Cześć, jestem Krzysiek… (Łk 7,24-30)

Gdy wysłannicy Jana odeszli, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: „Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w pałacach królewskich przebywają ci, którzy noszą okazałe stroje i żyją w zbytkach. Ale coście wyszli zobaczyć? Proroka? Tak, mówię wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę.

Powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on”.

I cały lud, który Go słuchał, i nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Janowy. Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego. (Łk 7,24-30)

I znowu to samo… W niedzielę słyszeliśmy te słowa, ale w wersji św. Mateusza i dzisiaj znowu je przerabiamy. Czyżby osoba, która układała lekcjonarz, pomyliła się? Czy z czterech Ewangelii nie dałoby się wybrać innego fragmentu, tak żeby co parę dni nie powtarzać się? Na pewno dałoby się, ale skoro jest jak jest, to nie będziemy marudzić i spróbujemy wejść głębiej w dane nam słowo.

Jezus po odejściu uczniów Jana zadaje tłumom trzy bardzo podobne pytania. On, który zna doskonale najgłębsze zakamarki serca każdego człowieka, niejako wyciąga na światło dzienne myśli i pragnienia Jego słuchaczy. Nad każdym z nich można by się zastanawiać przez wiele godzin, ale ja postanowiłem, że dzisiaj pochylimy się nad drugim:

Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w pałacach królewskich przebywają ci, którzy noszą okazałe stroje i żyją w zbytkach.

Od starożytności aż po dzisiaj ubranie poniekąd jest wyznacznikiem statusu materialnego, pozycji społecznej czy zamożności. Coś w tym jest, bo jeśli kogoś stać na markowe ciuchy, to znaczy, że jego sytuacja finansowa nie jest najgorsza. W czasach Starego Testamentu, gdy ktoś na przykład ubierał się w bisior, który powstaje w wyniku szybkiego krzepnięcia wydzieliny niektórych małż, tworząc jedwabiste nici, od razu był traktowany przez otoczenie jak ktoś, z kim należy się liczyć. Nie wiem, czy pamiętasz przypowieść Jezusa o bogaczu, który trafił do piekła? Jednym z wyznaczników jego zamożności był strój właśnie z tego materiału.

Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. (Łk 16,19) 

Jednak starożytnym „miękkie szaty” kojarzyły się z czymś jeszcze. Mianowicie autorzy ksiąg Nowego Testamentu osoby ubierające się w ten sposób oceniają negatywnie i uznają za ludzi zniewieściałych i nieczułych na potrzeby innych. Chociażby wspominany przeze mnie przed chwilą bogacz jest potwierdzeniem tej tezy.

Może zastanawiasz się, dlaczego właśnie to zdanie mówiące o ubiorze wziąłem jako przedmiot naszego rozważania? Przecież w tej Ewangelii są ciekawsze wątki niż ten modowy. Masz rację, ale to zdanie „ruszyło” mnie ponieważ w poniedziałek wydarzyło się coś ważnego.

Wieczorem (około 16.00) szedłem przez Krakowskie Przedmieście w Lublinie. Spieszyło mi się, bo na 17.00 musiałem być na KULu. Nagle, na mojej drodze stanął mężczyzna. Na oko miał około 40 lat.

– Cześć, jestem Krzysiek – powiedział do mnie – od razu mówię, nie chcę pieniędzy, tylko proszę cię, kup mi coś ciepłego do jedzenia.

Moja pierwsza myśl była taka, że bardzo mi się spieszy i mogę się spóźnić na spotkanie z profesorem, bo korki w Lublinie o tej porze są okropne. Ale na szczęście ta myśl tak jak szybko przyszła, tak samo szybko odeszła.

– Ok, chodź pójdziemy w stronę katedry, bo tam mam samochód. Coś mi się kojarzy, że gdzieś tam na pewno jest jakiś bar, kebab albo garmażerka.

Zdziwiła mnie reakcja Krzyśka, który ewidentnie nie chciał iść w tamtą stronę. Nie rozumiałem, dlaczego tak się zachowywał, ale w końcu się zgodził. Gdy doszliśmy pod drzwi – powiem ogólnie – lokalu, Krzysiek powiedział:

–Mnie i tak zaraz stamtąd wyrzucą. Poczekam na zewnątrz.

–Chyba zwariowałeś. Jest mróz. Idziesz ze mną!

–Zobaczysz, że tak będzie. Zostanę tutaj.

–Chodź. Albo idziemy razem albo wcale.

Znowu moja siła perswazji wygrała. A może to nie ona tylko głód Krzyśka? Nawet gdyby nie wszedł ze mną, to i tak kupiłbym mu obiad. Gdy przekroczyliśmy próg, od razu przywitało nas kilka niezbyt przyjemnych spojrzeń. Stało się tak pewnie dlatego, że Krzysiek nie wyglądał zbyt ładnie, ani nie pachniał zbyt przyjemnie. Z menu wybrał to, na co miał ochotę. Pani, która przyjęła zamówienie i obsługiwała nas, nie umiała ukryć swojego niezadowolenia, aż w końcu powiedziała:

–Ale ten pan musi stąd wyjść.

–Dlaczego? Zapytałem.

–Bo takich tu nie chcemy. Mają niedaleko jadłodajnię dla bezdomnych. Niech tam idzie.

–Co?! Dlaczego? A w czym on jest gorszy? Bo nie ma domu?

Pani coś tam wydukała pod nosem, ale już nie dosłyszałem, co konkretnie. Oczywiście, wszystko słyszeli inni klienci, a także sam Krzysiek. Ja poczułem się zażenowany. A co on musiał poczuć w tym momencie? Poczekaliśmy chwilę, pani zapakowała zamówienie i wyszliśmy na zewnątrz. Jeszcze chwilę porozmawialiśmy i rozstaliśmy się.

Nie wiem, czy jeszcze kiedyś spotkam Krzyśka, ale ta sytuacja siedzi we mnie dosyć mocno. Patrząc tylko ludzkimi kategoriami, jestem w stanie zrozumieć tę panią. Zależy jej na renomie lokalu, na komforcie innych klientów, na dobrej opinii. Ale czy to jest w życiu najważniejsze? Krzysiek musiał nie jeden raz spotkać się z odepchnięciem w tamtej okolicy, dlatego tak niechętnie poszedł za mną w tamtą stronę.

Dlaczego Wam o tym piszę? Krzysiek nie był ubrany ładnie, modnie i elegancko. Bez koloryzowania rzeczywistości powiem, że śmierdział. Nie wiem, kiedy mył się ostatni raz. Na pewno nie można o nim powiedzieć, że nosił „miękkie szaty”. Ale czy to może być wyznacznikiem jego godności? W teorii nie, ale w praktyce, niestety, tak. Nieważne było to, że przyszedł ze mną, że ja płaciłem. Ważne, że od razu został wsadzony do szufladki „takich tu nie chcemy”.

Za parę dni święta. Takich ludzi jak Krzysiek są tysiące. Gdy większość z nas usiądzie z najbliższymi przy wigilijnym stole, on pewnie będzie się błąkał po pustym Krakowskim Przedmieściu ze świadomością, że jest sam. Nie wiem, jaka jest przyczyna jego bezdomności. Może sam zawinił, a może to inni zgotowali mu taki los? Nie mi oceniać. Nie oceniam także tej pani, robiła i mówiła to, co uważała za słuszne. Niech Bóg jej błogosławi. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że krew w żyłach nie zagotowała mi się. Tak sobie myślę – i mówię to przede wszystkim do siebie – że dopóki nie zrozumiemy, iż wiara to nie tylko słowa, ale przede wszystkim czyny z nich wynikające, dopóty będziemy marną karykaturą chrześcijan. Może powzruszamy się nad żłóbkiem, przez chwilę zrobi się nam przykro, że Święta Rodzina musiała borykać się z takimi trudnościami, ale czy to jest istota tych dni? Wierzymy, że Jezus jest obecny w każdym człowieku. Także w tym, który nie pasuje do naszego świata. Przypomnę tylko te słowa Jezusa i nimi zakończę dzisiejszy komentarz:

„Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! 

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; 

byłem spragniony, a daliście Mi pić; 

byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; 

byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; 

byłem chory, a odwiedziliście Mnie; 

byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. 

Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.  (Mt 25,34b-40)

Konkret na dzisiaj: w tych dniach pomóż komuś potrzebującemu. Konkretnie, realnie, nie tylko w teorii. Niech dzięki Tobie jego świat przez chwilę stanie się lepszy.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/roadtoblivion/

Podobne wpisy:

  • krystian

    Ja też coś opowiem.

    Minione lato.Mimo godziny 17stej letni skwar ciągle daje się we znaki.
    Dzwonek do furtki.
    Otwieram drzwi i patrzę jakiś facet.
    Stare brudne ubranie, twarz zniszczona,zarost prosi by go ogolić.Facet chwieje się w wszystkie strony.Z metra czuć alkoholem jak fermentującego wina.
    Myślę sobie:No fajnie…
    Ciekawe o co poprosi?
    -Słucham pana?
    – Przee..praszam, bbardzo.Czy mogłłł bym dostać szklankee wody?

    Zatkało mnie.Pierwszy raz w życiu ktoś przychodzi do mojego domu i prosi o szklankę wody.Najczęściej w soboty chodzą z fundacji i proszą o pieniądze, czasami ktoś o jedzenie.Ale o szklankę wody……

    Przynoszę butelkę mineralnej.Odkręcam daję facetowi.Po pierwszych łapczywych łykach robi długie gull, gull, gull.Długi alkoholowy wydech i oddaje mi butelkę z słowem: ddziękujeee….

    Zakręcam butelkę i podaje mu z powrotem.
    – Niech pan ją sobie weźmie na dalszą drogę.
    Na zmęczonej życiem twarzy pojawia się uśmiech i niedowierzanie.Uśmiech małego dziecka które dostaje od nieznajomego lizaka.
    Podziękował i poszedł dalej chwiejnym krokiem.

    Ta sylwetka zgarbionego, chwiejącego się pijaka przypomniała mi kogoś.
    Przypomniała mi widok mojego taty…….
    Odwróciłem sie z mokrymi oczami…..

  • krystian

    Ja na Twoim miejscu gdy profesor zapyta:
    – Spóźnienie przez korki?
    odpowiedział bym:
    – Korki też ale miałem przypadkowe spodkanie z Jezusem.I zeszło parę minut…….

  • Ula

    W zeszłym roku w Wigilię wracałam z cmentarza,autem, z tyłu dziecko w foteliku-zamarłam kiedy zobaczyłam na ulicy rower a w rowie człowieka.Zatrzymałam się,pomogłam wstać,nic mu nie było,alkoholem zionęło na kilometr.
    -Panie idź Pan do domu,Wigilia dzisiaj- a ten Pan ze wzrokiem zupełnie odmienionym,twarzą taką inną,głosem jakiego nie słyszałam w życiu – mówi do mnie Kocham Cię.
    Jakoś się pozbierał i poszedł,a ja płakałam jak dziecko.
    W Wigilię spotkałam Pana 🙂