Mam ci dużo do powiedzenia… (Łk 18,1-8)

Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: «W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!” Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie nachodziła mnie bez końca i nie zadręczała mnie”».

I Pan dodał: «Słuchajcie, co mówi ten niesprawiedliwy sędzia. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?» (Łk 18,1-8)

Kiedy czytamy lub słuchamy dzisiejszej przypowieści, na pewno pierwszą rzeczą, jaka nam zapadnie w pamięć, jest wytrwałość kobiety. Jednak w tekście ukryty jest jeszcze jeden szczegół, który pokazuje nam to, jak bardzo opisywana kobieta jest godna podziwu.

W starożytnym Izraelu nie było sędziów w takim znaczeniu, jakie towarzyszy nam dzisiaj. Ktoś powie: „ale jak to?! Przecież mamy całą Księgę Sędziów!”. Owszem, ale ten termin jest niezbyt dokładnym odzwierciedleniem tego, co de facto robili. Ich misją było wybawianie Izraela z rąk jego prześladowców, gdy Naród Wybrany doświadczał z powodu swoich grzechów gniewu Bożego. Weźmy jako przykład najbardziej znanego i barwnego sędziego z tej księgi, Samsona, czy on chociaż raz przewodniczył jakiejś rozprawie sądowej? Czy wydał chociaż jeden wyrok rozstrzygający problemy religijne albo społeczne?

Sędzia w takim rozumieniu, jakie towarzyszy nam obecnie to dopiero zasługa Rzymian. A co za tym idzie, sędzia z dzisiejszej Ewangelii był przedstawicielem znienawidzonego przez Izrael najeźdźcy. Każdy przejaw obcej administracji oraz jakikolwiek ślad zwyczajów przeciwnych ustalonemu przez Torę porządkowi był przyjmowany z pogardą a wręcz otwartą wrogością. Pamiętamy, jakie wrogie traktowanie spotkało Jezusa, który poszedł w gościnę do celnika, a także gdy jednego z celników powołał na swojego ucznia. Oni również stanowili część aparatu władzy, a przynajmniej współpracowali z nim.

Kobieta zwraca się więc do przedstawiciela najeźdźcy, by ochronił ją przed jej przeciwnikiem. Nie znamy szczegółów tej sprawy, ale musiała być poważna, skoro kobieta zwraca się do wroga całego swojego narodu, by wziął ją w obronę.

I to powinno mi dać dużo do myślenia!

Jeżeli ta kobieta zwraca się do przedstawiciela Rzymian i on bierze ją pod swoją opiekę, dlaczego ja mam nie zwrócić się do Boga z każdą sprawą, która mnie trapi? Każdą sprawą, dosłownie każdą? Czy nie popadam w myślenie, że Bogu nie trzeba zawracać sobą głowy? A może myślę, że generalnie jestem w stanie poradzić sobie z większością spraw, a dopiero gdy nadejdą wielkie kłopoty, zacznę się modlić?

Czy to nie jest trochę tak jak ze znajomymi, którzy przypominają sobie o nas, gdy znajdą się w potrzebie? Czy naprawdę tak traktuję Boga?

Konkret na dziś: powiem dziś Bogu o wszystkich swoich problemach, wątpliwościach i radościach.

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec, i Syn, i Duch Święty +

Podobne wpisy: