Chodźmy razem (Mt 5,17-19)

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.

Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim». (Mt 5,17-19)

Jak pogodzić to stwierdzenie, że Chrystus nie znosi Prawa, ze zdaniem zapisanym przez św. Pawła: „przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia”? Czy może Kościół w pierwszych wiekach pogubił się w formułowaniu nauki teologicznej?

Zacznijmy od początku: po co Żydom potrzebne było Prawo? Potrzebne było, by wyróżnić się spośród innych narodów i religii jako specjalna własność Boga. Jako skutek wybrania, zostali wezwani do świętości, a więc bliskiej więzi z Bogiem. Widzialnym przejawem tego powołania było przestrzeganie różnych przepisów. Ponieważ nakładało to obowiązek dostosowania życia, w każdej chwili wierzący w Boga musiał kierować swoją myśl ku Niemu. Przez to zwrócenie się ku Bogu budowała się świadomość, że całe życie człowieka zwrócone jest ku jego Stwórcy.

Dlaczego zatem św. Paweł oraz Kościół zaczęli odchodzić od rygorystycznego przestrzegania Prawa? Powody są dwa. Po pierwsze, Prawo stało się celem samym w sobie i zaczęto dywagować akademicko nad tym, jak jeszcze bardziej iść z realizacją tych przykazań, rozciągając je na płaszczyzny życia, które były pierwotnie całkowicie niezwiązane.

Po drugie, o ile przestrzeganie Prawa dawało możliwość zwrócenia myśli ku Bogu, nie miało nic wspólnego z usprawiedliwieniem. Prawo było bezsilne wobec grzechu, nie miało mocy usuwania go i oczyszczania człowieka. Tym, co całkowicie zmieniło pozycję człowieka względem Boga, była śmierć Chrystusa na krzyżu.

Kiedy więc Chrystus nauczał nowego postępowania dla wierzących, rodziło to konfuzję wśród słuchaczy. Prawdopodobnie pojawiały się postawy „wyzwoleńcze”, rodziło się przeświadczenie, że dzięki usprawiedliwieniu i oczyszczeniu z grzechów, człowiek może robić wszystko, na co tylko ma ochotę.

Ale Chrystus nigdy nie zniósł przepisów Prawa! Uczył o ich prawdziwym duchu i znaczeniu tego, jak żyć i organizować swoją codzienność, by zbliżać się do Boga całym sobą. Jednocześnie trzeba pamiętać, że przestrzeganie przykazań nie jest czymś obcym i niewłaściwym dla chrześcijanina. Normy i reguły stawiane przez Jezusa i Kościół są elementarnymi wytycznymi, jak nie oddalać się od Boga.

Ale naszym zadaniem jest zbliżać się do Niego. Musimy przez wiarę dążyć ku niebu, by walczyć o świętość, której ideałem jest sam Bóg. Nie możemy zadowalać się tylko wypełnianiem przykazań, ale każdy z nas powinien sam z siebie podejmować wysiłek, by każdej chwili wpatrywać się w Boże oblicze. Mamy każdej chwili kroczyć z Bogiem, by widzieć Jego obecność i czuć Jego miłość. Jednocześnie, moja miłość powinna być widoczna, z mojej twarzy winna bić radość z tego, że Bóg jest moim przyjacielem i spędzam z Nim każdy moment.

Czy tak jest w moim życiu?

Konkret na dziś: Poproś Ducha Świętego o zachętę do podjęcia inicjatywy, by zbliżać się do Boga.

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy: