Dobrze, że jesteście (Mt 5,1-12a)

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”. (Mt 5,1-12a)

 Gdy byłem po raz pierwszy w Ziemi Świętej, miałem okazję spędzić noc na Górze Błogosławieństw. Były to jedne z najważniejszych godzin w moim życiu i pamiętam każdą chwilę. Oczywiście, nie opowiem wszystkiego, bo są to bardzo intymne sprawy, ale coś powiedzieć mogę i chcę.

Po wieczornej modlitwie nasz przewodnik powiedział, żebyśmy już dzisiaj ze sobą nie rozmawiali, tylko wykorzystali ten czas na indywidualną modlitwę. Trochę to kłóciło się z moimi planami, bo chciałem posiedzieć z wujkiem i ciocią, którzy mieszkali w pokoju obok, ale mam taką zasadę, której zawsze się trzymam, że na rekolekcjach robię absolutnie wszystko, co powiedzą prowadzący, a ten wyjazd miał właśnie taki charakter. Wziąłem więc Biblię i poszedłem pod kościół błogosławieństw. Pomimo późnej godziny było bardzo ciepło. Znad Jeziora Galilejskiego raz po raz przylatywała rześka bryza. I w takich – bardzo sprzyjających do medytacji – warunkach zacząłem czytać Mt 5–7, czyli cały fragment Ewangelii według św. Mateusza zwany Kazaniem na Górze. Ale przyznam Ci się bez bicia, że siadając pod świątynią, miałem w głowie takie myśli: „Kurde, Krystian, przecież tyle razy to czytałeś, medytowałeś, uczyłeś się o tym do egzaminów. Już nic Cię nie zaskoczy! Może poczytasz coś innego?” Ale przełamałem się, pomodliłem do Ducha Świętego i jeszcze dobrze nie zacząłem czytać, a Bóg mi udowodnił jak głupie i niedojrzałe było moje myślenie. Chociaż tyle razy pochylałem się nad tą Ewangelią, to po raz pierwszy zwróciłem uwagę, na pewien – moim zdaniem – arcyważny szczegół, który umykał mi do tamtej chwili, a zmienił moje myślenie już na zawsze. Nie wiem czy też zwróciłeś/aś na niego uwagę? Kiedy Jezus zaczął mówić? Nie od razu, ale dopiero, gdy:

(…) przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami…

Dopóki nie było przy Nim uczniów, nie powiedział ani słowa. Czekał na nich. Gdy to zrozumiałem, bardzo się ucieszyłem, bo Jezus pokazał mi to, jak powinno wyglądać moje kapłaństwo.

Od teraz ten wpis trochę się zmieni, bo skupię się na chwilę na jednej grupie, czyli powołanych do wyłącznej służby w Kościele, ale proszę czytaj dalej nawet jeśli czujesz, że nie zaliczasz się do nich.

Pomimo tego, że Jezus głosił naukę tłumom, to uwagę skupiał na tych, którzy później mieli nieść Jego słowo dalej. Nie mówię, że tłumy Go nie interesowały, bo dla Niego istotny jest każdy człowiek i Jego słowo jest dla wszystkich, ale chodzi mi o to, jak mocno pokazał w tej sytuacji apostołom, że są dla Niego ważni. To oni jako pierwsi mają zacząć żyć błogosławieństwami, a potem dać je innym. To oni później będą głosić do wielkich rzesz, ale nie mogą w tym zapominać, że wśród tych wielkich ludzkich mas są także ci, których oni mają przygotować, tak jak ich przygotował Jezus (oczywiście, we współpracy z Bożą łaską), aby Słowo zostało zaniesione na cały świat.

I tak to trwa od wieków. Jezus uformował Apostołów, ci – kolejnych i tak do naszych czasów. Na mnie też mieli wpływ ludzie, którzy pokazali mi Boga i dzięki nim zaczęła we mnie dojrzewać myśl o kapłaństwie. I wiesz co? Podzielę się teraz z Tobą moją wielką, a nawet największą radością. Przeze mnie też – przynajmniej troszeczkę – On zadziałał na kilkoro młodych ludzi, którzy zechcieli dać swoje życie na służbę Jemu i Kościołowi. Chyba nie ma większej radości dla księdza, gdy widzi, że ktoś podejmuje decyzję pójścia do seminarium czy zakonu. Jako ksiądz mówiłem już wiele kazań, konferencji, rekolekcji i często dzieliłem się słowem z nieznanymi mi ludźmi. I cieszę cię z tego, bo wiem, każdy ma w sobie głód Słowa. Jednak wśród tych wielu Bóg pokazał mi kilka osób, które chciałby oddać Mu swoje życie całkowicie. Postawił na mojej drodze młodych ludzi, w których kiełkowało ziarenko powołania.

Być może w Tobie rodzi się powołanie, a może już się urodziło. Pielęgnuj je. Nie bój się oddać życia Jezusowi. Naprawdę warto.

Było do powołanych, ale to nie koniec. Przez te kilka miesięcy prowadzenia bloga Wy poznaliście trochę mnie, a ja Was. Nie jesteście dla mnie anonimowym tłumem. Powoli zaczynam kojarzyć Wasze nazwiska, twarze ze zdjęć. Wydaje mi się, że nawiązaliśmy już ze sobą jakąś relację i to mnie bardzo cieszy.

Więc… Dziękuję za każdy przeczytany post, za każde polubienie, za każdy komentarz, a przede wszystkim za modlitwę za mnie i moich kolegów, czyli cały skład „Słowo Daję”. Naprawdę ją czujemy i cieszymy się, że mamy z kim dzielić się naszą wiedzą, bo przecież nie zdobywamy jej tylko dla siebie. Dobrze, że jesteście.

Jak widzisz kilka słów tej Ewangelii spowodowało we mnie lawinę myśli i skojarzeń, więc pozwól na jeszcze jeden krótki wątek. Apostołowie byli dla Jezusa bardzo ważni, dlatego proszę Cię teraz, abyś pomyślał o ludziach, którzy są istotni dla Ciebie. Pomyśl tych, którzy ubogacają Twoje życie, którzy dodają Ci sił, wspierają w trudnych chwilach. Pomyśl o tych, którzy motywują Cię do działania, którzy widzą Twój potencjał i zachęcają do rozwijania talentów, nawet jeśli Ty tego nie widzisz albo, gdy zniechęcisz się. Pomyśl o tych, przy których czujesz się swobodnie, nie musisz udawać, nie musisz zakładać żadnej maski, przy których odpoczywasz, możesz się powygłupiać. Pomyśl o tych, przy których możesz się wypłakać, ponarzekać, powściekać. Pomyśl o tych, którzy potrafią Cię postawić do pionu, gdy zaczynasz się gubić. Pomyśl o tych, którzy są prawdziwymi przyjaciółmi i mówią Ci prawdę, nawet jeśli jest ona dla Ciebie niewygodna, ale jest to wyraz ich troski.

Jak już pomyślisz, to powiedz albo napisz tej osobie: dobrze, że jesteś.

Konkret na dzisiaj: za kogo chciałbyś dzisiaj podziękować Bogu? Zanieś tę osobę na Mszę Świętą 🙂 

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Podobne wpisy:

  • Agnieszka Janczura

    Dobrze, że jesteś! :))

  • Tomasz Zych

    Prowadz nas i formuj nas. Dla nas
    czytających ten blog Ty jesteś naszym apostołem Dziękuję Ci za to, wyjaśniasz mi Ewangelię. Dziękuję Ci ks Krystianie za to, że z Twoim wpisem Słowa Naszego Pana rozpoczynają mój dzień.

  • Marcin Walecki

    ujawnia się stały czytający 🙂

  • Asia Sulo

    Wszystkiego dobrego dla autora i czytelników:*