Dziecko, jest nowy dzień!

Dzisiaj będę jak Adam Szustak OP i Wojciech Węgrzyniak (trochę 😉 ) bo będzie po łacinie, a potem po grecku 🙂

Stara łacińska sentencja brzmi: Repetitio est mater studiorum, czyli powtarzanie jest matką uczenia się.

Bóg jest najlepszym nauczycielem i wie, że trzeba nam ciągle przypominać sprawy najważniejsze, bo jesteśmy (ja na pewno) bardzo oporni.

Dosłownie kilka dni temu w całym Kościele czytaliśmy tę samą Ewangelię o Synu Marnotrawnym i dzisiaj znowu. Czy Ci, którzy układali lekcjonarz byli aż tak leniwi, że nie chciało im się poszukać czegoś innego? Oczywiście, że nie.

Wierzę, że także przez to Bóg chce nam dzisiaj coś powiedzieć. I nie jest to do końca (przynajmniej na pierwszy rzut) oka miłe. Gdy uczeń musi powtarzać klasę, maturzysta egzamin dojrzałości, student sesję, to pokazuje, że nie przyswoił zadanego materiału. Być może nie chciało mu się uczyć a być może wydawało mu się, że umie, ale życie zweryfikowało w bardzo bolesny sposób stan jego wiedzy. Jest to trudna chwila, ale też i okazja do wyciągnięcia wniosków na przyszłość. Oczywiście „samo się nie nauczy”, więc trzeba będzie się pomęczyć, ale można wszystko naprawić

Bóg daje nam tę Ewangelię ZNOWU, bo wie, że mamy problem z miłosierdziem. Teoretycznie wszystko wiemy, ale w praktyce często „leżymy”.

Na jednym z kursów ze Szkoły Nowej Ewangelizacji śpiewaliśmy w kółko takie słowa: Ewangelizować uczymy się ewangelizując. Parafrazując można powiedzieć, że miłosierdzia uczymy się, gdy ktoś nas skrzywdzi. Nie ma innej opcji. I wiesz co? Bóg będzie dopuszczał na mnie i na Ciebie trudne chwile i trudnych dla nas ludzi, żebyśmy uczyli się być miłosierni.

Skąd czerpać wzór? On daje nam tę Ewangelię. Będę trochę jak ks. Wojtek Węgrzyniak czy Adam Szustak OP i skupię się na jednym słowie, którego św. Łukasz użył na określenie tego, co się stało w Ojcu, gdy zobaczył wracającego, obdartego (może i nagiego), śmierdzącego świniami swojego młodszego syna. Po polsku zapisano, że „wzruszył się głęboko”. Grecki tekst używa słowa pochodzącego od czasownika SPLANHNIDZOMAI, co oznacza: czuć litość, litować się, wzruszać się nad kimś, współczuć komuś. Ten czasownik wiąże się z rzeczownikiem: SPLANHNON, czyli wnętrzności, ale także serce, serdeczność, czułość, miłość, litość.

Co się dzieje w Bogu, bo to On jest tym Ojcem, gdy wracam do Niego (nie chcę pisać o Tobie, ale być może masz tak samo jak ja) goły, śmierdzący, głodny, bez grosza przy duszy, dosłownie uświniony, nienawrócony do końca, bo on był przede wszystkim głodny? On cały jest poruszony, aż do GŁĘBI.

Wszystko, absolutnie wszystko w Nim krzyczy: KOCHAM CIĘ MOJE DZIECKO. Nie mówi: idź najpierw umyj się, a potem przyjdź do mnie. Przytula tego brudnego, śmierdzącego świniami syna, czyli sam przechodzi tym zapachem, żeby Jego dziecko nie miało najmniejszych wątpliwości, że TATA KOCHA.

Od takiego Boga uczmy się miłosierdzia

Jeśli chcesz i czujesz taką potrzebę, to podziękuj Mu dzisiaj za tę miłość miłosierną. Być może zawaliłeś, tak jak ja, ostatnio egzamin z miłosierdzia dla kogoś bliskiego. On mówi dzisiaj: Dziecko, jest nowy dzień. Kochaj tych, którzy Cię skrzywdzili, a przez to będziesz jak ja.

Życzę Ci dobrego dnia i błogosławię w imię Miłosiernego Taty Ciebie, Jego kochaną Córeczkę i kochanego Syna 🙂 +

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Czytając to Słowo wspominałam jaki wielki był mój głód, a tu pukanie do drzwi. Człowiek prosi o coś do jedzenia dla swoich dzieci. Akuratnie upiekłam ciasto drożdżowe. Podzieliłam się jeszcze ciepłym i coś dodałam. Jestem bardzo wzruszona …