„Mądrością dziecka jest ufność” – ks. Jan Twardowski (Łk 1,57-66.80)

Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza.
Jednakże matka jego odpowiedziała: „Nie, lecz ma otrzymać imię Jan”.
Odrzekli jej: „Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię”. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać.
On zażądał tabliczki i napisał: „Jan będzie mu na imię”. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się. zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: „Kimże będzie to dziecię?” Bo istotnie ręka Pańska była z nim.
Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem; a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem. (Łk 1,57-66.80)

Choć nie mam dzieci i nigdy ich nie będę miał, to wiem, jak radykalnie zmienia się życie  domu, gdy pojawia się nowy członek rodziny. Skąd mam tę wiedzę? Otóż, gdy na świat przyszedł mój najmłodszy brat Karol, miałem 14 lat. Byłem bardzo młody, ale na tyle „duży”, żeby móc pomagać przy niemowlaku. Oczywiście, żeby nie było, że taki chojrak ze mnie, młodszy ode mnie o dwa lata Łukasz, też zajmował się najmłodszym z Malców (w sumie, to pewnie lepiej od mnie), gdy rodzice mieli inne zajęcia. Pamiętam, że choć przez kilka miesięcy wszyscy przygotowywaliśmy się na jego powitanie i różne scenariusze krążyły nam po głowie, to gdy na początku lipca 2000 r. razem z mamą przekroczył progi naszego domu, wszystko się zmieniło. Nawet najprostsze domowe obowiązki, które do tej pory wykonywaliśmy machinalnie, teraz trzeba było robić inaczej, pamiętając, że w łóżeczku leży mały człowiek, który potrzebuje ciszy i troski. Rzecz jasna musieliśmy też nauczyć się (Łukasz i ja) zupełnie nowych rzeczy, które do tej pory były dla nas totalną abstrakcją. I tak z dnia na dzień nasze życie wywrócił do góry nogami niczego nieświadomy niemowlak.

Podobnie było w domu Elżbiety i Zachariasza. W Palestynie narodziny chłopca zawsze były wielkim świętem. Już na pewien czas przed porodem wokół domu zbierali się krewni, przyjaciele i znajomi rodziców. Gdy tylko dostawali wiadomość, że dziecko już jest na świecie, zaczynali głośno śpiewać, a muzykanci wygrywali skoczne melodie. Oczywiście szczęśliwej mamie i nie mniej szczęśliwemu tacie składano życzenia.

Według Prawa w osiem dni po narodzeniu chłopiec otrzymywał imię. Musimy wiedzieć, że była to jedna z najważniejszych czynności dla Żydów. Dla nich imię to nie tylko słowo, wyróżniające ich dziecko spośród innych. Dla Izraelity imię oznacza tożsamość, może także wyrażać wdzięczność rodziców względem Boga albo przypominać niezwykłe okoliczności poprzedzające poród czy też być prośbą skierowaną do Pana itp. Na temat imion w Biblii mógłbym pisać jeszcze bardzo długo, ale najważniejsze, abyśmy zapamiętali, że nigdy nie nadawano ich przypadkowo i bezmyślnie. Co zatem znaczy imię Jan? Greckie Ἰωάννης (Ioannes) jest odpowiednikiem hebrajskiego יוֹחָנָן (Johanan) lub יְהוֹחָנָן‎ (Jehohanan), co możemy przetłumaczyć jako „dar Jahwe” albo „Jahwe jest łaskawy”. Jeśli pamiętamy historię Elżbiety i Zachariasza, wiemy, że kapłan otrzymał polecenie od Archanioła Gabriela, aby tak nazwać swego syna. Ale myślę, że nie będzie nadużyciem z mojej strony, jeśli powiem, że w tym imieniu wyrażona jest także wielka wdzięczność małżonków, którzy przez wiele lat cierpieli z powodu braku potomka.

Czego uczy nas to słowo?

Po pierwsze, przypomina, jak wielkim szacunkiem powinniśmy darzyć naszych rodziców, którzy przekazali nam dar życia. W naszych czasach tak wiele dzieci nie może urodzić się i ginie w czasie aborcji, ale nam dano szansę, aby móc napisać swoją historię na tej ziemi. Bądźmy wdzięczni za ten wielki dar Bogu i naszym rodzicom. Módlmy się także za te kobiety, które myślą o aborcji, aby niewinne dzieci nie musiały ginąć.

Po drugie, zwróćmy uwagę na początek ostatniego zdania dzisiejszego fragmentu: „Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem.” W zaledwie kilku słowach św. Łukasz dał „przepis” na dobre wychowanie dziecka. Trzeba zatroszczyć się o jego rozwój fizyczny (pokarm, ubrania, opieka medyczna, zapewnienie wykształcenia, czyli wszystko to, co jest potrzebne, by rosło i było chronione ciało, ale także i intelekt), jednak równocześnie nie wolno zapominać o rozwoju duchowym (uczyć modlitwy, brać ze sobą do Kościoła, zachęcać do częstego korzystania z sakramentów, wpajać szacunek do innych ludzi, tłumaczyć co jest dobre, a co złe, rozmawiać na ważne tematy, interesować się tym, czym dziecko żyje na co dzień itd.). Te dwa aspekty wychowania są jak dwa skrzydła ptaka. Jeśli jedno będzie przerośnięte, a drugie zaniedbane, to dziecko „źle wystartuje” w dorosłe życie.

I po trzecie, w każdym dziecku drzemie wielki potencjał. Kiedyś czytałem o pewnym nauczycielu  łaciny, który mimo swojej wielkiej wiedzy i poszanowania w społeczeństwie, zawsze nisko kłaniał się swoim uczniom. Gdy zapytano go, dlaczego tak postępuje odpowiedział: „bo nigdy nie wiadomo kim może się stać jedno z tych dzieci”. Żeby wydobyć drzemiące w maluchu talenty, trzeba mądrze wyważyć proporcje między pochwałami, przestrogami i naganami. Nie można też – mówiąc kolokwialnie – „zajechać” dziecka, dokładając mu coraz to nowe zajęcia pozaszkolne. Tak samo jak dorosły, dziecko potrzebuje odpoczynku, czasu na zabawę. Tragedią jest, gdy rodzice za wszelką cenę chcą, żeby dziecko zrealizowało ich niespełnione ambicje. Kluczem do właściwego rozwoju jest bycie kochanym przez najbliższych, a nie plecak wypchany po brzegi książkami, tak, że szwy ledwo wytrzymują.

Konkret na dzisiaj: podziękuję Bogu za dar życia i moją rodzinę, a jeśli jestem rodzicem podziękuję za dzieci.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

 

 

 

 

Podobne wpisy:

  • krystian.k

    Jan „Dar Jahwe”,dar Boga.
    Dar to coś dobrego,coś co ma wartość.
    Miejmy wartość i żyjmy tak,by ludzie których w życiu spotykamy mieli odczucie że spotkanie z nami było darem losu.Że przebywając z nami,umieją żyć lepiej.
    Dar to coś co ubogaca.Bądźmy dobrzy i miejmy wartość.