Jemu zależy na Tobie (Mt 11,28-30)

Jezus przemówił tymi słowami:

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. (Mt 11,28-30)

Chyba każdy z nas czytających tę Ewangelię może powiedzieć o sobie, że czuje się (przynajmniej czasami) utrudzony i obciążony. Można czuć się utrudzonym i obciążonym pracą, nauką, modlitwą, obowiązkami wynikającymi z religii. Można czuć się utrudzonym i obciążonym spotykanymi ludźmi. Można czuć się utrudzonym i obciążonym presją rodziców, którzy od dawna mają doskonały i jedyny plan na życie swoich dzieci, ale nigdy ich nie zapytali, czego one pragną. Można czuć się utrudzonym i obciążonym nieustannym upominaniem bliskiej osoby, która nie chce zmienić swojego złego postępowania, np. trwania w nałogu, który niszczy ją i rodzinę. Można czuć się utrudzonym i obciążonym opinią innych i tym, co o mnie myślą. Można czuć się utrudzonym i obciążonym koniecznością przebaczania tym, którzy nas krzywdzą, bo przecież wierzący człowiek powinien tak postępować, a ja nie mam na to najmniejszej ochoty, bo rana jest świeża i boli. Można czuć się utrudzonym i obciążonym niepewnością jutra, bo nigdy nie wiadomo, co strzeli do głowy szefowi, czy jutro mnie nie zwolni?

Czym Ty czujesz się utrudzony i obciążony dzisiaj, teraz, gdy czytasz te słowa? Proszę, na chwilę oderwij wzrok od komputera, tableta czy komórki i pomyśl przez chwilę, co jest Twoim największym ciężarem? Co przygniata Cię do ziemi i nie pozwala wyprostować kolan?

Już?

Wiem, że to, o co Cię poprosiłem nie jest przyjemne, bo zapewne, jak tylko możesz, uciekasz przed tymi myślami. Ale nie jestem sadystą, który cieszy się z cierpienia innych. Poprosiłem Cię o to, żeby pokazać Ci, że Jezus woła Cię: „Przyjdź do mnie ze swoim utrudzeniem i obciążeniem”. Przyjdź z tym wszystkim, co przekracza Twoje siły. Przyjdź z tym, co zabiera Ci radość i spokój. Przyjdź z tym, co jest Twoją ciemnością, nałogiem, grzechem. Przyjdź z Twoim poczuciem pominięcia przez innych. Przyjdź z Twoimi kompleksami. Przyjdź z Twoim brakiem wiary w siebie. Przyjdź z Twoim samopotępieniem. Przyjdź z Twoim niezrozumieniem przez najbliższych. Przyjdź z buntem, który tak naprawdę jest wołaniem o zauważenie. Przyjdź z niepewnością jutra, z tym, że boisz się, że zabraknie Wam pieniędzy. Przyjdź ze wszystkim. Ja to wezmę na siebie.

W zasadzie w tym momencie mógłbym zakończyć dzisiejszy komentarz, ale jest jeszcze coś ważnego, czym chciałbym się z Tobą podzielić.

Jezus prosi nas dzisiaj, żebyśmy wzięli na siebie Jego jarzmo. Czym jest jarzmo? Jest to drewniana uprząż na woły. Nie jest to zbyt miły obraz. Czyżby Jezus chciał nas zaprzęgnąć do roboty jak woły? Czy chce się nami wysługiwać? Czy mamy dla Niego harować jak bezmyślne zwierzęta, aż padniemy? Czy najpierw mówi piękne słówka, żeby nas zachęcić, złapać na przynętę, a jak damy się zwabić, to pokaże swoje prawdziwe intencje? Oczywiście, że nie. Tak może pomyśleć jedynie osoba, która nie zada sobie choćby minimalnego trudu zrozumienia tego, co oznacza jarzmo w Biblii. W Syr 51,26 czytamy:

Włóżcie kark wasz pod jarzmo 

i niech otrzyma dusza wasza naukę: 

aby ją znaleźć, nie trzeba szukać daleko.

Syrach w 24. rozdziale swej księgi mądrość identyfikuje z Prawem danym Mojżeszowi na Synaju. Na kartach jego dzieła znajdziemy także słowa mówiące o tym, że ludzie w mądrości znajdują pokój. A zatem Boży herold chce nam powiedzieć, że życie według przykazań już tutaj na ziemi może dać nam mądrość, radość, wolność i pokój. Niestety, takie myślenie bywa dla nas – ludzi XXI wieku – odległe. Patrząc na to, co się dzieje wokół nas, możemy zauważyć, że ludzkość chciałaby się wyrwać spod jakichkolwiek praw i niezbywalnych norm. Nie lubimy przykazań, bo nie chcemy, żeby ktoś nam mówił, co mamy robić. Wolimy sami decydować, co jest dobre, a co  złe, co wolno a czego nie wolno. Chcielibyśmy, żeby nikt nawet nie próbował dotknąć sterów naszego życia, wszak my wiemy najlepiej. Niestety, takie myślenie jest z góry skazane na porażkę. Normy są nam potrzebne. Bez nich wszystko stanie się chaosem. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Czym skończyłoby się wyłączenie w jednym momencie sygnalizacji świetlnej i wyrzucenie znaków drogowych w dużym mieście? Każdy mógłby robić, co uważałby za słuszne. Mógłby jeździć bez oglądania się na jakieś głupie przepisy, linie na jezdni, światła, ograniczenia prędkości czy spacerujących pieszych. Wystarczyłoby kilka minut, żeby totalna wolność przerodziła się w totalny chaos i doprowadziła (nawet) do śmierci wielu osób. Normy, prawa, przykazania są nam potrzebne, żebyśmy nie zginęli w chaosie.

Jezus prosi nas, żebyśmy wzięli na siebie, to czego On nas uczy. Nie są to proste wymagania, ponieważ w Kazaniu na Górze (Mt 5 – 7) Rabbi podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej niż Mojżesz. Jak zatem sprostać temu, o co nas prosi Zbawiciel? Czy to nie przerasta naszych sił?

Zauważ, że jeśli Jezus czegoś od nas wymaga, to On sam najpierw żyje tym, co mówi. Nie jest jak faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy potrafili innym wkładać na barki ciężary nie do uniesienia, a sami nie mieli zamiaru nawet kiwnąć palcem, aby je podnieść. On jest tym, który daje przykład, że życie według Jego norm daje prawdziwą wolność i mądrość. Czy daje radość? Nie w ujęciu tego, co mówi świat. Ale w ujęciu Nieba jak najbardziej.

Jest taka piękna żydowska legenda, która mówi, że Jezus wykonywał najlepsze jarzma dla wołów w okolicy. Ludzie zewsząd ciągnęli (oczywiście razem ze swoimi wołami), żeby to właśnie syn Maryi przygotował jarzmo. Gospodarz, który chciał, żeby jego zwierzę dobrze pracowało i nie cierpiało, wiedział, że trzeba dokładnie dopasować jarzmo do szyi zwierzęcia, tak aby go nie uwierało i nie obcierało. Gdyby rzemieślnik nie przyłożył się do swojej pracy, to zwierzę byłoby skazane na cierpienie. Jak mówi ta legenda, Jezus robił jarzma idealnie dopasowane do szyi wołu. Wiem, że to pobożna bajka, ale przecież Jezus mówi: jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. Tak jakby chciał nam powiedzieć: „Jarzmo, które na Ciebie nakładam jest idealnie dopasowane do Ciebie i na pewno dasz radę je unieść. Jeśli wkładam coś na Twoje barki, to tylko dlatego, że wierzę w Ciebie i jestem pewien, że dasz radę je unieść”.

Bóg nie zsyła na nas niczego, co przerasta nasze siły. Może nam się wydawać, że jest inaczej. Ale takie myśli przychodzą wtedy, gdy próbujemy zmierzyć się z naszym jarzmem sami i polegamy tylko na własnych talentach i zdolnościach. Jezus prosi nas, żebyśmy zaufali Mu i wzięli to, co proponuje. Prosi, a nie zmusza.

Konkret na dzisiaj: zaufaj i weź na siebie to, co daje Ci Bóg.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/lumiere2005/

Podobne wpisy:

  • Asia Sulo

    Tak łatwo czasem zapomnieć, że nie jesteśmy zdani tylko na siebie-zwlaszcza w nieoczekiwanych sytuacjach. Kiedyś na rekolekcjach usłyszałam opowieść o śladach na piasku. Szedł człowiek bardzo doświadczony przez los po plaży…zarzucał Jezusowi że nawet On opuścił go w tym jego nędznym ziemskim życiu. Wówczas ukazał mu się Jezus i rzekł:Przyjacielu- odwróć się i spójrz na piasek- widzisz te ślady? To móje ślady…bo przez cały ten czas nioslem Cię na rękach będąc przy Tobie. Od tamtej pory staram się pamiętać o tym, że nigdy nie jestem sama… Szczęść Boże Wszystkim