Jezus: Ja Ciebie nie potępiam

Wstań! Czemu siedzisz?! Tu nie wolno siedzieć!

Tak myśleli, a może i wołali do Jezusa pobożni Żydzi, gdy zobaczyli to, co się dzieje w dzisiejszej Ewangelii. Jezus wraca po nocy spędzonej na Górze Oliwnej do Świątyni i robi coś czego nie wolno było robić, czyli siada i naucza. Taka postawa i zachowanie zarezerwowane były dla Boga w tym miejscu. Wiem, że ta informacja Cię zaskakuje, tak jak mnie zaskoczyła, gdy usłyszałem te słowa z ust profesora na wykładzie.

W Świątyni nie wolno było siadać, a Jezus siedzący i nauczający w tym miejscu pokazuje swoją świadomość bycia Bogiem.

Jak zwykle tak mała rzecz prowokuje we mnie pytanie: czy Jezus jest moim i Twoim nauczycielem? Oczywiście nie chodzi mi tylko o to czy znamy zasady, które głosi, bo pewnie tak jest. Chodzi mi o to czy wierzymy, że to czego naucza jest prawdą i warto tym żyć.

Niejednokrotnie, gdy uczyłem w szkole denerwowało mnie coś co utarło się w świadomości wielu nauczycieli i uczniów i jest niestety powielane. Mianowicie, że religia to przedmiot drugiej kategorii, który można traktować po macoszemu. Owszem nie ma egzaminów z religii na koniec Szkoły Podstawowej czy Gimnazjum, a maturę z tego przedmiotu w skali kraju zdaje garstka młodych ludzi (chyba, że coś się zmieniło i nie można zdawać religii na maturze, więc proszę o upomnienie jeśli błądzę), ale to nie zmienia faktu, że religia jest takim samym przedmiotem jak inne. Ba! Ośmielę się stwierdzić, że dla wierzącego człowieka powinna być najważniejsza.

Dlaczego? Dlatego, że jeśli uczeń na religii spotka żywego Boga, to zacznie żyć tym czego On uczy. Nie trzeba będzie nad takim uczniem stać jak kat nad grzeszną duszą żeby nie ściągał, bo on sam będzie wiedział, że to jest forma kłamstwa, a Bóg prosi żeby żyć w prawdzie itd. Wiesz o co mi chodzi 🙂

Wielu ludzi przez lata chodziło na katechezę, ale nigdy nie mieli okazji spotkać Boga. I to oczywiście jest kamyczek do ogródka katechetów, a przynajmniej mojego, bo przecież nie siedzę na lekcjach innych nauczycieli religii, więc nie mam prawa oceniać. Ja robiłem wszystko, żeby mówić o Nim tak żeby uczniowie mieli okazję Go spotkać. Czy tego chcieli? Czy wykorzystali tę okazję? Czy mi się udało?

Uważam, że tylko spotkanie z żywym Jezusem może doprowadzić człowieka do decyzji wybrania Go jako nauczyciela.

Znasz Go?

Nie wiem czy ta kobieta złapana na cudzołóstwie Go znała. Być może o Nim słyszała, bo Jezus był takim lokalnym celebrytą. Na pewno spotyka Go w krytycznym momencie swojego życia. Ma świadomość, że za chwilę może umrzeć, bo żydowskie prawo nakazywało karę śmierci za to, co zrobiła.

Nie będę się rozpisywał, na temat tego, że faryzeusze potraktowali ją przedmiotowo, żeby tylko „dorwać” Jezusa, nie będę snuł domysłów, co pisał na ziemi, ale skupię się na tym, co On dla niej zrobił i robi dla nas.

Była w beznadziejnej sytuacji i nie mogła liczyć na niczyją pomoc. Postawili ją na środku, otoczyli z kamieniami w rękach jako tłum, bo w tłumie nie ma odpowiedzialności i później łatwo powiedzieć: wszyscy tak robili. Ale wśród tego tłumu jest Ten, który zawsze widzi w człowieku człowieka.

Jezus nie mówi, że nie zgrzeszyła. Ale ponad sąd stawia miłosierdzie.

Za to Go kocham. On wie, że grzeszę i ranię Go kilka, kilkadziesiąt, może nawet i kilkaset razy DZIENNIE i to jest FAKT. Niezaprzeczalny, niepodważalny, potwierdzony. A On co? Podchodzi, schyla się, tak jakby chciał się zniżyć do jej poziomu. Może żeby zobaczyła leżąc skulona na ziemi i czekająca aż zaczną się sypać kamienie oczy Tego, który na Drodze Krzyżowej też będzie leżał. Żeby dostrzegła w tym spojrzeniu miłosierdzie, a nie potępienie.
Taki jest mój Bóg. Znasz Go? Nie mówi, że grzechu nie ma, bo jest i trzeba będzie za niego odpokutować i przyjąć na siebie jego konsekwencje nieraz bardzo bolesne. Ale on mówi: JA CIEBIE NIE POTĘPIAM.

Znowu przywołam słowa mojego ponad 90-letniego spowiednika, który powtarza: Bóg przekreśla nasze grzechy, ale nas nigdy.
Być może ludzie już wydali na Ciebie wyrok. Może już leżysz i czekasz, aż zaczną Cię kamienować. Może Twoje życie jest w takim momencie, ze myślisz, że gorzej być nie może.

Proszę, poszukaj obok siebie Jego oczu, które dają nadzieję i nigdy nie potępiają. Popatrz w te oczy na obrazku, w wyobraźni, a przede wszystkim dzisiaj  na Mszy i przez to spotkaj ŻYWEGO BOGA. Usłysz: JA CIEBIE NIE POTĘPIAM.

Żyj w NIM!

Bądź błogosławiony i bądź błogosławiona +

Podobne wpisy: