Koniec mojego świata (Mk 13,24-32)

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte.
Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba.
A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach.
Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”. (Mk 13,24-32)

Śmiać mi się chciało, gdy oglądałem w 2012 roku oglądałem w TV reklamy, zachęcające do kupowania czegoś, bo na 21.12.2012 zaplanowany był koniec , ponieważ wtedy kończył się kalendarz starożytnych Majów. Śmiać mi się chciało i wtedy, gdy jakiś amerykański pastor też przekonywał cały świat, że kres naszej cywilizacji jest bliski. Ale przestaję się śmiać, kiedy widzę, jak wielu ludzi wierzących, chodzących regularnie do kościoła, katechizowanych przez lata, a nawet formujących się we wspólnotach, bierze na poważnie te przepowiednie.

Gdyby tak posiedzieć i policzyć, ile to już razy miał skończyć się świat według przepowiedni kogoś tam, to już dawno nic nie powinno zostać po naszej planecie, a mimo to, ona wciąż istnieje i ma się nieźle. Kiedyś jeden z moich kolegów rzucił takie zdanie, odnoszące się do tego, co się teraz dzieje, że koniec świata, to chyba święto ruchome.Spodobało mi się to stwierdzenie.

Ale już tak na poważnie. Żaden człowiek nie jest w stanie przewidzieć kiedy nastąpi koniec świata. Mówi nam to dzisiaj Jezus w Ewangelii. Człowiek wierzący, gdy słyszy takie wiadomości powinien skwitować je uśmiechem i nie zaprzątać nimi sobie głowy. Co innego, gdy Bóg przypomina nam, że ten dzień kiedyś nadejdzie.  Wtedy powinniśmy nastawić uszu i czekać na każde nawet najmniejsze słowo, które padnie z Jego ust. Tylko, że tak to już z nami jest, że dużo chętniej słuchamy jakichś sensacji, które mówią ludzie, a tego, co mówi Bóg już nie. Nie oszukujmy się tak właśnie jest. Mówię tak, bo znam siebie i nieraz się na tym łapię, ale to mnie nie usprawiedliwia.

Do wielu rzeczy, o których mówi nam Jezus już zdążyliśmy się przyzwyczaić i przechodzimy obok nich bez głębszej refleksji. A tak być nie powinno, bo gdy Bóg mówi człowiek powinien słuchać, żeby później, gdy On naprawdę przyjdzie nikt z nas nie płakał, że „nikt mi nic o tym nie powiedział”. Bóg mówi ciągle. Posłuchajmy o czym dzisiaj przypomina nam wprost i o czymś co jest bardzo ważne, ale mogło nam umknąć.

Żeby dobrze zrozumieć dzisiejszą Ewangelię musimy najpierw uświadomić sobie, gdzie ona się rozgrywa i do kogo Jezus mówi te bardzo ważne słowa.Tydzień temu widzieliśmy Go, jak siedział naprzeciw skarbony w Świątyni i przyglądał się ludziom, którzy wrzucali ofiary. Wtedy pochwalił ubogą wdowę, która wrzuciła do tej skarbony całe swoje życie. I zaraz po tym wydarzeniu Jezus wychodzi stamtąd i idzie w miejsce, o którym wiele razy słyszeliśmy. Udaje się do Getsemani, do Ogrodu Oliwnego. Idzie tam nie z tłumami, nie z jakąś wielką rzeszą słuchaczy, nawet nie ze wszystkimi Apostołami, ale bierze ze sobą czterech Piotra, Andrzeja, Jakuba  i Jana. Dwie pary braci z grona Apostołów. Siadają w piątkę w tym gaju, jest wiosna. Skąd to wiemy? Bo zaraz na początku czternastego rozdziału ewangelista Marek powie nam, że za dwa dni będzie Pascha. Siedzą w ogrodzie, gdzie wszystko dookoła kwitnie, jest zielono, przyjemnie, nie ma hałasu, świeci słońce. I nagle Pan Jezus zaczyna mówić o rzeczach bardzo poważnych, mówi o końcu czasów, o tym, że przyjdzie ciemność, że słońce zgaśnie, to znaczy zniknie nadzieja, bo słońce w Biblii to symbol życia i nadziei. Mówi, że cały świat będzie wstrząśnięty, że ludzie i aniołowie będą poruszeni, a może nawet i przerażeni tym, co się będzie działo.

Jezus siedząc w Ogrodzie Oliwnym i patrząc na Jerozolimę bez wielkiego rozgłosu opowiada uczniom, co wydarzy się kiedyś, ale wydaje mi się, że chce ich przygotować na to, co się stanie za parę dni. Jesteśmy w trzynastym rozdziale Ewangelii Marka. Dosłownie za chwilę Jezus wstanie i pójdzie do Jerozolimy, gdzie dokonają się najważniejsze wydarzenia w dziejach świata. On jest na chwilę przed swoją męką i śmiercią, które już widać, które już nadchodzą. I tu dochodzimy do sedna dzisiejszej Ewangelii. Jezus mówi o końcu świata. To pewne. Ale mówi też i o tym, że to Jego świat ma się niedługo skończyć, ale czy tylko Jego? Wiemy, co się działo, gdy przyszedł czas męki, jak niemal wszyscy uczniowie uciekli, pochowali się, dwóch uciekało do Emaus, bo świat im się zawalił, bo zginął Ten, z którym wiązali wielki nadzieje. Dla uczniów też miał za chwilę nadejść „koniec świata”.

Myślę, że warto wsłuchać się w tę opowieść w ten właśnie sposób, patrząc przede wszystkim na Jezusa. Może warto skupić się na Jezusie, który wie, że Jego świat powoli kończy się i uświadomić sobie, że nasz świat kiedyś skończy się, a może już dzisiaj się kończy. Może jesteś w takiej sytuacji, że wydaje Ci się, że już może być tylko gorzej, może żyjesz, jakby wokół Ciebie nie było żadnego światła, tylko same ciemności i barak nadziei na poprawę, może wszyscy dobrzy ludzie na których można było polegać zniknęli, pospadali jak te gwiazdy z Ewangelii. Może w Twoim  jest wielki życiu jest wielki ucisk, wszystko jest wstrząśnięte,  wzburzone, wywrócone do góry nogami i nie wiadomo kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Jeśli tak jest to spróbuj usiąść z Nim, w Jego Nowym Ogrodzie, którym jest Kościół i pomodlić się tym, co przeżywasz.

Dlaczego mówię, że tutaj jest Jego Nowy Ogród? A pamiętacie, gdzie  był grób Jezusa? W ogrodzie? Czym był raj, czyli stan największej bliskości człowieka z Bogiem? Ogrodem. W czasie Mszy Bóg przechadza się między nami, podobnie jak mówi nam o tym Księga Rodzaju. Przechdza się w Najświętszym Sakramencie. Przed grzechem Bóg był tak blisko ludzi, że każdego popołudnia spacerował sobie po Edenie. Grzech to popsuł, ale On nadal chodzi między nami. Dlaczego klękamy, gdy ksiądz idzie z Najświętszym Sakramentem? Nie dla księdza, ale dla Tego, Którego on niesie. W czasie Mszy my księża rozchodzimy się po kościele, żeby zanieść wam Boga. On jak w raju chodzi między nami. Tak spójrz na ten moment, gdy ksiądz odejdzie od ołtarza i pójdzie do Was. Być może i Ty przyjdziesz do Niego, żeby Go przyjąć w Komunii Świętej.A może dzisiaj nie podejdziesz… dlaczego? Nie wiem. Nie osądzam. Ty to wiesz i Bóg to wie.

Jest tylko jeden sposób na to, żeby ten koniec świata przejść razem z Nim. A tym sposobem jest bliskość z Nim, na Mszy Świętej, na modlitwie, w spowiedzi. Oczywiście nie chodzi o to żeby Mszę odstać, albo pacierz odklepać, bo wtedy dalej będziemy stali w miejscu, ale chodzi o to żeby odważyć się bliskość z Nim.

Konkret na dzisiaj: Co nazywasz dla Ciebie dzisiaj jest największą tragedią? Oddaj to Jezusowi na Mszy.

 

Niech Cię Bóg błogosławi +

Podobne wpisy: