Je­dyne głupie py­tania to te, których nie zadajesz (Mt 17,10-13)

Cytat z nagłówka pochodzi od Paula MacCready’ego

Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa:

„Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?” On odparł: „Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał”. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu. (Mt 17,10-13)

„Gdy pytasz, jesteś głupi przez chwilę. Jeśli nie pytasz w ogóle, jesteś głupi przez całe życie”.

Te słowa na ostatnich zajęciach powiedział jeden z uczestników Kursu Formacji Biblijnej, który razem z kolegami prowadzimy w Zamościu. Podejrzewam, że w tym albo podobnym brzmieniu zostały już wypowiedziane przez wiele osób, ale ja usłyszałem je po raz pierwszy i bardzo mi się spodobały.

Tym, który wie wszystko i nie musi zadawać pytań, jest Bóg. Koniec tematu.

Człowiek, który uważa, że wszystko wie albo mieni się takim być, jest zupełną odwrotnością mędrca, na którego pozuje. Dzisiejsze słowo pokazuje nam Apostołów, którzy zadają Jezusowi pytanie. Może to i banał, ale mnie to „rusza”, bo pokazuje, że czuli się przy Nim swobodnie i nie bali się pytać. Studiuję już ósmy rok i wiem, jak ważne jest zadawanie pytań. Ale bywało tak (i to nie raz), że nie wypowiadałem moich wątpliwości wobec profesora albo kolegów z roku studiów, bo się bałem ich reakcji, że zostanę uznany za głupiego, bo pytam o coś banalnego. Czasami oglądałem się na innych kleryków i zasychało mi w gardle, gdy miałem wyartykułować pytanie albo postawić problem w dyskusji i dukałem coś pod nosem nerwowo łapiąc powietrze co parę chwil. Dlaczego? Powód był taki jak ten, o którym napisałem przed chwilą, czyli strach przed reakcją otoczenia. Tak często pytania grzęzną nam w gardle i nigdy nie oglądają światła dziennego, bo najzwyczajniej w świcie boimy się ośmieszenia. I co robimy w zamian? Znacząco i sugestywnie potakujemy głową, przykładamy rękę do ust, delikatnie mrużymy oczy i zgrywamy mądrych, a tak naprawdę stajemy się coraz… mniej mądrzy. Od jakiegoś czasu nie boję się pytać. A niech sobie ludzie myślą, co chcą! Nie wiem, to pytam. „Gdy pytasz, jesteś głupi przez chwilę. Jeśli nie pytasz w ogóle, jesteś głupi przez całe życie”.

Nie bój się zadawać pytań Bogu, innym, sobie.

Apostołowie pytają Jezusa o Eliasza i konieczność jego przyjścia przed Mesjaszem. Uczniowie, będący Żydami, są reprezentantami wątpliwości całego narodu wybranego. Izraelici tak bardzo czekali na Mesjasza, że doszli do przekonania, że Jego przyjście poprzedzi Eliasz, który przygotuje mu drogę. Oczywiście, to przekonanie było zakorzenione w słowie Bożym, ale ani Mesjasz ani Eliasz nie zjawiali się. Mijały dni, miesiące, lata, a nawet wieki, więc zaczęto tworzyć coraz bardziej oryginalne wizje dotyczące tego, kim i jacy będą ci dwaj tak bardzo wyczekiwani ludzie. W swoich przypuszczeniach i oczekiwaniach doszli do przekonania, że prorok Eliasz będzie wielkim reformatorem, który wszystko naprawi, a tym samym przygotuje idealny grunt dla Pomazańca. W jednym i drugim widzieli obraz potęgi i siły, ale przede wszystkim tej ziemskiej. Po części ich przeczucia co do poprzednika Chrystusa były słuszne, ale nie przypuszczali, że tym , który będzie działał w mocy Eliasza, będzie Jan Chrzciciel. Mówiliśmy o nim już kilkukrotnie w czasie tego Adwentu. Podobnie jak Jezusem tak i nim elity żydowskie były zawiedzione. Nie takiego wymarzyli sobie Mesjasza i nie na takiego Eliasza czekali. Jeden i drugi mieli być potężni, silni, niezwyciężeni. Miał od nich bić blask i majestat. Niestety, obydwaj przeszli drogę umniejszenia i cierpienia. Po raz kolejny ludzkie oczekiwania – dobre same w sobie – rozminęły się z tym, co zaproponował Bóg.

Mądrość uczniów, którzy przecież byli prostymi, niewykształconymi ludźmi polegała na tym, że dali się poprowadzić słowu Jezusa i zrozumieli, że to właśnie Jan Chrzciciel jest oczekiwanym Eliaszem i że droga jego cierpienia jest wpisana w Bożą ekonomię zbawienia.

A jak jest z nami? Znowu zapytam o to, czy nie jesteś rozczarowany Bogiem? Czas szybko mija, kolejne dni adwentu uciekają. Ten okres ma nas skłonić do refleksji nad powtórnym przyjściem Jezusa na końcu czasów, ale także w czasie świąt. Ma nas zachęcić do mądrego i aktywnego oczekiwania. Więc na co czekasz? Czy coś się zmieniło w Twoim czekaniu na Boże działanie w Twojej codzienności przez tegoroczny adwent? Czy może ciągle masz nadzieję, że Bóg będzie robił to, co chcesz, kiedy chcesz i jak chcesz? Ja ciągle się łapię na nadziei, że to On dostosuje się do mnie. A przecież ma być na odwrót. Żydzi tak długo czekali na Mesjasza i poprzedzającego Go Eliasza, że bardziej niż w słowo Boga zapisane na kartach Starego Testamentu zaczęli wierzyć w swoje interpretacje dostosowane do ich oczekiwań. Dobre, mądre i roztropne rozważanie słowa Bożego, a co za tym idzie poznawanie woli Bożej to trudna praca, wymagająca czasu i wielkiej pokory. Gdy to przyjmiemy, zobaczymy, że często nasze pobożne pragnienia mają niewiele wspólnego z rzeczywistością i tym, co nazywamy „wolą Bożą”. Wielu Żydów do końca nie chciało przyjąć Mesjasza cierpiącego, poniżonego i opuszczonego. Woleli trwać przy swoich wizjach. Na tym najbardziej przegrali. Nie powielajmy ich błędów. Pozwólmy Bogu działać i przychodzić do nas tak jak On chce i kiedy chce. Nieraz – a może i przeważnie –  Jego działanie będzie dla nas wielkim zaskoczeniem, ale skoro ufamy Mu, to na pewno na tym nie stracimy.

Konkret na dzisiaj: dopasuj swoje pragnienia i oczekiwania do Boga.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/emagic/

Podobne wpisy:

  • krystian

    ” a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli.”
    Też tak mam.Też taki jestem.
    Nie wiem jaki ktoś jest naprawdę a dostaje odemnie etykietkę:
    „On jest leniem” ,”Ona to jest taka puszczalska”.itd.
    Robię sobie z opinią innych ludzi co mi się podoba.
    Aż dochodzę do tego że obrabiam tyłek komuś tak jak faryzeusze:
    „«Zły duch go opętał» lub «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników». 
    Panie daj mi umiar w ocenianiu innych.
    Ps.Z spraw technicznych. Pole do pisania komentarzy jest bardzo małe.Na jednà linijkę, bardzo źle się pisze.

  • Genowefa

    Jeśli chodzi o mnie to dopiero teraz umiem powstrzymać się
    od wydawania pochopnych osądów, oceniania bez zastanowienia, wg siebie.
    Kiedyś Pan Bartek mówił, że połowa sukcesu to umieć sobie coś wytłumaczyć.
    Faktycznie,gdy się spostrzegę, że znowu za szybko myślę (prawie gonitwa) to zanim coś powiem
    wiem, że muszę się zatrzymać i pomyśleć bo znowu mogę popelnić błąd.
    Przypominam sobie wszystko w tej sprawie.
    Wtedy już widzę inną/e możliwość/i tzn. mogę to całkiem inaczej sobie wytłumaczyć, bez złych emocji.
    Nie ma że ” na pewno, bo to do niego podobne, bo tak już było”.
    I sama śmieję się z siebie gdy pomyślę jak mogło być znowu nieprzyjemnie. Nawet pretensje powiedziane innymi słowami, „ładnie ubrane”, w całkiem innym nastroju to nie połowa, ale cały sukces. Pozdrawiam Was.

    • krystian

      100 %racji. Użyte słowa robią różnicę.

  • Asia Sulo

    Szczęść Boże. Rzeczywiście przypinać etykiety przychodzi nam bardzo łatwo. A za każdym człowiekiem stoją przecież uczucia, emocje, historie, przeżycia… najgorsze jest to że strasznie dużo wysiłku kosztuje nas przepięcie tejże etykiety. Spojrzeć na kogoś bardziej przychylnym okiem, poszukać dobrych cech.