Małe kroki, które robisz są znacznie lepsze niż duże, które tylko planujesz (Mk 4,26-34)

Jezus mówił do tłumów:
„Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”.
Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”.

W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją zrozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom. (Mk 4,26-34)

 Skąd mogą brać się nasze frustracje związane z przeżywaniem wiary? Myślę, że wśród powodów znajdują się brak cierpliwości i chęć, żebyśmy wszystko mieli już i natychmiast. Takiego podejścia uczy nas współczesny świat. Żeby mieć pyszny posiłek, niekoniecznie trzeba spędzić wiele godzin przy garnkach. Wystarczy jeden telefon czy zamówienie online i po kilkudziesięciu minutach mamy przed sobą danie. Żeby zapłacić rachunki, nie musimy już biegać na pocztę czy do banku. Nie ruszając się z miejsca, dzięki kilku kliknięciom myszki, jesteśmy w stanie uregulować niemal wszystko. Żeby obejrzeć cały sezon pasjonującego serialu, nie jesteśmy skazani na czekanie przez cały tydzień na kolejny odcinek. Coraz częściej producenci decydują się „wypuścić” całą serię jednego dnia. Przykłady mógłbym mnożyć jeszcze długo, ale myślę, że wiesz, co łączy je wszystkie – nie musimy czekać. Skoro tak wiele spraw możemy już załatwić w mgnieniu oka, bez konieczności wielkiego wysiłku, to bardzo łatwo takie myślenie możemy przerzucić na Boga i wiarę. Niestety, rozczarujemy się, ponieważ On nie działa według tych zasad i systematycznie uczy nas cierpliwości i wytrwałości. O tym między innymi mówi nam dzisiejsza Ewangelia.

Odwołując się do łatwo wyobrażalnego przykładu ziarenka wrzuconego w ziemię, Jezus przypomina nam, że wzrost w przyrodzie bardzo często jest niedostrzegalny. Patrząc codziennie na roślinę, nie zauważamy, jak rośnie. Dopiero, gdy zobaczymy ją po jakimś czasie, jesteśmy w stanie gołym okiem stwierdzić, że dokonał się wzrost. Nasz Zbawiciel mówi nam, że z Jego Królestwem jest podobnie. Oceniając jedynie to, co jest tu i teraz, możemy dojść do wniosku, że ono wcale nie rozrasta się, że nie widać w nim życia. Ale jeśli spojrzymy na nie w znacznie szerszej perspektywie, to znaczy sięgając jego początków, zobaczymy, że dokonał się wręcz kolosalny wzrost. Wszystko zaczęło się od Cieśli z Nazaretu i Jego Dwunastu współpracowników. Cóż to jest? Drużyna piłkarska z trenerem i jednym rezerwowym. Czy ktokolwiek będący przy zdrowych zmysłach mógłby pomyśleć, że oni staną się zalążkiem wspólnoty, która na przestrzeni wieków zgromadzi miliardy ludzi? Wydaje mi się, że nie. Ale my dzisiaj wiemy, że ten absurd stał się faktem. Potrzeba było czasu, a Bóg ciągle „robił swoje”. Powoli, ale wytrwale, Jego Królestwo rosło i rośnie jak małe ziarenko wrzucone w ziemię. Dzięki swojej wytrwałości i potencjałowi, który w nim drzemie, pokonuje kolejne przeszkody i wydaje plony.

Czego jeszcze możemy się nauczyć z obrazu ziarna wrzuconego w ziemię? Otóż wzrost jest stały. Czy to w dzień, czy w nocy on ciągle się dokonuje. Tak samo Bóg i Jego Królestwo. Nasz Pan nie działa na zasadzie akcji, zrywów, happeningów, ale woli systematyczność, która nieraz wydaje się mało atrakcyjna, bo – tak jak napisałem wyżej – chcielibyśmy mieć wszystko tu i teraz. Tego metodycznego wzrostu żaden człowiek nie jest w stanie powstrzymać. Historia jasno pokazuje, że ci wszyscy, którzy chcieli wyrzucić Boga z życia społecznego, w ostatecznym rozrachunku i tak ponosili klęskę. Owszem, mogli odnieść chwilowy sukces, ale wiara, która mieszka w sercach ludzi, jest silniejsza niż wszelkie totalitaryzmy. Bóg osiąga swoje cele w wyznaczonym przez siebie czasie. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

Ale do tej pory pisałem raczej w odniesieniu do Królestwa Bożego. To pojęcie może nam się wydawać nieco abstrakcyjne, dlatego spróbujmy odnieść tę Ewangelię i to, co wyżej powiedziałem, do naszej codzienności.

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że wiara i jej działanie w naszym życiu może nie być dostrzegalne tu i teraz, w tej konkretnej chwili, w której tego oczekiwalibyśmy. Możemy przyglądać się sobie i dojść do wniosku, że tak naprawdę, to nic się nie zmienia i wszystko tkwi w martwym punkcie. Jeśli dopadają Cię takie myśli, to spójrz na swoje życie w szerszej perspektywie. Pomyśl o czasach, w których Bóg nie był aż tak ważny, a Jego przykazania i nauczanie Kościoła wydawało się tkwieniem w ciemnogrodzie. Przypomnij sobie, czym kierowałeś się w życiu zanim pozwoliłeś, aby wkroczył w nie Bóg? Jakie były Twoje priorytety? W jaki sposób podchodziłeś do zranień? Co robiłeś, np. po kłótni? W czym szukałeś ukojenia? Gdy ja przyglądam się sobie, widzę, jak wiele udało się zmienić w ciągu ostatnich lat, odkąd „wziąłem się za siebie”, a raczej pozwoliłem Bogu, żeby „wziął się za mnie”. Jasne, że dobrych owoców mogłoby być znacznie więcej, ale wolę skupić się na tym, co wyszło, a nie na tym, gdzie zawaliłem. Umiejętność dostrzeżenia dobrej zmiany, jaka dokonała się przez świadomą decyzję wejścia w głębszą relacją z Bogiem, jest kołem zamachowym dalszego podążania tą drogą. To, że Ty czegoś nie dostrzegasz, nie oznacza, że nie rośnie.

Dlatego zachęcam Cię do wytrwałości. Twoja wierność Bogu już przynosi owoce, ale to nie koniec. Wzrost ciągle trwa. Powinniśmy być cierpliwi. Wiem, że bywa to trudne, ponieważ nasze życie, tak naprawdę, trwa bardzo krótko i dlatego myślimy kategoriami chwili. Bóg nie jest ograniczony czasem i przestrzenią. Na realizację swoich planów ma całą wieczność.

„Albowiem tysiąc lat w oczach twoich jest jak dzień wczorajszy, który przeminął, i jak straż nocna” (Ps 90,4)

To, że Bóg nie działa tak jakbyśmy tego w danej chwili oczekiwali nie oznacza, że nie działa wcale.

Konkret na dzisiaj: spróbuj zobaczyć, jak zmieniło się Twoje życie dzięki Bogu.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy:

  • Asia Sulo

    Mam świadomość tego, że Bog jest i stale działa. Mam też świadomość tego, że nie jest jakimś czarodziejem, który spełni wszystkie „chciałabym Cię prosić o…”. Działa, to prawda, w swoim tempie. Dużo takich przykładów w moim życiu a ja mimo patrzenia na pozytywne zmiany w życiu i wdzięczności wciąż mam problem z systematycznościa i konsekwentnym działaniem w granicach wiary. Może warto byłoby księże stworzyć oprócz interpretacji i rozważań Pisma Świętego cykle np. Odpowiedzi na trudne pytania dotyczące wiary? Takich mnóstwo mam w swojej głowie. Myślę że nie tylko ja. Lub zrobić cykl „Pomodlmy się…” z możliwością przesłania dziękczynienia, próśb i przeprosin. Stała czytelniczka pamietajaca o ks. w modlitwie.

    • krystian

      Mnie osobiście cieszy fakt rozkładania i genezy danego słowa w oryginalnym tekście.
      Tylko szkodza że czytający nie dzielą się tym co im na sercu leży.Asiu pisz częściej…..

  • Genowefa

    Widziałam dzisiaj taką scenkę obrazującą jak to Królestwo Boże samo rośnie.
    Wychodząca z biura urzędu osoba mija na schodach wchodzącą do góry, która zwraca się do niej:
    Pani to pewnie dobrze załatwiła sprawę bo jest taka uśmiechnięta.
    Na co zapytana odpowiada: jak będzie Pani schodzić z powrotem to też będzie się cieszyć.
    Interesantka powiedziała z powątpiewaniem w głosie, że jej temat jest trudny i nie wiadomo jak to załatwić.
    Pierwsza zakończyła rozmowę stwierdzeniem: proszę się nie martwić bo tu załatwiają tylko pomyślnie
    i Pani też będzie zadowolona ze sposobu rozwiązania.
    Pomyślałam, że czasami wystarczy tylko wyjść z domu (ze swoich czterech ścian własnego myślenia) aby zobaczyć,
    że można też inaczej.

    • krystian

      Zauważać, takie sytuacje i widzieć je w odpowiednim kontekście,jest darem.Gratuluję tego daru Genowefo…..

      • Genowefa

        Jestem wzruszona i zaskoczona księże Krystianie. Chwała Panu!

        • krystian

          Wyjaśniam aby uniknąć przypadkowej pomyłki.
          Ks.Krystian Malec którego refleksje nad Ewangelią tu czytamy to inna osoba od Krystiana,który pisze czasem przemyślenia z swojej prespektywy, czyli z mojej.Pozdrawiam Ks.Krystiana oraz czytających i piszących komentarze na tym forum. 🙂

          • Genowefa

            Przepraszam za nieporozumienie. To z emocji. Dzisiaj już się pozbierałam.

          • Genowefa

            Ponieważ czuję się winna chcę Ci szerzej napisać o tym jak na mnie zadziałało Twoje odkrycie. Jak się nagle poczułam. Najpierw przez pierwsze chwile byłam zawstydzona, trochę z niedowierzaniem przeczytałam jeszcze raz (co ty mówisz, że niby ja). Następnie dlaczego ja, „Panie nie jestem godna”. A jednocześnie radość, zrozumiałam błogosławieństwo.Zdałam sobie sprawę z bliskości Jezusa Trochę jestem skrępowana ale ucieszona, że mogę odczuć to co inni mieli już dawno. Dlatego, że ja jestem „z odzysku” i potrzebowałam dłuższej obróbki abym mogła jeszcze nadawać się do czegoś. Ale Jezusowi, synowi cieśli przydał się też taki kawałek drewna. Tym razem przeze mnie i Ciebie, a ogólnie przez wszystkich, cały swój Kościół otacza chwałą swojego Ojca i naszego Ojca. Dzięki Bogu za światło Jego Ducha Świętego. Tyle tego było naraz, taka podniosła chwila (pasujace mi Twoje określenie „szok”) więc nie dziw mi się, że nie myślałam jak się do Ciebie zwracałam. Gdzieś tam w podświadomości pewnie też myślałam o księdzu bo dzięki Niemu mogę tu się wypowiadać.