Cieszę się, że dałem mu szansę (Łk 14,1.7-11)

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Opowiedział wówczas zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich:

„Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: «Ustąp temu miejsca». I musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: «Przyjacielu, przesiądź się wyżej». I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników.

Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”. (Łk 14, 1.7-11)

Kompletnie nie umiem pielęgnować kwiatów! Choćbym bardzo się starał, prędzej czy później ich żywot dobiega końca w tragicznych okolicznościach. Albo usychają, bo zapomniałem, że potrzebują wody albo gniją, bo podlewałem tak hojnie, że aż kapało na podłogę. Ale jak to z regułami bywa, zdarzają się wyjątki. Jest w moim mieszkaniu jeden kwiatek, który jest prawdziwym wojownikiem, fighterem i za wszelką cenę chce mi udowodnić, że będzie żył wbrew mojej botanicznej indolencji.

Co ma kwiatek do ewangelii? Według mnie dużo, ale po kolei. Gdy wróciłem po wakacjach do mojego mieszkania w Lublinie, musiałem sprawdzić, które kwiaty przetrwały trzymiesięczną rozłąkę (oczywiście, co jakiś czas przyjeżdżałem, żeby je podlać, – aż tak beznadziejny nie jestem 😉 ), a które muszę wyrzucić. Wspomniany wyżej przeze mnie kwiatek wyglądał najgorzej ze wszystkich. No po prostu tragedia! Nic, tylko wywalić na śmietnik. Gdyby moja mama go zobaczyła, zebrałbym niezłą burę. Ale po oględzinach zauważyłem, że wśród starych, wielkich, jeszcze niedawno pełnych życia liści, nieśmiało z ziemi wygląda maleńki pęd. Pierwsza myśl była taka, że nic już z niego nie będzie, ale po chwili namysłu postanowiłem, że dam mu szansę. Wyrwałem stare, uschnięte liście, postawiłem doniczkę w dobrze naświetlonym miejscu, podlałem go sowicie, bo ziemia była spękana jak preria na westernie i zostawiłem, żeby mógł pokazać, na co go stać. I co się okazało? Ze zdumieniem każdego dnia widziałem, jak się podnosił i nabierał sił. Z jednego małego listka wyrosły już trzy, a czwarty nabiera kształtów. To właśnie tego mojego „wojownika” widzisz na zdjęciu wyżej.

Po co ten botaniczny wątek?

Jezus kończy dzisiejszą ewangelię takim zdaniem:

Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.

Wiem, że to zestawienie kwiatka i słowa Bożego może być odebrane jako przejaw mojej infantylności, ale taki jestem…

Jak czytamy, Jezus został zaproszony na ucztę do domu jednego z faryzeuszów. Została ona zorganizowana według reguł greckich, tzn. goście leżeli na sofach ustawionych po trzech stronach niskiego stołu zastawionego jedzeniem. Na każdej z sof mogły zmieścić się trzy, cztery osoby. Zatem uczta, o której czytamy, nie była zbyt liczna, ale nawet w tak wąskim gronie dla ludzi tamtych czasów ważne było, gdzie i obok kogo się siedziało czy też – będąc bardziej precyzyjnym – na wpół leżało. Najbardziej prestiżowe było miejsce na samym środku i zapraszano na nie osobę wysoce nobilitowaną w danej grupie. Miejsca przydzielał gospodarz, ale zaproszeni zazwyczaj wiedzieli, gdzie według hierarchii powinni się znaleźć. Za wielki nietakt odbierano sytuację, gdy ktoś sam „pchał” się na środkowe, czyli pierwsze miejsce, ponieważ ryzykował, że może zjawić się osoba ciesząca się większą estymą niż on sam. Wówczas musiałby je opuścić ze zwieszoną głową, aby ustąpić ważniejszemu gościowi. Dlatego do dobrego tonu należało ustawienie się gdzieś na końcu, aby to gospodarz podjął decyzję, komu należy się najbardziej zaszczytne miejsce przy stole. Tak to wyglądało w teorii, a jaka była praktyka? Podobnie jak dzisiaj. Było i jest w człowieku pragnienie bycia docenionym wśród innych. Chcemy, żeby ludzie uważali nas za ważnych, mądrych, coś znaczących. Takie pragnienia nie są złe same w sobie, ale mogą się takimi stać, gdy poklask i podziw innych stanie się sensem naszego życia.

Jezus zauważył to, że zaproszeni przepychali się, aby zająć jak najlepsze miejsce, a przez to pokazać, że w hierarchii społecznej stoją wyżej od innych. Reakcją na takie zachowanie było opowiedzenie przypowieści, którą zakończył stwierdzaniem „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”. Wypowiadając te słowa, musiał kompletnie wywrócić do góry nogami sposób, w jaki postrzegali świat zebrani na uczcie goście. Logika, którą On prezentował, nie mogła spodobać się zwłaszcza łasym na pochlebstwa i pochwały faryzeuszom. Nie do przyjęcia było myślenie, że bycie ostatnim może oznaczać bycie tak naprawdę pierwszym, że poniżenie może być początkiem wywyższenia. Po raz kolejny Rabbi wsadził kij w mrowisko i sprowokował zebranych wokół Niego do pytań o sprawy najważniejsze.

Dzisiejsze słowo przypomina nam, żebyśmy nie dali się wciągnąć w stary jak świat wyścig szczurów o zaszczyty, pochwały, prestiż, lajki itd. Żebyśmy na siłę nie pchali się na świecznik, bo nie on jest sensem życia. Jak długo mentalność świata, który nas do tego zachęca, będzie w nas wygrywała ze słowem Bożym i logiką Królestwa Bożego, tak długo będziemy nieszczęśliwi i niespełnieni. Jezus mówiąc o tym, żeby zajmować ostatnie miejsca na uczcie, nie miał na myśli ciągłego poniżania się, ale uświadomienie sobie, że to gospodarz, czyli Bóg, nadaje zaproszonym godność, a nie zależy to od ludzkich opinii.

Tak bardzo słuchamy tego, co ludzie myślą na nasz temat, a tak mało ufamy słowu Boga. Dla Niego nigdy nie jesteś przegrany, beznadziejny, nie warty zachodu i dania kolejnej szansy. On patrzy na Ciebie i zawsze widzi swoje dziecko, w które warto zainwestować i On chce Cię wywyższyć.

Być może dzisiaj patrzysz na siebie, ciągle porównujesz się z innymi i nie widzisz w sobie zbyt wiele dobra. Opinie innych górują nad tym, co mówi o Tobie Bóg. Jeśli bardziej zaufasz Jego słowu niż ludziom, to On Cię wywyższy. I to nie jakoś po cichu, „na zapleczu”, ale na oczach tych, którzy uważali się za lepszych od Ciebie. Być może dopiero w dniu Sądu Ostatecznego, ale ten moment na pewno przyjdzie.

Gdyby mój mały kwiatek mógł mówić, to pewnie powiedziałby, że długo czuł się gorszy, ale okazało się, że to on wytrzymał próbę czasu, a nie jego więksi i silniejsi koledzy. Cieszę się, że dałem mu szansę. Wystarczyło dać mu parę dni i odrobinę troski, a pokazał i ciągle pokazuje swoją siłę. Ty też zobacz w sobie potencjał, jaki widzi w Tobie Bóg. Co z tego, że ludzie mają Cię za nic? Ważne za kogo ma Cię Bóg. A dla Niego jesteś jego kochanym synem, kochaną córką, którymi nigdy się nie nudzi. W Jego oczach nigdy nie jesteś ostatni, najgorszy, głupi, przegrany, bo jesteś wart ceny Krwi Jego Syna, a nie ma nic bardziej wartościowego od niej. Jezus stał się jednym z nas, żeby przypomnieć nam o naszej wielkiej godności dzieci Bożych.

Chcesz zmarnować życie na ciągłe porównywanie się z innymi czy żyć w perspektywie tego, co Bóg myśli o Tobie?

Wybór należy do Ciebie…

Konkret na dzisiaj: zobacz w sobie dziecko Boga, które jest bezcenne w Jego oczach.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

Photo: archiwum własne

Podobne wpisy:

  • Remigiusz Zajączkowski

    Pokochaj swojego Kwiatka… Daj mu „Chleba” i Wody.
    Zadbaj o Jego otoczenie, a On Żyć będzie…
    Pokaż mu swoje miejsce… Miejsce Pana i Miejsce Sługi.
    A Zakwitnie!

    Dzięki ojcze… i Ojcze