Cierpię… i co dalej? (Łk 17, 20-25)


Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: «Oto tu jest» albo: «tam». Oto bowiem królestwo Boże jest pośród was”.

Do uczniów zaś rzekł: „Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: «Oto tam» lub: «oto tu». Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego.

Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie”. (Łk 17,20-25)

Co jakiś czas pozwalam sobie we wpisach na osobiste wycieczki, żeby uzasadnić pewne działania. Dzisiaj też od tego zacznę.

Za każdym razem, zanim usiądę do pisania komentarza, dzień wcześniej, wieczorem, czytam słowo na następny dzień. Jest to ostatnia rzecz, którą robię przed snem, bo chcę żeby ostatnią osobą, z którą rozmawiam, był Bóg. Gdy rano otwieram oczy, budzę się z tym, co w nocy „zrobiło” we mnie słowo Boże. Potem – po modlitwie brewiarzem – zaczynam rozmyślanie. Zanim usiądę przed komputerem (przed albo po wykładach), żeby pisać komentarz, czytam, co tylko znajdę w domu na temat danego fragmentu. I tu dochodzę do sedna tego, czym chcę się podzielić. Gdy mam zabrać się do przelania myśli na „papier”, a raczej do Worda, to muszę radzić sobie – jak trener mojej ukochanej Barcelony – z tzw. „kłopotem bogactwa”. On ma tylu dobrych zawodników w składzie, że nieraz musi wybierać, kto dzisiaj zagra, a kto usiądzie na ławce, bo wszyscy nie pomieszczą się na murawie. Mnie także zdarza się stawiać czoła takim rozterkom. To wszystko, co Bóg daje mi, gdy poświęcam czas Jego słowu, sprawia, że mam w głowie tak dużo myśli, że spisanie ich zajęłoby mi chyba miesiąc 😉 Dlatego muszę wybrać, czym się z Tobą podzielę, a co zachowam dla siebie. Być może, gdy wchodzisz na tę stronę, masz określone oczekiwania i spodziewasz się, że skomentuję właśnie tę kwestię, która Ciebie interesuje. Ale mam świadomość, że nie zawsze jest to możliwe. Dlatego proszę, wybacz mi, jeśli moja egzegeza i interpretacje nie odpowiadają na Twoje potrzeby, nie rozjaśniają ciemności, które są wokół Ciebie i odchodzisz rozczarowany. Chciałbym, żeby było inaczej, ale pewnych rzeczy nie przeskoczę. Skoro czytasz Biblię, o Biblii i Słowo Daję, to Pismo Święte nie jest dla Ciebie obojętne, co mnie bardzo cieszy, ale wiem też, że czasami jakiś fragment staje jak ość w gardle i nie wiadomo, jak sobie z nim poradzić. Dlatego zachęcam Cię, żebyś napisał/a do mnie i podzielił/a się swoimi wątpliwościami. Jeśli będę znał odpowiedź i znajdę czas, to chętnie Ci pomogę.  A jak nie ja, to będę męczył kogoś w Twoim imieniu 😉

Teraz mogę przejść do dzisiejszej Ewangelii i oczywiście podzielę się tylko kilkoma myślami.

Jezus, mówiąc o swoich chwalebnym powrocie na świat, czyli paruzji, nazywa siebie Synem Człowieczym. Myślę, że to określenie jest Ci znane, ale czy wiesz skąd się wzięło? Już mówię. Od proroka Daniela, który w swojej wizji czasów ostatecznych pisze tak:

Patrzałem w nocnych widzeniach:

a oto na obłokach nieba przybywa

jakby Syn Człowieczy.

Podchodzi do Przedwiecznego

i wprowadzają Go przed Niego.

Powierzono Mu panowanie,

chwałę i władzę królewską,

a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki.

Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem,

które nie przeminie,

a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.  (Dn 7,13-14)

Ponowne przyjście Jezusa w czasie paruzji nie odbędzie się w ukryciu, jak Jego poród w Betlejem, gdy tylko pasterze i mędrcy zorientowali się, że narodził się Mesjasz. Będzie ono tak spektakularne i jednoznaczne, by każdy szybko pojął, że to „już”. W jednej chwili wszyscy zrozumieją i będą mieć stuprocentową pewność, że stoi przed nimi Pan całego Wszechświata i że poza Nim nie ma innego Boga. Swoje powtórne pojawienie się Jezus porównuje do lśnienia błyskawicy, które rozświetla widnokrąg. Z jednej strony jest to piękny widok, ale z drugiej budzi także trwogę. Co ciekawe, św. Łukasz używa w tym miejscu tego samego czasownika (ἀστράπτω – astrapto), którym opisał biel szat przemienionego Jezusa (Łk 9,29), a wiemy, że na Górze Tabor Rabbi objawił Piotrowi, Jakubowi i Janowi swoje bóstwo. Naszym zadaniem jako chrześcijan nie jest wskazanie dokładnej daty w kalendarzu kiedy nastąpi ów powrót, ale mamy troszczyć się o to, żeby dobrze się do niego przygotować.

Wizja Syna Człowieczego jest pełna dostojeństwa i powinna w nas budzić szacunek wobec mocy Jezusa, ale zaraz po tych słowach On chce nam uświadomić, jaka droga wiedzie ku tej chwale. Nie jest to życie pełne sukcesów i wolne od cierpienia. Wręcz przeciwnie, nasz Zbawiciel mówi, że: „wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie”. Zarówno polski jak i grecki tekst podkreślają to, że nie ma innej drogi. Syn Człowieczy „musi” cierpieć i zostać odrzuconym (greckie δεῖ [dei]– oznacza konieczność, powinność, zobowiązanie wynikające czy to z woli Boga, czy przyjętego zadania, czy z nakazu prawa, czy z wewnętrznego poczucia obowiązku, czy z uwarunkowania celem: trzeba, potrzeba, należy. Wielki Słownik Grecko-Polski Nowego Testamentu. Warszawa 2006, str.119).

Od samego początku Jezus wiedział, że cierpienie Go nie ominie, ale zgodził się na nie, ponieważ nieustannie miał przed oczami cel swojej misji. Siłą, która sprawiła, że dał się tak nieludzko zmaltretować, była miłość do nas.

Jeśli naprawdę chcesz trafić do Nieba, to nie ma innej drogi jak podążanie za Nim. Nie łudź się, cierpienia Cię nie ominą. Albo sam je sobie zadasz (najprawdopodobniej przez grzech) albo inni powalą Cię na ziemię albo „życie” to zrobi. Pytanie brzmi: z kim chcesz je znosić? Z Jezusem czy w samotności? W posłuszeństwie i zaufaniu czy buncie i pretensjach? Myślę, że chciałbyś żyć przez wieki w nieustannym szczęściu, jakie obiecuje Jezus, ale czy ziemska droga, którą kroczysz, wiedzie po Jego śladach?

Konkret na dzisiaj: spójrz na cierpienie Jego oczami.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/cmbellman/

Podobne wpisy: