Part of a series of shots taken in the Salt River area of Cape Town. For these photographs I wanted to follow the look and feel of Alex Webb, a photographer who I greatly admire. Webb takes high contrast colour street shots with unsettling, but perfect composition. Check out his book, The Suffering of Light to see what I mean. I had tried unsuccessfully to get his deep shadows in daytime. It took me a while to realize that it was essential to shoot in the 30 minutes or so just before the sun was lost over the city, when the light is very low, casting long golden light, with deep contrasty shadows. In addition to the colour look, Webb's work is multilayered and usually fills the frame from one side to the other. Not there yet at the compositional level, but I think I understand the contrast rules a bit better now.

Cierpieć z Bogiem (Dz 20,17-27)

Paweł z Miletu posłał do Efezu i wezwał starszych Kościoła. A gdy do niego przybyli, przemówił do nich: 
„Wiecie, jakim byłem wśród was od pierwszej chwili, w której stanąłem w Azji. Jak służyłem Panu z całą pokorą wśród łez i doświadczeń, które mnie spotkały z powodu zasadzek żydowskich. Jak nie uchylałem się tchórzliwie od niczego, co pożyteczne, tak że przemawiałem i nauczałem was publicznie i po domach, nawołując zarówno Żydów, jak i Greków do nawrócenia się do Boga i do wiary w Pana naszego Jezusa.
A teraz, naglony Duchem, udaję się do Jerozolimy; nie wiem, co mnie tam spotka oprócz tego, że czekają mnie więzy i utrapienia, o czym zapewnia mnie Duch Święty w każdym mieście. Lecz ja zgoła nie cenię sobie życia, bylebym tylko dokończył biegu i posługiwania, które otrzymałem od Pana Jezusa: bylebym dał świadectwo o Ewangelii łaski Bożej.
Wiem teraz, że wy wszyscy, wśród których przeszedłem głosząc królestwo, już mnie nie ujrzycie. Dlatego oświadczam wam dzisiaj: Nie jestem winien niczyjej krwi, bo nie uchylałem się tchórzliwie od głoszenia wam całej woli Bożej”. (Dz 20,17-27)

Ciekawe, że dzisiaj także rozważamy w Kościele fragment mowy św. Pawła do starszych wspólnoty z Efezu.

Dzisiaj moją uwagę przykuwa to, że Paweł tak wiele cierpi dla Ewangelii:

(…) służyłem Panu z całą pokorą wśród łez i doświadczeń, które mnie spotkały z powodu zasadzek żydowskich.

Co więcej wie, że one się nie skończą:

A teraz, naglony Duchem, udaję się do Jerozolimy; nie wiem, co mnie tam spotka oprócz tego, że czekają mnie więzy i utrapienia, o czym zapewnia mnie Duch Święty w każdym mieście.

I jak reaguje? Co mówi?

Lecz ja zgoła nie cenię sobie życia, bylebym tylko dokończył biegu i posługiwania, które otrzymałem od Pana Jezusa: bylebym dał świadectwo o Ewangelii łaski Bożej. 

Dla niego liczy się tylko Ewangelia, Dobra Nowina, czyli tak naprawdę Jezus. To dzięki świadomości tego, że głosił nie siebie, ale Zmartwychwstałego Pana mógł tak mężnie stawiać czoła prześladowaniom, które spotykały go wszędzie gdzie się pojawiał.

I wiesz co? Jeśli chcesz głosić Jego, to nastaw się na cierpienie, bo wielu było, jest i będzie takich, którzy nie przyjmują Słowa. Nie dlatego, że jest ono bezsensowne, ale dlatego, że każe żyć inaczej.

Ty to wiesz. Ja też to wiem, ale za każdym razem, gdy natrafię na opór, to bardzo to przeżywam i buntuję się. Dopiero po chwili, czasem krótszej, a czasem dłuższej, dochodzi do mnie zrozumienie, że tak musi być. Wszyscy Ci, którzy głosili Ewangelię – na czele z Jezusem – przeżyli odrzucenie, a nawet ponieśli śmierć.

Dzisiaj rodzą się we mnie pytania: czy umiem przeżywać kryzysy w łączności z Nim? Czy umiem, jak Paweł, spojrzeć na trudności przez pryzmat wiary i tego, że nagroda i to, co najlepsze jest dopiero przede mną czy raczej patrzę przez pryzmat moich oczekiwań? A jakie są moje – zaznaczę to od razu egoistyczne – oczekiwania? Żeby mnie chwalono, żebym był lubiany, żebym był podziwiany, żeby moje bycie z Bogiem nie było okupione cierpieniem. Myślę, że Ty masz podobnie. Jeśli się mylę to przepraszam.

Grzech sprawia, że człowiek skupia się na sobie i chce, żeby zawsze „jego było na wierzchu”, a Jezus mówi:

Największy z was niech będzie waszym sługą. (Mt 23,11)

Logika Boga jest inna od naszej i nie da się jej zrozumieć od razu. Myślę, że potrzeba całego życia na zrozumienie jak bardzo Jego wizja wielkości różni się od tego, co proponuje nam świat. W jaki sposób uczymy się tego, co On myśli? Tak jak w szkole. Dziecko od najmłodszych lat pracuje, aby zgłębić kolejne tajniki wiedzy i jeśli jest systematyczne i pracowite, to kiedyś może zostać wielkim profesorem, który będzie dokonywał przełomowych odkryć. Ale nikt poważny nie powie, że 5-cio czy 6-cio latek wie naprawdę dużo i jego spostrzeżenia są na miarę przewrotu kopernikańskiego. Trzeba czasu, aby mógł to osiągnąć, ponieważ ciągle się rozwija i przekracza samego siebie zdobywając nowe umiejętności i niezbędne doświadczenie.

W relacji z Bogiem jest tak samo. Zrozumienie przychodzi z czasem, ale potrzeba, aby było poparte codzienną pracą, modlitwą, medytacją. Wtedy pozwalamy, żeby Bóg nas uczył, jak najlepszy pedagog. I z czasem będziemy rozumieli coraz więcej, a gdy pójdziemy do Nieba zrozumiemy wszystko.

Chciej codziennie uczyć się od Niego w Jego szkole, którą jest Kościół.

Błogosławię Cię +

Foto, Flickr, Common Creative, https://www.flickr.com/photos/davidmcaughtry/

Podobne wpisy:

  • Maria Elżbieta Bihun

    To jeszcze w związku z poprzednim wpisem. Proszę pisać. To, co zrodzi w nas Słowo jest WAŻNE choćby tylko w tym momencie poruszyło serce. Nie znamy dróg Bożego Ducha. Dziękuję za odwagę i błogosławieństwo. To ma sens! Natrafiłam na Księdza blog niedawno i korzystam wraz z grupą młodzieży. Mam więcej doświadczenia w sensie lat i z pokorą przyznaję, że tak właśnie trzeba: powoli, prawdziwie, z wnętrza i Panu zostawiamy resztę. Pięknie Ksiądz to robi i dobrze. Pamiętam w modlitwie. s.maria