Nasz dom jest w niebie (Mt 22,15-21)

Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie.
Posłali więc do Niego uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?”.
Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: „Czemu Mnie kusicie, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową”. Przynieśli mu denara.
On ich zapytał: „Czyj jest ten obraz i napis?”.
Odpowiedzieli: „Cezara”.
Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. (Mt 22,15-21)

W bardzo krótkim czasie Jezus wyprowadził trzy niezwykle celne i bolesne ciosy, które na pewno zabolały faryzeuszów. Przypomnę pokrótce, że od pewnego czasu niedzielne fragmenty Ewangelii są zapisem spotkania Jezusa z przywódcami narodu wybranego. Rzecz dzieje się w Świątyni. Świadkami całej sytuacji są zwykli Żydzi, którzy z pewnością z wypiekami na twarzy przysłuchiwali się wymianie zdań między autorytetami. I właśnie tam, w najświętszym miejscu dla Izraelitów, w domu Jahwe, Rabbi z Nazaretu opowiada trzy przypowieści mające na celu pokazanie niewłaściwej postawy Izraela (zwłaszcza jego przywódców) wobec Boga.

Najpierw porównuje ich do syna, który na prośbę ojca, aby pójść pracować w winnicy, odpowiedział w sposób piękny i jak najbardziej poprawny: „Idę, panie!” (Mt 28,29), ale ostatecznie nie poszedł.  Następnie w przypowieści o nieuczciwych rolnikach (a może lepiej nazwać ich morderczymi rolnikami, ponieważ bez mrugnięcia okiem zadawali śmierć) chciał im uzmysłowić, że właśnie oni kryją się za tymi postaciami i ich zachowanie jest lustrzanym odbiciem sposobu postępowania dzierżawców. I w końcu mówi, że nikt inny, tylko oni są tymi, którzy odrzucili zaproszenie na ucztę przygotowaną przez króla.

W niewielkim odstępie czasu faryzeuszom „oberwało się” od Jezusa bardzo mocno. Wydawać by się mogło, że to, co usłyszeli, powinno zmusić ich do jakiejś refleksji, ale tak się nie stało. Gdy tylko Rabbi skończył mówić, przystępują do kontrataku. I nie jest to byle jaka odpowiedź. Pytanie, które Mu zadają, jest przemyślane, sprytne i tak wymyślone, żeby każda udzielona przez Jezusa odpowiedź postawiła Go w bardzo złej sytuacji.

W tym momencie wyobrażam sobie ich twarze. Pewnie stali zadowoleni, dumni z potęgi swojego intelektu, ponieważ – według nich – wymyślili coś, co musiało w końcu pogrążyć tego niewygodnego Nauczyciela. A wiedzieli, że muszą działać i to szybko, ponieważ Jezus pociągał za sobą coraz większe tłumy.

W jaką pułapkę chcieli Go złapać? Żeby to zrozumieć, musimy powiedzieć sobie parę słów o podatkach, jakie musieli płacić Żydzi w tamtym czasie.

Istniały ich trzy rodzaje. Pierwszym był podatek gruntowy. Izraelita miał obowiązek oddawać na rzecz Imperium dziesiątą część zebranego ziarna, a także piątą część wina i oliwy, jakie udało mu się wyprodukować. Pobierano go częściowo – co oczywiste – w naturze, a częściowo w monetach. Drugim był podatek dochodowy, który stanowił równowartość jednego procenta całego dochodu danego człowieka. I wreszcie trzeci ‒ podatek spisowy, który musieli płacić wszyscy mężczyźni (między czternastym a sześćdziesiątym piątym rokiem życia) i kobiety (między dwunastym a sześćdziesiątym piątym rokiem życia). Wynosił on dokładnie jednego denara, więc stanowił równowartość zapłaty za jeden dzień pracy. Właśnie o takim podatku rozmawiają faryzeusze i Herodianie z Jezusem.

Dlaczego pytanie adwersarzy Rabbiego miało zapędzić Go w kozi róg? Otóż dla Żydów jedynym Panem był Bóg. Natomiast wielu starożytnych władców (w tym rzymscy cezarowie) kazało utożsamiać się z bogami, co dla Izraela było bałwochwalstwem. Ale z drugiej strony, będąc narodem podbitym i znacznie słabszym od okupanta, aby przetrwać musieli spuścić głowy i poddać się narzuconym im prawom, m.in. płaceniu podatków. Oddając swoje pieniądze na rzecz cezara, tak naprawdę potwierdzali – w pewnym sensie – jego „bóstwo”. Chociaż wewnętrznie buntowali się przeciw temu, nie mieli wyjścia, ponieważ potęga Rzymu zmiotłaby ich w mgnieniu oka, gdyby zaczęli się  temu sprzeciwiać. A zatem, gdyby Jezus powiedział: „nie płaćcie”, z pewnością po chwili siedziałby już w więzieniu za podważanie władzy i „boskości” imperatora. Natomiast mówiąc „płaćcie”, jednoznacznie sprzeniewierzyłby się Bogu i wszyscy jego przeciwnicy mieliby argument, aby dyskredytować Go w oczach Żydów. Wydawało się, że Rabbi znalazł się w potrzasku. Ale po raz kolejny udowodnił, że Jego myśli i sposób patrzenia na świat górują nad nawet najbardziej przebiegłym ludzkim intelektem.

Nawet tak trudną sytuację Jezus wykorzystał, żeby mówić o sprawach najważniejszych. Wzniósł się ponad atak przeciwników i dał kolejną ważną lekcję o tym, jak należy postępować. Przypomniał, że każdy człowiek ma dwie ojczyzny: ziemską i niebiańską i powinien być dobrym obywatelem każdej z nich.

Sądzę, że warto dzisiaj pytać się o to, czy obydwie są dla mnie równie ważne? Będę pisał o sprawach duchowych, ponieważ przeanalizowanie obecnej sytuacji politycznej w naszym kraju przerasta moje możliwości. Niech robią to wykształceni i obeznani w temacie ludzie. Co jasno wynika ze słów Jezusa? Płać podatki, nie oszukuj. Bądź uczciwy. Nie szukaj tłumaczeń: „bo inni kradną”. Jezus nie kradł, a jako chrześcijanin masz stawać się jak On. Oddaj państwu, coś winien. Koniec i kropka.

Ale dla mnie znacznie ważniejsze są następujące pytania: czy równie często myślę o tej drugiej ojczyźnie? Czy pamiętam, że to, w jaki sposób postępuję na co dzień, w tej doczesnej, ma wpływ na to, czy kiedyś zamieszkam w niebiańskiej? Czy oddaję Bogu to, co się Jemu należy? Czy pogłębiam swoją wiarę? Czy i jak modlę się? Czy czytam słowo Boże? Czy to, co wyznaję ustami, staram się przenosić na konkretne sytuacje, w których się znajduję?

Konkret na dzisiaj: w czasie Mszy świętej poproszę Jezusa eucharystycznego, żeby dał mi siły do takiego życia, które pozwoli mi zamieszkać w niebie.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Człowiek, ja nieraz naplątałam, namotałam, uwikłałam się w życiu i w końcu stanęłam bezradna.
    Ściśnięta i unieruchomiona.
    Tylko Pan Bóg umie dać rozwiązanie, tylko Bóg.

  • Genowefa

    Pytania pomocnicze są wskazaniem do rachunku sumienia. Spokojnego zastanowienia się nad życiem.
    Doczesnym i duchowym. I jest spójnikiem łączącym te wyrazy określające jedno moje życie.
    Podobnie jak w monecie są dwie strony jednej całości pieniądza, jednej wartości.
    Istnienie fizyczne ściśle jest powiązane z duchowym, bardzo zależy od jego kondycji bo nie mówię
    i nie robię bzdur jeżeli mam dobrą podbudowę moralną dzięki swojej wierze.
    I tu właściwe pytanie księdza „czy obydwie są dla mnie równie ważne”, jednakowe.
    Równowaga musi być nie tylko we mnie ale w każdym z nas bo od tego zależy nasze zdrowie. Publiczne też.
    Mistrz z Nazaretu jest niedoścignionym wzorem, który staram się nieudolnie naśladować.
    Słowo boże i jego rozwinięcie ukazuje kierunek myślenia naprowadzając na właściwe tory.
    Co do mnie dzisiaj mówi Bóg?!
    Po drodze nabieram pewności gdzie idę: do kościoła czy do Kościoła.