Kiedy fale mórz chcą porwać mnie (Mk 6,45-52)

Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim sam odprawi tłum. Rozstawszy się więc z nimi, odszedł na górę, aby się modlić.

Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a O n sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć.

Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: «Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!» I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył.

Wtedy oni tym bardziej zdumieli się w duszy, nie zrozumieli bowiem zajścia z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały. (Mk 6,45-52)

Wyprawa nad Jezioro Galilejskie to wspaniała rzecz. Można przyjrzeć się bogatej florze oraz faunie Galilei, a także doświadczyć całkowicie odmiennego .środowiska niż to, które obserwuje się w Jerozolimie, na Pustyni Judzkiej. Ale z innym klimatem wiążą się też specyficzne wyzwania pogodowe.

Niedaleko Jeziora Galilejskiego znajdują się góry, które sprawiają, że powietrze wznosząc się, ochładza się, przez co następuje kondensowanie się pary wodnej, skutkującej częstymi deszczami i burzami. Taka właśnie sytuacja miała miejsce w dzisiejszej Ewangelii. Chrystus pozostaje na modlitwie, a uczniów wysyła na drugi brzeg. Taka przeprawa nie była dla większości z nich niczym nowym, wypływali na to jezioro wielokrotnie, jednak ta konkretna burza musiała być wyjątkowa. Wiosłowali, ale praktycznie stali w miejscu na środku jeziora.

Starożytni pisarze chrześcijańscy często używali obrazu łodzi płynącej przez wzburzone fale na opisanie Kościoła. Widzieli jego zapowiedź już w opisie potopu z Księgi Rodzaju. Ale dzisiejszy tekst pokazuje nam, jak może wyglądać życie każdego z nas, gdy będziemy starać się iść przez życie tylko o własnych siłach.

Zarówno w języku hebrajskim jak i greckim rzeczownik oznaczający „wiatr” może oznaczać także „ducha”, również Ducha Świętego. Jego działaniem jest nie tylko niesienie nas na swoich skrzydłach i wspieranie nas, ale potrafi On także utrudniać ludzkie plany. Pewnie będzie dla ciebie zaskakujące, ale nawet św. Paweł doświadczył takiego oporu Ducha Świętego:

„Tak więc utwierdzały się Kościoły w wierze i z dnia na dzień rosły w liczbę. Przeszli Frygię i krainę galacką, ponieważ Duch Święty zabronił im głosić słowo w Azji. Przybywszy do Myzji, próbowali przejść do Bitynii, ale Duch Jezusa nie pozwolił im, przeszli więc Myzję i zeszli do Troady.” (Dz 16,5-8)

Nawet moje wysiłki służące rozwojowi duchowemu mogą być daremne, jeżeli będą tylko moimi wysiłkami. Ważne jest, by zobaczyć, że uczniowie wyszli ze swojej trudnej sytuacji, gdy tylko zawołali do Chrystusa. W tym momencie, gdy ich Mistrz wsiadł z nimi do łodzi, burza ustała, a w serca wstąpiła na nowo odwaga. Z Chrystusem w łodzi droga na drugi brzeg jest pewniejsza, nawet jeżeli napotkam burzę, to będę poruszał się naprzód, będę zmierzał we właściwym kierunku.

Konkret na dziś: poproszę Chrystusa o prowadzenie całego życia.

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec, i Syn, i Duch Święty +

Podobne wpisy: