Photo credit Matthias Zomer

Czy dobro może drażnić? (Łk 14,1-6)

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. A oto zjawił się przed Nim pewien człowiek chory na wodną puchlinę.
Wtedy Jezus zapytał uczonych w Prawie i faryzeuszów: «Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie?» Lecz oni milczeli. On zaś dotknął go, uzdrowił i odprawił.
A do nich rzekł: «Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz nawet w dzień szabatu?» I nie mogli Mu na to odpowiedzieć. (Łk 14,1-6)

Z pewnością przywrócenie zdrowia ciężko choremu człowiekowi jest dobrą nowiną. Ale jak się okazuje, nie dla wszystkich. Każde kolejne uzdrowienie dokonane w święty dzień szabatu (Ewangelie wymieniają siedem takich sytuacji) potęgowało niechęć elit do Jezusa, bo łamał Prawo. Co więcej, prowokowało ich to do podejmowania konkretnych kroków mających na celu zdyskredytowanie Go.

Wielokrotnie w ostatnich tygodniach czytaliśmy o tym, że faryzeusze lub inni przedstawiciele władz żydowskich zbierali się w grupy, żeby „znaleźć haka” na Jezusa. Oczywiście oficjalna motywacja ich działań była jak najbardziej poprawna: stanie na straży doktryny, troska o to, co święte, przestrzeżenie przed zwodzicielem itd. Ale On, umiejąc spojrzeć w ich serca, wielokrotnie obnażał hipokryzję, udowadniając, że tak naprawdę nie kierowała nimi chęć dotarcia do prawdy, ale osobiste animozje i obawa przed nowością, którą przynosił. Dzisiejszy fragment wpisuje się w tę smutną tendencję.

Czytamy, że jakiś wysoko postawiony faryzeusz zaprasza Chrystusa w szabat na ucztę do swojego domu. Zawsze porusza mnie w zachowaniu Jezusa, że nigdy takiego zaproszenia nie odrzucił. Bez względu na to, czy miał zasiąść za stołem ze znienawidzonym przez Żydów celnikiem, czy też z kimś dobrze sytuowanym i poważanym, przyjmował taką propozycję. Czy nie wiedział, jakie są prawdziwe intencje Jego dzisiejszego gospodarza? Oczywiście, że wiedział, a mimo to zdecydował się na spotkanie.

Jest to pierwsza ważna lekcja płynąca z tego fragmentu. Jezus nie omija człowieka, który chce Go zaprosić do siebie, nawet jeśli Jego zamiary nie są do końca czyste. Dlaczego tak robił i nadal robi? Ponieważ wiedział, że nie da się zmienić wrogów w przyjaciół, jeśli nie spotka się z nimi twarzą w twarz, jeśli nie da się przestrzeni do dialogu. Nic nie zastąpi spotkania człowieka z człowiekiem „w realu”. Co z takiego spotkanie wyniknie? Dopóki ono nie nastąpi, można jedynie dywagować.

Nagle na uczcie pojawia się człowiek chory na wodną puchlinę (precyzyjne nazwanie dolegliwości jest dla wielu biblistów dowodem na to, że św. Łukasz z zawodu był lekarzem). Być może nie zjawił się tam całkiem przypadkowo, tylko został „podstawiony”, aby faryzeusze mogli zobaczyć na własne oczy, jak w tej sytuacji zachowa się Jezus i czy znowu nie złamie świętych praw szabatu. Według mnie za taką zaaranżowaną opcją wydarzeń przemawia użycie przez Ewangelistę czasownika παρατηρούμενοι (parateroumenoi), który za prof. Abramowiczówną moglibyśmy przetłumaczyć jako „śledzić, strzec, pilnować, obserwować, czyhać, starannie przyglądać się”. A zatem spotkanie Jezusa z chorym człowiekiem mogło być częścią dobrze przemyślanego planu. Czy cierpiący na wodną puchlinę wiedział o tym? Ciężko powiedzieć, ale raczej nie, ponieważ faryzeusze potrafili być bardzo dyskretni i umiejętnie manipulowali ludźmi.

Jak wobec tego zachował się Jezus? Oczywiście w mgnieniu oka przywrócił zdrowie cierpiącemu człowiekowi. Tym, co podziwiam najbardziej w tej sytuacji w Chrystusie, jest Jego spokój. Mimo że wiedział, jak zostanie odebrane przez elity kolejne uzdrowienie w szabat, On „robi swoje”. Bez względu na okoliczności liczyło się dobro człowieka a nie przepis.

Jak On to robił? Jak udawało Mu się zachować tak wielki pokój, mimo że wiedział, iż niektórzy są wobec Niego wrogo nastawieni? Według mnie zewnętrzne opanowanie Zbawiciela wynikało z Jego wewnętrznej spójności. On nigdy nie udawał, nie działał pod publiczkę, nie kalkulował, ale zawsze był sobą i dlatego miał w sobie tak wielką siłę.

Myślę, że wielu z nas (ja na pewno) zazdrościmy Mu tego. Na szczęście możemy stawać się jak On. Kluczem do osiągnięcia tego celu jest prawda w naszym życiu, czyli zgodność intencji i przekonań z zachowaniami. Jeśli ciągle boimy się, co ludzie powiedzą na nasz temat i jak nas odbiorą, to znaczy, że nie mamy jeszcze tej wewnętrznej wolności. Warto przyjrzeć się sobie i zastanowić, dlaczego tak bardzo zależy nam na zadowoleniu innych? Czy w ogóle jest to możliwe? A nawet jeśli tak, to za jaką cenę? Jeżeli już chcemy kogoś zadowolić, to niech tą osobą będzie Bóg, bo taka postawa na pewno i nam przyniesie ogromne korzyści.

Ale jest też coś co mnie w tej perykopie mocno niepokoi i pokazuje, jacy możemy być. Zobacz, że faryzeusze mimo swojego wykształcenia, oczytania w Prawie, znajomości zasad i reguł teologicznych judaizmu, mieli problem ze… zdrowym rozsądkiem. Bez problemu wymieniali kolejne zakazy i nakazy, a jednocześnie grzechem było dla nich uzdrowienie człowieka w dzień szabatu (sic!).

Konkret na dzisiaj: poproszę Boga o dar zdrowego rozsądku i mądrość we właściwym ocenianiu sytuacji, które spotykają mnie na codzień.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

 

 

 

Podobne wpisy:

  • Monia

    Stąd faryzeizm -dwulicowość. Z jednej strony „pozorne”, niby niewinne zadanie pytania, jednak z intencją „poniżenia” rozmówcy. Tylko ludzie
    o czystym sercu, żyjący w prawdzie, bez żadnego podstępu, ludzie prości mogą prawdziwie doświadczyć Boga i żyć w Jego obecności, bo Bóg w nich mieszka.
    Bóg zapłać za dzisiejsze rozważanie KS.Krystianie! Chwała Panu.

  • Genowefa

    Dlaczego Go śledzę? Z „obawy przed nowością, którą przynosi” a może nie chcę aby mnie zapytał?
    Nie dopuszczając do niezdrowej sytuacji Jezus sam zadaje nurtujące zebranych pytanie.
    Załatwił to elegancko odbierając im przyjemność słuchania samych siebie. Bardzo kulturalnie jak „mąż stanu”. Zaproszony Jezus nie dopuścił aby gospodarzowi popsuli atmosferę przyjęcia, zadając gościowi niefortunne pytanie. Ubiegając ich zamiary wyszedł naprzeciw problemowi obrazowo wyjaśniając czego dokonał uzdrawiając chorego.
    Przedstawiając prosty i jasny przykład z życia, Jezus chciał zamknąć ten temat raz na zawsze, uwalniając ich od dociekań.
    Aby uznali, że Jego racje są nie do odrzucenia bo przekonują wszystkich.