Dzielę się tym, co dla mnie najcenniejsze (Łk 6,12-19)

W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga.

Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą.

Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia.

A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich. (Łk 6,12-19)

Nie wiem, jak długo jeszcze potrwa moje pisanie na „Słowo Daję”. Może tydzień, miesiąc, rok… W każdym razie wiem, że kiedyś powiem sobie: Krystian, wystarczy. I przestanę pisać.

Dlaczego zaczynam w ten sposób? Ponieważ ta strona jest owocem pasji i – chyba mam prawo tak napisać – zakochania się w słowie Bożym. Chciałem dać innym to, co jest dla mnie sensem życia. Nie wiem, na ile mi się to udaje, nie mi oceniać. Ale tak jak zaznaczyłem na początku, nie potrafię określić daty zakończenia publikowania wpisów. Zanim ten dzień nastanie chciałbym pomóc Ci wejść głębiej w świat Biblii, a co za tym idzie w bardziej świadomą relację z Bogiem. Pismo Święte odsłania przed nami zakamarki Bożego serca i pozwala znaleźć odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania. Pozwala także zobaczyć, kogo On wybierał na przestrzeni wieków na heroldów swojego słowa. Myślę, że poznanie ich historii – na ile jest to możliwe, bo dzielą nas setki, a nawet tysiące lat – daje szansę odnalezienia swojego miejsca w Bożym planie. Oczywiście, nie chodzi tu u kopiowanie postaw biblijnych bohaterów, ale o zrozumienie, że oni byli takimi samymi ludźmi jak my. Mieli swoje grzechy, słabości, nałogi. Popełniali liczne błędy, kłócili się z Bogiem, niektórzy nawet przeklinali dzień swoich narodzin, ale wracali, bo wiedzieli, że to ma sens.

Im dłużej „siedzę” w Biblii tym bardziej widzę, że jest ona historią miłości doskonałego, świętego Boga do słabych ludzi. I dzięki tej świadomości mam w sercu nadzieję, że moje grzechy, wady i niedociągnięcia nie są dla Niego barierą. Że nawet ktoś tak słaby jak ja jest przez Niego chciany, kochany, a nawet ma być narzędziem, którym On z radością posłuży się. Skoro tak, to warto przyglądać się świętym, bo oni „dali radę” i są umocnieniem dla nas.

Wspominamy dzisiaj dwóch apostołów Szymona i Judę Tadeusza. Skupię się na tym drugim.

Prawdopodobnie nosił on dwa imiona Juda Tadeusz, bo tak zapamiętała go tradycja. Jest to ważna informacja, ponieważ musimy pamiętać, że na co dzień zarówno Jezus jak i Jego uczniowie posługiwali się językiem aramejskim, a w nim imiona Juda i Judasz brzmią tak samo. Istniało więc bardzo poważne zagrożenie, że Juda może być pomylony ze zdrajcą. Jeśli posługiwał się dwoma imionami to św. Łukasz byłby pierwszym, który wrócił do jego pierwszego imienia. Święci Atanazy i Augustyn widzieli w nim autora nowotestamentalnego Listu Judy. Miał go napisać, aby zachęcić młody Kościół do wierności Bogu i trwania we wspólnocie. Św. Hieronim zostawił nam wiadomość, że jego misja apostolska objęła tereny Edessy, św. Paulin z Noli wspomina o Libii, a Wenencjusz Fortunat o Mezopotamii i Persji. W każdym razie pewne jest to, że po Zesłaniu Ducha Świętego ruszył w nieznane, aby dać innym Życie, czyli Jezusa. Czy w momencie wybrania do grona Dwunastu spodziewał się, że tak potoczy się jego życie? Z pewnością nie. Ale jego wielkość, tak jak pozostałych apostołów (oprócz Judasza) polegała na tym, że zaufali do końca Nieznajomemu z Nazaretu. Żaden z nich nie miał najmniejszego pojęcia do czego tak naprawdę zaprasza ich Jezus. Podejrzewam, że gdyby wszystko wyjawił im pierwszego dnia znajomości, to szybko wróciliby do domu mówiąc, że to do czego ich zaprasza przekracza ich możliwości. Mistrz jednak był dobrym pedagogiem i strategiem. Powoli zapraszał ich coraz bliżej siebie, a przez to formował ich serca i sumienia. Trzy lata spędzone z Nim sprawiły, że stali się zupełnie innymi ludźmi. Codzienne przyglądanie się temu co i jak mówił, robił, reagował, modlił się, spotykał się z ludźmi, odpowiadał na odrzucenie i obelgi zmieniało ich powoli, ale skutecznie.

To, co było dane apostołom, może stać się także naszym udziałem, bo Bóg ciągle wzywa, aby pójść za Nim. Decyzja należy do nas. Ale nie jest to wybór jednokrotny. Osiągnięcie takiego poziomu, jaki prezentowali uczniowie, godząc się na wyśmianie, oczernienie, zsyłkę, a nawet oddanie życia będzie możliwe tylko wtedy, gdy każdego dnia będę powtarzał: „Tak Jezu, chcę iść za Tobą, bo wiem, że nikt i nic nie da mi prawdziwego szczęścia. To dla Ciebie godzę się na niezrozumienie, odrzucenie, obelgi, bo wiem, że Ty mnie nigdy nie zostawisz, nawet jeśli ja odwrócę się od Ciebie. Choć wielu rzeczy nie rozumiem, to ufam Ci, bo wiesz lepiej i nie pozwolisz mi zmarnować życia”.

Jeszcze jedna rzecz. Być może jest to informacja bez znaczenia, ale gdy medytowałem tekst dzisiejszej ewangelii zwróciłem uwagę na to, że Juda jest wymieniony jako przedostatni. Za nim jest tylko Judasz. Zobacz, jak niewielka jest granica między świętym a zdrajcą. Biblia stawia ich obok siebie, jakby chciała nam powiedzieć, że to ode mnie zależy, kim będę. Czy moja relacja z Jezusem jest na tyle mocna, że doprowadzi mnie do tego, bym Go głosił innym jak Juda? Czy może okaże się, że znałem Go, nawet bardzo dobrze, ale w chwili próby sprzedałem Go jak Judasz?

Być może dzisiaj Twoja sytuacja wydaje Ci się być beznadziejna. Jeśli tak, to św. Juda Tadeusz chce Ci pomóc. Po prostu powiedz mu o tym z czym sobie nie radzisz. Na tym polega tajemnica obcowania świętych. Wierzymy, że oni nas słyszą i realnie mogą nam pomagać. Skoro tak, to korzystajmy z ich pomocnej dłoni.

Konkret na dzisiaj: pomódl się do św. Judy Tadeusza.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/visualsensory/

Podobne wpisy:

  • Remigiusz Zajączkowski

    Wydaje mi się, że wiele zależy od tego Jak i Kogo kochamy czy pragniemy Kochać….
    Może Juda na tej „szali Miłości” odpowiednio dociążył Jezusa? Może ujął swojej wagi i właśnie mu ją ofiarował?
    A może Judasz był dla siebie kimś o Większej masie? A te 30 srebników odpowiednio ustawiły jego szalę?

    Gdy Jest Miłość zaufanie przychodzi naturalnie… schodzi na dalszy plan… zmienia się waga…
    Trzeba też chcieć Kochać czyli pragnąć cały czas się w tym rozwijać… a nie tylko zakochać.

  • Genowefa

    Księże Krystianie, jestem przekonana, że dobrze (głęboka orka) uprawiłeś glebę. Znalazłam fragment Listu Św. Pawła: Flp 1,12-26. Dziękuję i pozdrawiam.