale swoją prośbę rozpoczyna od słów „jeśli chcesz”. Powtórzę to po raz kolejny, że tylko człowiek wielkiej pokory nie narzuca Bogu, co, kiedy, jak i gdzie ma robić.

Pomyśl teraz o swoich życiowych dramatach i o tym, w jaki sposób prosisz Boga o pomoc? Nie możemy powiedzieć, że trędowaty wyolbrzymił swój problem. On naprawdę był traktowany jako nic nieznacząca osoba i tak się czuł, był „żywym trupem”, a mimo to upadł przed Jezusem mając tylko swój ból i zaufanie do Niego. To wystarczyło do uzdrowienia. Czy modląc się i prosząc Boga o łaskę uzdrowienia: fizycznego, emocjonalnego, relacyjnego, rodzinnego itd., masz w swoich dłoniach tylko te dwie rzeczy? W jednej swoją biedę, a w drugiej zaufanie, czyli wiarę? Czy może zaufanie zastępuje gotowy plan dla Jezusa w jaki sposób ma działać i kiedy powinien to robić, no i oczywiście lepiej, żeby nie burzył Twojej wizji? Być może dlatego wielu ludzi przestało się modlić, ponieważ chcieli, żeby Bóg dostosował się do Nich, a gdy On tego nie uczynił, albo pokazał, że trzeba zacząć żyć inaczej, to odeszli zniesmaczeni i obrażeni z postanowieniem, że więcej nie przyjdą do Niego.

Jezus widząc to, w jaki sposób trędowaty zwrócił się do Niego o pomoc, widząc nie tylko jego schorowane ciało, ale także poranione serce ulitował się nad Nim i zrobił to, czego nie uczynił dla niego nikt od długiego czasu – dotknął go. Dotyk Boga uzdrawia. On chce nas ciągle dotykać: w spowiedzi, w Eucharystii, w modlitwie, w Biblii, we wspólnocie, ale żeby to mogło się dokonać potrzebna jest nasza pokora. A nie nauczymy się jej, jeśli tylko zatrzymamy się na teorii.

Być może nie zgodzisz się ze mną, ale gdy ja patrzę na swoje życie, to widzę, że trudne chwile najbardziej uczą mnie pokory i odzierają mnie z masek. I chociaż chciałbym, gdy przychodzą, aby jak najszybciej odeszły, to z perspektywy czasu widzę, że Bóg naprawdę potrafi z każdego dramatu wyprowadzić wielkie dobro.

Konkret na dzisiaj: Spójrz na swoją obecną sytuację i pomyśl, czy przypadkiem Bóg nie chce przez nią nauczyć Cię pokory przypomnieć Ci, że nie wszystko zależy od Ciebie i Twoich planów, ambicji, talentów, wysiłków?

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

PS. Moi drodzy, podobnie jak w zeszłym roku na czas wakacji „Słowo Daję” zawiesza swoją działalność. Każdy z nas: ks. Sławek, ks. Marcin, Bartek, Michał (autor naszych grafik) i ja chcemy trochę odetchnąć, pozbierać myśli, zregenerować się duchowo i fizycznie, ale też skupić się na innych zajęciach, planach, obowiązkach. Dlatego dziękujemy Wam za każdy przeczytany wpis, komentarz, polubienie, udostępnienie, prywatną wiadomość. Cieszymy się, że chcecie poznawać słowo Boże i nim żyć. Myślę, że wakacje to dobry czas, aby samemu siadać z Biblią i prosić Boga o światło Ducha Świętego potrzebne do zgłębiania Pisma Świętego i usłyszenia Jego głosu.

Z regularnymi komentarzami, artykułami, grafikami wrócimy pierwszego września, a do tego czasu, chciałbym każdego dnia (jeśli czas pozwoli i będę miał dostęp do internetu) na naszym fanpage’u na Facebooku dzielić się z Wami jedną myślą, zainspirowaną w czasie medytacji słowa Bożego.

Dobrze, że jesteście!

Wszystkiego dobrego, z Bogiem!

 

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Dziękuję bardzo Wszystkim za wszystko. Z Panem Bogiem :).

  • Elżbieta

    Bóg zapłać księże za tą jakże piękną i cenną naukę.Wiele wniosła w moje serce i zgadzam się w całej rozciągłości z tym co tu ksiądz napisał.Jezu proszę Ci ę dotykaj mego serca,dotykaj mojej duszy,abym za Twoją łaską Panie stawała się z każdym dniem bardzie pokorna i ufna w każdej sytuacji i w każdym położeniu. <3