Czy jeszcze pa­miętasz, że zos­tałeś stworzo­ny do radości? (Łk 1,57-66)

Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem.

Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: „Nie, lecz ma otrzymać imię Jan”.

Odrzekli jej: „Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię”.

Pytali się więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: „Jan będzie mu na imię”. I wszyscy się dziwili.

A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał, i mówił wielbiąc Boga.

I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: „Kimże będzie to dziecię?” Bo istotnie ręka Pańska była z nim. (Łk 1,57-66)

Jeśli dokładnie przeanalizujemy opis narodzenia Jana Chrzciciela to zobaczymy, że jest on bardzo podobny do opisu narodzin synów Izaaka: Jakuba i Ezawa (Rdz 25,24). Elżbieta, podobnie jak Rebeka, przez wiele lat cierpiała na niepłodność, co w tamtej kulturze uważano za przejaw braku Bożego błogosławieństwa. Na szczęście, i jedna i druga dzięki nadzwyczajnej interwencji Boga mogły cieszyć się upragnionym potomstwem.

Sposób, w jaki zareagowali sąsiedzi na wieść o narodzinach Jana: „Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem”, przypomina słowa, które spotykamy często w Starym Testamencie, i można je przetłumaczyć w ten sposób: Pan powiększył (lub: uczynił wielką) swą łaskę wobec niej. W tym zdaniu św. Łukasz używa czasownika μεγαλύνω (megalyno), który oznacza: czynić wielkim, zwiększać, czynić szerokim, rozszerzać. W Septuagincie, czyli tłumaczeniu Biblii Hebrajskiej na język grecki często wyraża on wielką potęgę Bożego działania, które ma na celu wybawienie z nieszczęścia wybranej przez Niego osoby (Rdz 19,19; 1Sm 12,24; Ps 104, 24) albo jej wywyższenie (Rdz 12,2; 1Krl 1,37.47). Tego samego słowa używa również Maryja rozpoczynając Magnificat w 1,46, gdy mówi o tym, że jej dusza „wielbi” Pana.

Co zatem stało się w Ain-Karem, w domu Zachariasza i Elżbiety, gdy przyszedł na świat mały Jan? Bóg, obdarzając Elżbietę synem, pokazał jak wielkie jest Jego miłosierdzie wobec ich rodziny. Przyjście na świat chłopca napełniło radością ją, jej męża, ale także sąsiadów z wioski.

Właśnie ta myśl dzisiaj przemawia do mnie najmocniej. Dać komuś radość i umieć cieszyć się z innymi. Nie trzeba być wielkim obserwatorem, żeby dostrzec, jak wielu jest wokół nas smutnych ludzi. Przeważnie nie wiemy, jaki jest powód ich przygnębienia, więc nie powinniśmy od razu przypinać komuś łatki „smutasa” albo „ponuraka”, bo możemy tę osobę bardzo skrzywdzić. Ale jest coś co możemy zrobić. Możemy – przynajmniej spróbować – wywołać na czyjejś twarzy uśmiech. Nie mówię i nie zachęcam do jakichś głupkowatych zachowań, ale do tego, żeby mądrze ocenić, co mogę dać drugiemu, żeby poczuł ulgę, wparcie, zauważenie. Może przez mały gest, uśmiech, rozmowę, wysłuchanie. Czasami trzeba naprawdę niewiele, żeby komuś dać chwilę wytchnienia od problemów.

Przez dzisiejszą Ewangelię Bóg przypomina nam także, że dla Niego nie ma zbyt późnego czasu na interwencję i pomoc. Zachariasz i Elżbieta umieli czekać i zostali wynagrodzeni za swoją wierność, gdy byli staruszkami. Ty też możesz dać komuś, kto długo czeka, chwilę radości.

Powiedzieliśmy, że Zachariasz i Elżbieta umieli czekać. A jak jest z nami? Umiemy czekać? Czy może wszystko ma być „już”, „od ręki” bez zbędnego wysiłku? Czy mentalności XXI wieku, więc tego, że niemal wszystko mamy na kliknięcie myszką z dostawą pod drzwi w bardzo krótkim czasie, nie przerzucamy na Boga i gdy mija więcej czasu niż zakładaliśmy, to zaczynamy się buntować, bo nie tak sobie to zaplanowaliśmy? Bóg działa według swoich reguł, więc uszanujmy je. Uczmy się cierpliwości, wytrwałości na modlitwie, a to przyniesie wielkie owoce. Nie poganiaj Boga, ale zaufaj, że pomoże w najlepszym – wybranym przez Niego – momencie.

Konkrety na dzisiaj: 1. Czy jesteś człowiekiem cierpliwym? 

                                    2. Spraw dzisiaj komuś radość.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/22071478@N07/

Podobne wpisy:

  • krystian

    „sąsiedzi i krewni,…
    …… cieszyli się z nią razem.”
    Cieszyć się bo coś dobrego spodkało sąsiada lub kogoś z dalszej rodziny.Ciężko….
    Postrzegamy swoje życie na tle sąsiadów,znajomych, krewnych.Im lepiej im się powodzi tym bardziej banalne wydaje mi się moje życie.
    Im wiecej kolorowych uśmiechniętych zdjęć na fejsbuku tym bardziej myślę: oni to sobie fajnie żyją,a ja….?
    Sąsiadka zaszła w ciążę,pewnie chce dostać 500 plus.Szwagier zmienił samochód,a ja kiedy?
    Koledze dobrze funkcjonuje firma, on to zawsze umiał żyć z cudzej pracy.I tak dalej….

    Jak mam się cieszyć z cudzego szczęścia? Musiała chyba by mnie dotknąć Boża łaska i wypalić z mojego serca to wszystko co mi przeszkadza w radości.
    Jest jednak tak, że narodziny dziecka to zawsze narodziny niesamowitej radości.
    Jutro wieczorem też ma się narodzić dziecko.Boże dziecko.Może ono dotknie mojego serca i sprawi,bym przypomniał sobie czym jest radość.A gdy przypomnę sobie czym jest czysta radość,wtedy we mnie też na nowo narodzi się dziecko.I tego bym sobie, oraz wszystkim którzy to czytają życzył.

    • Asia Sulo

      oby te życzenia się spełniły.Wszystkiego dobrego

  • Genowefa

    Nie można pytać smutnego „jak się czujesz bo wyglądasz źle, chyba jesteś chory”. To jeszcze bardziej przygnębia.
    Już Jan Chrzciciel pokazał mi drogę, „zobowiązał” mnie do życzliwego nastawienia do innych aby panowała dobra, pozytywna atmosfera (bez dołowania).
    A gdy moja koleżanka jest lepiej sytuowana niż ja, to też z tego korzystam bo poczęstuje mnie dobrą herbatą albo kawą z pysznym ciastkiem co również sprzyja dobremu samopoczuciu. Gdy ją odwiedzę wracam zadowolona.
    A jeżeli nie to mogę się cieszyć, że spotkałyśmy się i pogadałyśmy.
    Jak w powiedzeniu: „choć się nie uraczym ale się zobaczym”.
    Już dzisiaj czuje się podniosły nastrój oczekiwania na wielką radość, a w związku z tym serdeczne życzenia od spotykanych osob.

  • Genowefa

    Przy lepieniu pierogów można sobie powspominać. Teraz sobie odpoczywam i jeszcze chcę się podzielić.
    Kiedyś dwaj super mężczyźni (albo aniołowie wg mojej prośby żeby mnie pilnowali w ciężkich chwilach)
    dobrymi wiadomościami wlali we mnie moc i siłę stawiającą na nogi. Wystarczy jedno zdanie „niosące życie”.
    Sama odczułam i wiem ile znaczy duchowe wsparcie dla bezradnej fizycznie osoby.
    Ciepły uśmiech, życzliwe zainteresowanie stwarza dobrą atmosferę i bardzo pomaga w pozbieraniu się do kupy.
    Właśnie takich ludzi bardzo cenię, są moimi przyjaciółmi, chociaż bez żadnych deklaracji.
    Wtedy postanowiłam sobie, że ja również mogę i będę dawać innym aktualnie potrzebującym pocieszenie
    takie jakie sama otrzymałam. Niech będzie radośnie mimo wszystko.