Kobiety zadbały (Łk 8,1-3)

Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.

Wygląda na to, że możemy dzisiaj przeczytać podsumowanie działalności Jezusa jako wędrownego kaznodziei i uzdrowiciela. Przechodzi po kolei od miasta do miasta, od wsi do wsi, ucząc i słuchając, pocieszając i napominając, szukając bliskości ludzi, aby uczyć ich Królestwa Bożego. Wokół Niego gromadzą się przeróżni ludzie – młodzi i starzy, biedni i bogaci. Nie brakuje tam ludzi prostych, ale spotkamy i wykształconych. Jedni przyjmują Go z entuzjazmem, zaś drudzy – analizując każde słowo Mistrza – sceptycznie podchodzą do Jego nauki z mocą.

Nie brakuje w otoczeniu Jezusa czegoś w rodzaju „wewnętrznego kręgu” Jego naśladowców. Jest i Szymon, nazwany Piotrem – były rybak, trochę krnąbrny, ale z czasem stanie się wielkim mówcą. Kroczą za Mistrzem także brat Szymona Andrzej, dwaj synowie Zebedeusza – Jakub i Jan, Filip i Bartłomiej, „niewierny”, ale myślący Tomasz. Spotkamy także Mateusza, który może pragnął ukryć swoją ciemną przeszłość, Jakuba – Syna Alfeusza, Szymona Gorliwego i nie pomińmy Judasza. Tych Dwunastu będzie odgrywać specjalną rolę.

Wszystko układa się dotąd dobrze, ale pojawia się pewien niespotykany krąg ludzi, którzy nie tylko słuchają, ale usługują ze swojego mienia. Ale dziwne jest to, że matki Jezusa, Maryi, w ogóle nie było. Gdyby tam była, moglibyśmy to zrozumieć. Ale Maryja w ogóle nie jest wspomniana. Były to raczej kobiety „obrzydliwe”, kobiety owładnięte przez złe duchy, chore i uzdrowione. Nazywana z imienia i pochodzenia Maria Magdalena, którą zawładnęło siedem złych duchów. To było towarzystwo zgormadzone wokół Jezusa. Wspomniana przez Ewangelistę zastała także Joanna żona Chuzy, urzędnika na dworze Heroda. Zwróćmy uwagę na małą notatkę – te kobiety poszły za Jezusem i wspierały Go i uczniów tym, co posiadały. To jest informacja dodatkowa, zwraca naszą uwagę na pewien szczegół. Może nie zastanawialiśmy się z czego żył Jezus, kiedy wędrował po kraju i głosił naukę. Apostołowie, przecież też zostawili wszystko i poszli za swoim Mistrzem, skąd zatem mieli wszystko, aby normalnie funkcjonować? Od Pawła możemy się dowiedzieć, że on sam był wytwórcą namiotów i pracował własnymi rękami na swoje utrzymanie. Odnośnie do innych uczniów takowej wzmianki nie posiadamy. Z pomocą przychodzi nam dzisiejsza Ewangelia, z Której dowiadujemy się, że było całkiem sporo kobiet, najwyraźniej bogatych, które wspierały Jezusa i uczniów swoją fortuną.

Kiedy Jezus umierał na krzyżu, nie było tam żadnego apostoła oprócz Jana. Wszyscy zniknęli. Ale te kobiety, niektóre zapewne bezimienne, ale także te, których imiona zostały dzisiaj wymienione, a szły za Nim od Galilei, one trwały również pod krzyżem. Nie stoją może w pierwszym rzędzie, ale nie pouciekały, ale trwały wiernie. Gdy Józef z Arymatei poprosił Piłata o ciało Jezusa, aby Go pochować, a następnie włożył do grobu, te kilka kobiet powróciło. I tu także: nie działały, nie przekazały datków na grób – po prostu kobiety tam były. A ponieważ nie mogły wykonać ostatniej służby miłości wobec ciała Jezusa, po prostu przestrzegały przykazania szabatowego. Ale przy pierwszej okazji, która się pojawia, w poranek Wielkanocny, wczesnym rankiem, kiedy słońce właśnie wschodzie te same kobiety idą do grobu Jezusa i chcą dopełnić tego wszystkiego, czego nie mogły uczynić w Wielki Piątek. Uczniowie tam nie poszli. Nawiasem mówiąc, znowu nie ma wzmianki, że przy grobie była obecna Maryja, Matka Jezusa, to obce kobiety idą do grobu, aby pełnić tę służbę dla Jezusa.

Trzy krótkie zdania o Marii, Joannie, Zuzannie i wielu bezimiennych kobietach. Nasza choroba, nasza samotność, nasza małość? Jedynie dodatek? Wiara w Jezusa leczy ból i wstyd. Daje moc, by odnowić pewność siebie. Troszczymy się wzajemnie o siebie i przekazujemy miłość. Każdy przynosi własny dar. Tego właśnie doświadczamy w życiu, w naszych kościołach, w Kościele. Te trzy krótkie zdania to coś o wiele więcej niż tylko nic nie znaczący dodatek.

Konkret na dziś: Podziękuj za kobiety, które dniem i nocą szturmują niebo, aby nie ustała Twoja wiara.

Niech Cię błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty. Amen.

Podobne wpisy: