Czy jestem hipokrytą? (Mt 7,1-5)

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata». (Mt 7,1-5)

Jest to niesamowite, że Słowo Boże wcale nie jest jakoś specjalnie wygładzone lub tak skonstruowane, by nikogo nie urazić. Gdyby powstawało w XXI w., w czasach poprawności politycznej i przy wszystkich zagrożeniach płynących z urażania wszelkich grup etnicznych, rasowych, społecznych i kulturowych, brzmiałoby tak: „Prawdopodobnie najlepiej byłoby, gdybyście nie sądzili, bo wtedy istnieje szansa, że nie będziecie sądzeni i nikomu nie będzie przykro. Ale masz swoją wolność i możesz zrobić, co zechcesz. Właściwie, w ogóle rób, co chcesz!”.

A już szczytem szczytów jest rzeczownik „obłudniku!”. To już przekracza wszelkie normy! Chcemy słyszeć, że Bóg nas kocha, że zawsze nas przygarnia, że jest miłosierny i to jest wszystko prawda. Ale Bóg nazywa po imieniu wszystkie trudności i wynaturzenia. Dlatego nie bawi się w konwenanse i eufemizmy, ale mówi „prosto z mostu”, albo cytując znanego dziennikarza „mówi, jak jest”.

Jeżeli jeszcze dodatkowo spojrzymy na to, jak wygląda grecki rzeczownik stojący za tym określeniem, to zobaczymy coś znanego z języka polskiego, hypokrites. Z formalnego punktu widzenia jest to złożenie z rzeczownika krites „sędzia” oraz przyimka hypo „pod”. A zatem każdy, kto podejmuje się potępiania brata jest de facto „podsędzią”, a więc kimś, kto wychodzi ponad swoje obowiązki i możliwości.

Chciałbyś słuchać, że jesteś obłudnikiem? A miło byłoby dowiedzieć się, że jest się hipokrytą? Ale, niestety, taka jest prawda o mnie – jestem obłudnikiem i hipokrytą.

Takie fragmenty Ewangelii szczególnie mocno uderzają mnie, jako osobę z wykształceniem teologicznym. Gdy rozmawiałem z różnymi osobami w kontekście wszelakiego rodzaju spotkań grup religijnych lub prowadzonych zajęć, słyszałem niejednokrotnie wyrazy „zazdrości”, że osobie, która dużo wie o Bogu, łatwiej jest nawiązać z Nim relację i prościej jest unikać grzechu. Ale powiem szczerze, jest to tym większe wymaganie. Bo gdy klękam do rachunku sumienia przed spowiedzią, uderza mnie myśl, że przecież ja doskonale wiedziałem, co jest grzechem, a mimo to upadłem. Czyli byłem hipokrytą! Z drugiej strony, sama wiedza rozumowa nie wystarcza. Do pokonania grzechu jest potrzebna łaska Boża budująca na mnie, słabym materiale.

Nie wiem, czy po raz pierwszy trafiłeś na tę stronę, czy śledzisz ją od dawna. Chciałbym ci pokazać jednak pewną sytuację: znasz wiele fragmentów Pisma Świętego chociażby przez osłuchanie w Kościele w czasie Eucharystii, dodatkowo na pewno czytasz Słowo Boże samodzielnie. Wykorzystaj tę wiedzę i zacznij na niej budować.

Obym nigdy nie traktował tego kontaktu z Bogiem i Jego słowem jako dodatku do życia, wisienki na torcie. To ma być masa, która wiąże wszystkie składniki i je przenika. Inaczej pozostanę hipokrytą i obłudnikiem, bardziej lub mniej świadomym tego stanu rzeczy.

Konkret na dziś: pomyślę, co w moim życiu duchowym ciągle podpada pod hipokryzję i zacznę to zmieniać.

Zadanie na szóstkę: będę powtarzał to co tydzień.

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: Niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy: