Nie dogodzisz wszystkim. Nie łudź się (Łk 6,1-6)

W szabat Jezus wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę.

Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go.

On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: „Podnieś się i stań na środku”. Podniósł się i stanął.

Wtedy Jezus rzekł do nich: „Pytam was: Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić? życie ocalić czy zniszczyć?”

I spojrzawszy wokoło po wszystkich, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa.

Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi. (Łk 6,1-6)

„Jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził”.

Dosyć często, gdy rozmawiam z ludźmi, to dyskusja schodzi na ich relacje z innymi. Nie chciałbym generalizować, ale myślę, że 95% osób chciałoby, żeby wszyscy ich lubili. Jak łatwo się domyślić ich pragnienia mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, ponieważ nie ma takiej możliwości. Nie wiem, czy można zaspokoić oczekiwania każdego spotkanego człowieka. Można próbować, ale pytam o to, czy jest to w ogóle realne. Według mnie – nie. Dzisiejsza Ewangelia jest dla mnie potwierdzeniem.

Jezus przyszedłszy w szabat do synagogi spotyka biednego, chorego człowieka. Jego dramat jest oczywisty, gdyż ma uschłą prawą rękę. W tamtych czasach i tamtej kulturze bardzo łatwo utożsamiano chorobę z karą Bożą. „Skoro jesteś chory, to znaczy, że należało ci się. Widocznie zasłużyłeś sobie na to. Czymś musiałeś obrazić Boga. Na pewno jesteś wielkim grzesznikiem. Porządnym ludziom to się nie zdarza”. Taki wówczas panował sposób myślenia. Czy dzisiaj jest inaczej? Według mnie ciągle jeszcze wśród nas pokutuje taki sposób tłumaczenia sobie rzeczywistości. Ale nie o tym chcę pisać.

Człowiek chory był dyskryminowany i często odrzucany przez społeczeństwo. Wydawać by się mogło, że to on w tej ewangelii cierpi najbardziej. Ale czy aby na pewno? Św. Łukasz mówi nam, że Jezusa śledzili faryzeusze i uczeni w Piśmie w jednym tylko celu, aby go oskarżyć. Wiedzieli, że Rabbi z Nazaretu uzdrawia także w szabat, co oczywiście traktowano jako pracę, a ta była zabroniona w ów święty dzień. Co więcej rabini toczyli żywą dyskusję, czy w ogóle w szabat wolno modlić się o uzdrowienie? Zobacz, że tak daleko zaszli w przestrzeganiu Prawa i powstrzymywaniu się od pracy, że zaczęli nawet zabraniać się modlić w ten dzień o łaskę zdrowia. Fanatyzm był, jest i będzie groźny dla każdej religii.

Oczywiście Jezus zna ich zamiary, ale dla Niego ważniejszy jest człowiek. Dlatego prosi, aby chory wyszedł spośród innych będących w synagodze i stanął na środku. Chory człowiek w centrum synagogi. Na pewno dla wielu – pobożnych i religijnie poprawnych – Żydów było to nie do pomyślenia. Ale Jezus „robi swoje” i prosi, żeby kaleka pokazał wszystkim chorą rękę; musiał zatem pokazać swój wstydliwy problem wobec wszystkich. Na szczęście – dla niego – posłuchał Rabbiego i jego choroba odeszła w niepamięć. Znowu był zdrowy. Bóg mu pomógł, ponieważ odważył się wyjść z tłumu i przyznać się do problemu.

To jest lekcja dla nas. Chcesz pomocy od Boga? Wyciągnij przed Nim na światło dzienne, to co chowasz bardzo skrzętnie. Zaufaj, że On nie chce Twojej krzywdy. A może ewangelia to tylko pobożne bajki i nie ma co jej brać na poważnie? Wybór należy do Ciebie. Wierzysz Słowu?

Ale to nie koniec dzisiejszego rozważania. Pytałem wcześniej o to, kto tak naprawdę najbardziej cierpi w tej ewangelii. Według mnie są to faryzeusze i uczeni w Piśmie. Cud wywołał w nich szał, złość, gniew. Jedyne, co mieli w głowie, to nienawiść do Jezusa. Nie liczył się uzdrowiony człowiek. Nie liczyło się to, że po kilkuset latach znowu w Izraelu znalazł się czyniący cuda prorok. Liczyło się tylko Prawo i jego przestrzeganie. Nic więcej.

To ci pobożni są największymi kalekami tej ewangelii. Im nie uschła ręka, ale serce. Stali się więźniami przepisów, nie wiedząc o tym. Nawet ktoś tak dobry jak Jezus nie spełnił ich oczekiwań, „nie dogodził im”. Myślisz, że Ty dasz radę? Nie sądzę. Radzę Ci wybrać sobie spośród Twoich znajomych i przyjaciół tych, na których zdaniu naprawdę Ci zależy. Ludzi mądrych, obiektywnych, szczerych, Bożych. Nie szukaj „klakierów”, którzy na wszystko, co zrobisz będę potakiwać. Znajdź kilka wartościowych osób i bierz pod uwagę ich zdanie. Wierz mi. To pomaga. Kiedyś chciałem zadowolić wszystkich. Dzisiaj wiem, że to niemożliwe.

Konkret na dziś: pomyśl na czyim zdaniu najbardziej Ci zależy.

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/archeon/

Podobne wpisy: