Nie da się zadowolić wszystkich (Mt 11,16-19)

Jezus powiedział do tłumów:

„Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest ono do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: «Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili». Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: «Zły duch go opętał». Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników». A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny”. (Mt 11,16-19)

Jezus pyta z kim ma porównać „to pokolenie” τὴν γενεὰν ταύτην (ten genean tauten)? Gdy weźmiemy pod uwagę całość Ewangelii według św. Mateusza, zobaczymy, że Rabbi odnosi to określenie do Izraela i zawsze czyni to w negatywnym świetle. Można to porównać do jakieś starszej osoby, która ciągle powtarza: „Ach ta dzisiejsza młodzież”. Oczywiście, wzrusza przy tym ramionami, kiwa wymownie głową i wzdycha głęboko. To tylko wymyślony przez mnie przykład, który niekoniecznie musi mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości, ale myślę, że pozwala lepiej zrozumieć, że gdy Jezus mówił o Izraelu, używając słów „to pokolenie”, nie ma o nim dobrego zdania.

Czym Żydzi zasłużyli sobie na taką ocenę ze strony najlepszego z ludzi, który kiedykolwiek chodził po ziemi i zawsze szukał i ciągle szuka dobra w nas? Odpowiedź znajduje się w opowiadaniu o dwóch grupach dzieci i dalszych wersetach, które przeanalizujemy. Co robią te dzieciaki? Posłużę się przykładem, który znalazłem w jednym z komentarzy:

„Jedne wołają do drugich: „Chodźcie, zabawimy się w wesele”. Na to otrzymują odpowiedź: „Nie, nie mamy dzisiaj ochoty się bawić”. Wówczas dzieci z pierwszej grupy proponują: „To pobawmy się w pogrzeb”. Odpowiedź brzmi: „Nie, nie chcemy się dzisiaj smucić”.

Co charakteryzuje te dzieci? Przekora. Jaka by nie padła propozycja, to i tak odpowiedź będzie negatywna. Można powiedzieć, że mówią: nie, bo nie. Ciekawe, że Jezus takie zachowanie odnosi nie tylko do dzieci izraelskich, ale także – a nawet chyba przede wszystkim – do dorosłych, nie wyłączając z tego grona faryzeuszów, saduceuszów, uczonych w Prawie i innych „wielkich” tamtej społeczności. To, że dzieci przekomarzają się ze sobą i nie są w stanie zdecydować, na co mają ochotę, jest całkiem zrozumiałe. Z czasem z tego wyrosną. Ale to, że dorośli ludzie, którzy kojarzeni byli z dojrzałością intelektualną, emocjonalną i duchową, zachowują się tak samo jak one, budzi moje wielkie zdziwienie”.

Na dowód tego, że jest to słuszny wniosek, spójrzmy na drugą część dzisiejszej Ewangelii. Jezus mówi w niej o sobie i Janie Chrzcicielu. Nie da się zaprzeczyć, że jeden i drugi byli wysłannikami Boga, a Rabbi sam był i jest Bogiem. Ich styl życia znacząco się różnił. Jan zasłynął z wielkiej ascezy, mieszkania na pustyni, odseparowania od społeczeństwa, żywienia się miodem i szarańczą. Nieustannie wzywał do nawrócenia i udzielał chrztu. Nie bał się także publicznie napiętnować grzechu Heroda Antypasa, który cudzołożył z żoną swego brata. Jan był radykalny w każdym calu. I co o nim powiedziano? «Zły duch go opętał».

Potem swoją działalność w Galilei i okolicach rozpoczyna Jezus. Przebywa z celnikami i grzesznikami, daje się zapraszać na przyjęcia, chodzi do chorych i wykluczonych przez społeczeństwo. Jego życie nie jest tak nastawione na ascezę jak Jana (chociaż nie wolno twierdzić, że Jezus nie był ascetą, bo było by to wielkie uogólnienie i niesprawiedliwość wobec naszego Zbawiciela). Po prostu, Jego życie było inne niż kuzyna z Ain-Karem, ale także ukierunkowane na Boga i głoszenie prawdy objawionej. I co o NIm powiedziano? «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników».

Z tej Ewangelii wyłania się bardzo smutny obraz, nie tylko Izraelitów początku I wieku, ale ludzi wszystkich czasów. Jeżeli ktoś nie chce słuchać prawdy, to zawsze znajdzie odpowiednią regułkę. Choćby nie wiadomo kto i jak próbował do niego dotrzeć, to i tak upór i przekora wygrają z racjonalnymi argumentami. Co wtedy robić? Dać sobie spokój. Mówię poważnie. Jeśli widzisz, że Twoje upomnienia nie przynoszą rezultatów, że Twój trud przypomina walkę z wiatrakami, to odpuść sobie. Oczywiście trzeba próbować i zawsze modlić się w takiej sytuacji, ale jeśli wielokrotnie wyciągana ręka za każdym razem jest odtrącana, to możesz powiedzieć: „wystarczy”.

Niestety, są ludzie, których głównym zajęciem, hobby, a może i życiową pasją, jest krytykanctwo. Nie mówię o krytycyzmie, który jest zdrową postawą i pokazuje, że analizuję świat, który mnie otacza, aby wyrobić sobie właściwe zdanie i umiem oddzielić dobro od zła. Gdy mówię o krytykanctwie, mam na myśli permanentną, ciągłą postawę bycia na „NIE” wobec wszystkiego i wszystkich.

– Piękny mamy dzisiaj dzień, prawda? – E tam, za gorąco.

– Widziałeś ostatni mecz reprezentacji? Pokazali klasę. – E tam, powinni wygrać dwa razy wyżej.

– Słyszałeś, szef dał nam podwyżkę! – Nakradł, to teraz ma z czego oddawać.

– Dzieciaki z gimnazjum przygotowały świetne jasełka, prawda? – Gimnazjum? Nawet mi o nich nie wspominaj. Banda gówniarzy, która tylko pije i pali.

Widzisz o czym mówię? Krytykanctwo to postawa, w której człowiek nie potrafi dostrzec dobra w tym, co robią inni. Jedyne, z czego potrafi się cieszyć, to osobisty sukces i cudza porażka. Oczywiście, będzie umiał bezbłędnie uargumentować swoją postawę, ale czy tak naprawdę o to w życiu chodzi, żeby tylko wytykać to, że inni robią coś nie tak jak ja bym tego chciał?

Żydom nie mieściło się w głowie, że ten cieśla z Nazaretu może być Mesjaszem, bo mieli inne oczekiwania wobec Pomazańca. Najzwyczajniej w świecie Mesjasz ich rozczarował.

A jak jest z nami?

Po pierwsze, czy nie siedzi w nas rozkapryszony dzieciak, który założy ręce, zrobi naburmuszoną minę i będzie zachowywał się tak, żeby wszyscy dookoła wiedzieli, jak bardzo jest niezadowolony, bo ktoś nie działa tak jak byśmy tego chcieli? Czy umiemy cieszyć się z sukcesów innych? I mam tu na myśli sukcesy kolegów czy koleżanek z pracy, ludzi nam bliskich. Łatwo się cieszyć, gdy reprezentacja Polski w piłce nożnej jest najwyżej w historii w rankingu FIFA, bo większość z nas nie jest zawodowymi piłkarzami. Ale czy umiem się ucieszyć – ja ks. Krystian – gdy inny ksiądz odniesie sukces, jest chwalony, doceniany, stawiany jako wzór? Czy Ty umiesz autentycznie uradować się, gdy koleżanka ze szkolnej ławki wygrywa ważną olimpiadę; gdy szef publicznie chwali Twojego kumpla; gdy dyrektor powie, że ten nauczyciel jest chlubą naszej szkoły itd.?

Po drugie, czy nie jesteś rozczarowany tym, jak Bóg działa w Twoim życiu, bo nie realizuję toćka w toćkę Twojego planu? Czy ciągle masz do Niego pretensje, no bo przecież Twoje bycie z Nim i dla Niego miało inaczej wyglądać? Być może zakładałeś, że wybór Jezusa na Króla i Pana przełoży się automatycznie na wymierny, doczesny sukces? A tu jak była bida, tak dalej jest bida?

Konkret na dzisiaj: przyjrzyj się sobie. Czy umiesz się cieszyć tym, co robią inni?

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy:

  • krystian

    Jeszcze jedna rzecz wychodzi z dzisiejszej ewangeli.Faryzeusze szyli wszystkim taki sam garnitur.
    Gdy w niego pasowałeś to twoje życie było „dobre”.Gdy w ten garnitur nie pasowałeś, to byłeś nie taki jak powinieneś.
    Jezus tu pokazuj, że życie zgodnie z tym co oczekuje od nas Bóg, , może mieć najróżniejszy kształt.
    Życie każdego z nas wygląda trochę inaczej.A mimo to każde życie może być dobre i spełnione.
    Jest w tym wielka wolność którą daje nam Bóg. I za tę wolność chcę Jemu dziś podziękować.

  • Genowefa

    „Kto poznał Dobrą Nowinę nie może mieć grobowej miny” – mówi Papież Franciszek. Nie będzie niezadowolony. Jeżeli kocha, patrzy sercem, to umie też cieszyć się razem z innymi. Wtedy to jest naturalne, samo przychodzi.

  • Izabela Biernacka

    Chrystus w nas i przemiany wnętrza. Jeśli się kocha ludzi, ma pokorę, ubóstwo i wierzy w Bożą Opatrzność, to się nie zazdrości.. https://kontemplatywny.wordpress.com/2016/12/14/akceptacja/

  • Genowefa

    Zacofane myślenie człowieka nie biorącego pod uwagę tego co się teraz dzieje jest powodem,
    że nie korzysta on i nie ma udziału w tym, bo najważniejsze jest jego zdanie.
    I ma ksiądz rację, ze takiego opornego należy zostawić (pomagając mu nadal)
    ale z zachowaniem dystansu do jego stanowiska, które choć jest dziwne i nie do przyjęcia ale jest jego.
    Nic z tym nie da się zrobić. Chociaż szkoda, bo widać że przez swój upór i głupotę działa na swoją niekorzyść.
    Ale najważniejsze jest jego zdanie, według którego postępuje i koniec dyskusji. Krótki komunikat.
    Pozostaje nieprzekonany ale zadowolony ze swojego ja.
    Nie umie iść z duchem czasu. Podejrzliwy wobec innych ale mający zawsze usprawiedliwienie dla siebie.