Nie lubię zupy owocowej, czyli o „nudnych” fragmentach Pisma Świętego

Zazwyczaj nie jest w dobrym tonie chwalić się swoimi zaletami, ale dzisiaj to zrobię. Generalnie wszyscy uważają mnie za osobę bardzo dobrą do jedzenia. Właściwie jadam wszystko oprócz jedynego dania, którego nie lubię – zupy owocowej. Oczywiście, mam dania ulubione i takie, za które nie oddałbym życia, ale generalnie jadam wszystko. Dzięki temu ciągle dostaję komplementy od mojej teściowej (którą z tego miejsca pozdrawiam!), zwłaszcza, że jej synowie są bardzo wybredni: mają swoje ulubione potrawy, a nawet jeżeli je dostaną, zjedzą odrobinę i nie chcą więcej.

Pisze o tym, ponieważ zdaję sobie sprawę, że są fragmenty w Biblii, które „przeciętny” czytelnik Pisma Świętego pomija szerokim łukiem, albo w najlepszym razie przebiegnie nad nimi, żeby „mieć je za sobą” i nie będzie się doszukiwać ich głębszego przesłania teologicznego. Rozumiem to, że niektóre fragmenty Pisma Świętego bardziej do nas przemawiają lub nas poruszają, może są bardziej poetyckie. Ja sam też mam kilka tekstów, do których często wracam. Jednym z nich jest perykopa, na temat której pisałem pracę magisterską (J 1,45-51); innym – dwudziesty rozdział czwartej ewangelii, na kanwie której powstał mój doktorat, a także jeden tekst poetycki z Księgi Hioba – Hi 28 – poemat o mądrości. Szczególnie ten ostatni fragment często czytam po hebrajsku, ponieważ jest to jeden z majstersztyków starożytnej poezji hebrajskiej. Ale nie znaczy to, że inne teksty pomijam lub ich nie lubię.

W naszym dzisiejszym spotkaniu zastanowimy się, po co autorzy biblijni umieszczali w swoich dziełach teksty, które z naszego punktu widzenia są stratą miejsca i czasu: genealogie. Bo czy nie ciekawiej czytałoby się Księgę Rodzaju, gdybyśmy dowiedzieli się, jak potoczyły się dokładnie losy Kaina? Czy znamię otrzymane od Boga uratowało mu życie? Czy pojednał się ze Stwórcą?

Autorzy biblijni mogli podać nam o wiele więcej informacji, ale tego nie zrobili. Dlaczego? Bo myśleli w inny sposób i mieli inne priorytety, a także widzieli głębokie przesłanie w tym, co dla nas jest pozornie bez znaczenia. Po co zatem czytamy te nudne listy imion, które niemal nie zawierają żadnych ciekawych historii?

Przywołując genealogie w Rdz 5 autor chce nam przekazać dwie główne prawdy: po pierwsze, cała ludzkość pochodzi od Boga. Zauważmy, od czego rozpoczyna się opis genealogii:

Oto rodowód potomków Adama. Gdy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga stworzył go; stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę „ludzie„, wtedy gdy ich stworzył. Gdy Adam miał sto trzydzieści lat, urodził mu się syn, podobny do niego jako jego obraz, i dał mu na imię Set.” (Rdz 5,1-3)

Autor podkreśla, że pierwsi rodzice zostali stworzeni przez Boga i noszą w sobie Jego podobieństwo. Po przeczytaniu opisu stworzenia człowieka nie jest to jakaś nowość, bo pamiętamy, że autor Księgi Rodzaju kilkukrotnie mówił o tym już wcześniej:

 

„‘Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam!’ (…) Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.” (Rdz 1,25-26)

Ale znajdujemy tutaj ważny dodatek: Adam jest obrazem Boga, a jego potomkowie są do niego podobni jak jego obrazy. Oznacza to, że obraz Boży pozostaje w człowieku mimo upadku i mimo tego, że grzech zaczyna zataczać coraz szersze kręgi w świecie. Ludzie zawsze będą nosić w sobie podobieństwo do Boga i będą wezwani do współpracy z Nim, do wypełniania zadania zaludniania ziemi i czynienia jej sobie poddaną, niezależnie od tego, jak potoczą się losy świata.

I druga ważna rzecz: genealogie sprawiają, że wydarzenia biblijne dzieją się wśród konkretnych ludzi i w konkretnym czasie. Dzięki temu, że autorzy natchnieni zachowywali pamięć o następstwie pokoleń, dzieje określonych ludzi nie są opowiastką dziejącą się za siedmioma górami i lasami, ale wśród naszych praojców, ponieważ oni byli pierwszymi ludźmi na świecie i zgodnie z myślą autorów biblijnych z nich powstała cała obecna ludzkość. Z tego powodu wydarzenia biblijne są częścią historii całego świata; nie dotyczą tylko niewielkiej grupy osób, ale wszystkich ludzi żyjących we wszystkich zakątkach świata w każdym czasie.

Widzimy zatem, że choć genealogie nie są tak samo porywającymi fragmentami jak historie o upadku Adama i Ewy lub zabójstwo Abla, ale zawierają ważną treść teologiczną, której nie możemy pominąć. Będzie to szczególnie ważne, gdy weźmiemy pod uwagę, jaki tekst następuje bezpośrednio po tym fragmencie: potop. Ale na tym zakończmy, gdyż będzie to przedmiotem analizy w następnym spotkaniu ze Starym Testamentem.

Na koniec jeszcze jedna drobna sprawa, która mogła nam umknąć w całym gąszczu imion ojców oraz synów i długości ich życia: Henoch. Ta postać jest białym punktem na tle całej historii Starego Testamentu. Biblia poświęca mu właściwie cztery zdania:

Gdy Henoch miał sześćdziesiąt pięć lat, urodził mu się syn Metuszelach. Henoch po urodzeniu się Metuszelacha żył w przyjaźni z Bogiem trzysta lat i miał synów i córki. Ogólna liczba lat życia Henocha: trzysta sześćdziesiąt pięć. Żył więc Henoch w przyjaźni z Bogiem, a następnie znikł, bo zabrał go Bóg.” (Rdz 5,21-24)

Henoch jest jedną z dwu postaci Starego Testamentu, które nie umarły śmiercią naturalną, ale zostały zabrane do nieba. Z tego powodu, a także dzięki jego bliskiej przyjaźni z Bogiem Henoch stał się „ojcem” całego nurtu literackiego w starożytnym judaizmie. Jemu to przypisywano liczne księgi zawierające wieloaspektową mądrość a także opisy historii Izraela oraz tego, jak wygląda niebo i jak zorganizowana jest w nim hierarchia bytów niebieskich.

Warto zwrócić uwagę, jakim wyrażeniem oddane jest w języku hebrajskim to, co na polski mamy przetłumaczone jako „żył w przyjaźni”. Dosłownie tekst hebrajski mówi „przechadzał się Henoch z Bogiem”. Ta informacja przywołuje na myśl przechadzanie się Boga po raju. Kiedy jednak wtedy nikt nie wyszedł mu naprzeciw, ponieważ Adam i Ewa ukryli się, Henoch przechadza się z Bogiem poza rajem i dotrzymuje mu towarzystwa. Z tego powodu dożywa wieku 365 lat i przechodzi do bliższego rodzaju więzi z Bogiem. Warto zaznaczyć, że żadna inna postać w Starym Testamencie nie jest przedstawiona jako tak bliski przyjaciel Boga. Nawet Mojżesz nie dostępuje takiego zaszczytu.

Tutaj też kryje się pytanie do każdego z nas: czy ja przechadzam się z Bogiem przez całe moje życie, czy może tylko widuję się z Nim od czasu do czasu? Czy widzę we wszystkich ludziach odbicie Boga? Pasterze niedawno musieli się sporo nagłówkować, żeby dostrzec Mesjasza leżącego w żłobie w stajni, a czy ja będę zdolny do takiego wysiłku umysłowego i wysiłku wiary?

Photo, Flickr: Common Creative: https://www.flickr.com/photos/97477873@N00/

Podobne wpisy:

  • krystian

    „żył w przyjaźni”. Dosłownie tekst hebrajski mówi „przechadzał się Henoch z Bogiem”.

    Jaki cel mają dwie osoby gdy idą się przejść ?
    Najczęściej żadnego….. sam spacer jest celem.
    Gdy dwie osoby się przechadzają to po to ty z sobą przebywać, być z dala od innych.Czasem by z sobą porozmawiać.W tym czasie można się nad pewnymi sprawami zastanowić, lub powiedzieć co leży na sercu.

    Kto ma lepszy kontakt z Bogiem?
    Henoch który dzieli się z Nim swoimi myślami, czy my którzy maszynowo czytamy modlitwy lub automatycznie powtarzamy te same wyrazy dziesiątki razy.
    Zaczeliśmy iść na ilość.A wtedy zawsze spada jakość.
    Bóg chce jakości.
    W naszej modlitwie.
    W naszym sercu.
    W naszym życiu.

    Ps.To moja żona nauczyła mnie że spacer może być cenny.Ale długo trwało zanim pewne rzeczy zrozumiałem…….