Dajmy sobie więcej czasu (Mk 7,31-37)

Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka, a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.
Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali.
I pełni zdumienia mówili: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”. (Mk 7,31-37)

Wyobraź sobie, że jesteś teraz z Twoim najlepszym przyjacielem w Warszawie (być może faktycznie jesteś) i planujecie dostać się do Krakowa. Wszelka logika podpowiada, że musicie ruszyć na południe, żeby jak najszybciej dotrzeć do Grodu Kraka, ale nagle Twój przyjaciel, który organizuje całą wyprawę mówi, że owszem jedziecie do Krakowa, ale przez Gdańsk! Bez sensu, prawda? A tak właśnie postąpił Jezus!

Razem ze swoimi uczniami wyrusza z Tyru, który leży na północy. Celem jest Galilea, leżąca na południe od niego, ale przez Sydon, który leży na północ od Tyru. Mam nadzieję, że nie zagmatwałem tego za bardzo, ale zrobił dokładnie to, o czym napisałem wyżej, czyli z Warszawy do Krakowa przez Gdańsk.

Apostołowie, którzy znali te tereny z pewnością byli zaskoczeni taką marszrutą i pewnie zastanawiali się, dlaczego ich Mistrz obrał taką a nie inną trasę. Co więcej, nie była ona lekkim nadłożeniem drogi. Spotkałem się z opinią, że pokonanie tego dystansu mogło zająć im nawet osiem miesięcy (sic!). Jakby tego było mało św. Marek milczy na temat tego, co wydarzyło się w tym czasie między Jezusem, a Jego uczniami. I dobrze!

Nie wszystko, co dzieje się między nami a Bogiem, jest konieczne do rozgłaszania innym. Są takie sytuacje wielkiej intymności z Nim, że nikt inny nie ma do nich prawa. Ale takie chwile (dłuższe lub krótsze) są konieczne, żeby wiedzieć kim jest dla mnie Jezus i kim ja jestem dla Niego. Wystarczy, że zajrzymy do kolejnego rozdziału Ewangelii Markowej a przeczytamy w nim o tym, jak Piotr w imieniu wszystkich apostołów wyznaje publicznie, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Boga Żywego (zob. Mk 8,27-30). Być może właśnie po to Jezus wybrał irracjonalną drogę, aby dać sobie i uczniom więcej czasu, żeby mogli się lepiej poznać.

Pomyśl, czy nie czujesz w sercu zaproszenia do bycia z Nim sam na sam? Czy nie słyszysz cichego głosu: Dajmy sobie więcej czasu? Tylko Ty i Ja. Oczywiście nie zachęcam, żeby pozostawić wspólnotę w jakiej się formujesz (o ile masz szczęście być w takowej), ale żeby znaleźć w swojej codzienności kilka chwil z Nim, do których nikt i nic nie będzie miało dostępu. Wiem, że brzmi to jak bajka, bo mamy tyle zajęć, ale czy nie warto spróbować? Czy nie warto poszukać cichego kąta i posiedzieć z Nim. Tak po prostu… I to jest dzisiejszy konkret.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy: