Daj się porwać (Dz 2,1-11)

Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. 
Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku.
Pełni zdumienia i podziwu mówili: ”Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? – Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże”. (Dz 2,1-11)

Nareszcie!

Co roku z wielką niecierpliwością czekam na dzień Pięćdziesiątnicy. Dlaczego? Powodów jest kilka. Jednym z nich jest to, że moje prawdziwe i głębokie nawrócenie dokonało się w czasie Seminarium Odnowy Wiary, gdy byłem klerykiem. Jednym z najważniejszych momentów tych niezwykłych rekolekcji była modlitwa o dar Ducha Świętego. W tamten niedzielny wieczór Duch Święty przestał być dla mnie „gołębiem” z obrazów, ale stał się Tym Kim jest naprawdę, czyli żywą osobą, która jest blisko mnie.

Kim On jest dla Ciebie? Czy modlisz się do niego codziennie? Jeśli nie, to popełniasz WIELKI BŁĄD i proszę, szybko to zmień. Oczywiście jest to prośba, a nie groźba 😉 Jako zachętę przytoczę słowa Metropolity Ignatiosa IV Hazim z Laodycei, które wypowiedział w czasie ekumenicznego zjazdu w Uppsali w 1968 r.:

Bez Ducha Świętego Bóg jest daleko, Chrystus pozostaje w przeszłości, Ewangelia pozostaje martwą literą, Kościół jest tylko organizacją, władza – dominacją, misja – propagandą, liturgia – niczym więcej, jak tylko wspomnieniem, życie chrześcijańskie – moralnością niewolnika. Ale w Duchu Świętym: kosmos jest zmartwychwstały i wzdycha w bólach rodzenia Królestwa, Zmartwychwstały Chrystus jest tutaj, Ewangelia jest mocą życia, Kościół ukazuje życie Trójcy, władza jest posługą wyzwalania, misja jest Pięćdziesiątnicą, liturgia – pamiątką i zapowiedzią, ludzkie działanie jest przebóstwione.

Bez Ducha Świętego nasza wiara jest niepełna, a my gnuśniejemy i wpadamy w utarte schematy, które z czasem zabijają w nas entuzjazm. Bez Niego życie z nas uchodzi. Bez Niego usychamy.

W dzisiejszym pierwszym czytaniu przyjście Ducha Świętego związane jest z wiatrem:

Nagle spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali.

Co mi to mówi?

Ducha Świętego, tak jak wiatru, nie można zamknąć w żadnym pomieszczeniu ani zmierzyć, a jednak działa. Widzimy działanie wiatru, ale nie możemy go okiełznać. Czasami staje się tak gwałtowny, że porywa to, co staje na Jego drodze. Tak samo Duch Święty działa ponad naszymi schematami, które tak lubimy. Ale właśnie przez to, że nie jest schematyczny, wnosi tak wiele do życia wierzących. Daj się porwać!

Człowiek, który codziennie modli się do Ducha Świętego, nie narzeka na brak pomysłów czy zapału. Co najwyżej może narzekać na brak czasu do ich realizacji. Duch Święty sprawia, że wiara staje się przygodą, która nigdy się nie nudzi, ponieważ raz po raz spotyka mnie coś nowego i zaskakującego.

Oczywiście nie możemy zapomnieć o kolejnej, bardzo ważnej cesze działania Ducha Świętego:

On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu – bo nie wierzą we Mnie;  o sprawiedliwości zaś – bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie – bo władca tego świata został osądzony. Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. (J 16,8-13a)

Zadaniem Ducha Świętego jest doprowadzenie nas do Prawdy, która czasem boli, ale zawsze wyzwala (pisałem o tym parę dni temu). Bez pomocy Ducha Świętego ciągle będę żyć w mniejszym lub większym zakłamaniu, a to będzie przeszkodą we właściwym rozwoju duchowym.

Mógłbym jeszcze dużo pisać o Nim, ale przecież nie chodzi o słowa, ale o czyny.

Zatem do dzieła. Proś o Ducha Świętego. Teraz. Masz coś lepszego do roboty? Coś jest ważniejsze? Nie sądzę. Więc wyłącz komputer, tablet, komórkę i zacznij się modlić.

Powodzenia, a Jego błogosławieństwo niech Cię w tym umocni + 🙂

Foto, Flickr, Common Creative, https://www.flickr.com/photos/aigle_dore/

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Często jestem przekonana o zasadności działania tylko nie zawsze wiem jak to zrobić żeby było lepiej. Idąc wczoraj do kościoła na Adorację również nie byłam pewna jak postąpić. Nadążałam za modlitwą księdza prowadzącego, myśląc o swoich sprawach. Wyśpiewałam radość, że Duch Święty przychodzi i wychodząc do domu mogłam już zrobić to co zamierzałam. On zawsze wskazuje mi dobre rozwiązanie tylko muszę Go o to poprosić. Wtedy wie, że ja potrzebuję Jego pomocy. Mówi do mnie przez innych ludzi. Duch Święty jest taki jak „Dobro czynne 24”. Pozostaje mi wdzięczność za pokierowanie.

  • Adam S.

    „Człowiek, który codziennie modli się do Ducha Świętego, nie narzeka na
    brak pomysłów czy zapału. Co najwyżej może narzekać na brak czasu do ich
    realizacji”. – U mnie to nie działa proszę księdza. Modlę się do Ducha Świętego, błagam Go o przemianę serca i myślenia. Staram się każdego dnia dzień zaczynać z Nim, prosząc o prowadzenie. A zapału jak nie było, tak nie ma 🙁 Nie powiem ,że Duch nie działa w moim życiu, bo skłamałbym. Dużo mi pokazał, ale nie mam celu w życiu, nie wiem jakie mam mocne strony, dary od Niego. Dni wydają mi się takie same. Dwa lata minęły odkąd zaprosiłem w sposób świadomy Jezusa do swojego życia. prowadzę regularne życie sakramentalne, staram się jak najczęściej czytać Słowo Boże (choć tutaj mogłoby być lepiej). Duch wskazał mi już rejony, gdzie powinienem się poprawić. I dalej…jakby powiedział radź sobie sam, choć ja w to nie wierzę. Pismo mówi, że Duch jest Panem chcenia i działania. U mnie zawsze był problem z tym działaniem, bo chcenia było aż nadto. Czegokolwiek się tknąłem, uczyłem trwało to tylko chwilę, po czym porzucałem to, twierdząc, że to jest bezcelowe, bezsensu. I tak jest do dzisiaj. To jest bez sensu, po co się tego uczyć? Zrobię to później itp. Duch mi pokazał, ze mam tutaj problem. Stanąłem w Prawdzie i uznałem swoją nędze. Ale aby wyrwać się z takiego sposobu myślenia, niedziałania. Aby znaleźć cel jest nie lada wyzwaniem. Bez niego sobie nie poradzę, to pewne. Modlę się i czekam, a każdy dzień przecieka mi przez palce. Ciekawe ile mi ich jeszcze zostało?