Głowa do góry! (Łk 21,25-28.34-36)

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.
Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”. (Łk 21,25-28.34-46)

Sceneria opisanych w tej Ewangelii wydarzeń nijak ma się do atmosfery, z którą spotykamy się w centrach handlowych. Niemal na każdym kroku uśmiechnięci mikołaje, z głośników płyną świąteczne melodie, na bilbordach rozpromienione twarze reklamujące jakiś produkt. A słowa Jezusa budzą grozę, bo mówi o tajemniczych znakach, o trwodze, o nawałnicach, o tym, że ludzie będą mdleć ze strachu.  Dlaczego Jezu burzysz nam spokój? Czemu nie dostosujesz się do tego wszystkiego co nas otacza? Czy nie byłoby wtedy milej? Przecież każdy z nas ma tyle problemów i jeszcze Ty zamiast nam ulżyć, wydajesz się ich dokładać mrożącą krew w żyłach wizją końca świata. Dlaczego?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Wielu z tych, którzy „świętują” Boże Narodzenie od pierwszych dni listopada, gdy jeszcze znicze na grobach naszych bliskich nie zdążyły się wypalić, myśli krótkoterminowo i zależy im, żeby przez bombardowanie nas świątecznymi reklamami, zachęcić do wydania pieniędzy. Miną święta i „magia świąt” zniknie. Jezus natomiast zawsze myśli długoterminowo, to znaczy w perspektywie wieczności.

Gdy dzisiaj mówi nam o swoim powtórnym przyjściu na końcu czasów, nie robi tego, żeby nas straszyć, ale żebyśmy w pędzie codzienności nie zapomnieli o tym, że ten świat kiedyś się skończy. Największym pragnieniem Boga jest to, żeby wszyscy ludzie zostali zbawieni, to znaczy, żeby byli szczęśliwi (zob. 1Tm 2,4), ale nie na chwilę, nie na moment, tylko na zawsze! Nie chcesz takiego życia? Ja bardzo.

Bardzo ważne, że w tym słowie, pomimo jego dramaturgii jest także potężna dawka nadziei. „Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”.  

Nie wiem co przeżywasz w tym momencie. Być może Twoje życie jest wstrząśnięte, wokół szaleje nawałnica i masz tak mało sił, że za chwilę zemdlejesz. Popatrz więc na Niego, który mówi, że to do Niego należy wszelka władza i On jest jedynym Panem. Jezus mówi Ci: „Podnieś głowę i nabierz ducha”, to znaczy oderwij wzrok od ziemi i spójrz w górę na Mnie.

Adwent jest doskonałą okazją, żeby więcej czasu spędzać na patrzeniu w górę, a nie na ziemię. Ciągłe wlepianie wzroku tylko w to co przyziemnie, będzie miało fatalne skutki. Natomiast im częściej będziemy podnosić głowę i patrzeć w stronę Boga, tym więcej będzie w nas pokoju, nadziei i pewności, że choćby świat się kończył, to On jest od tego większy.

Konkret na dzisiaj:Zaplanuję sobie czas adwentu, tak abym każdego dnia poświęcał więcej czasu Bogu.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Podobne wpisy: