Moje marzenia (1P 1,3-9)

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym.

Dlatego radujecie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Chociaż Go nie widzieliście, miłujecie Go, teraz także nie widząc wierzycie w Niego, wierząc zaś ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary, zbawienie dusz. (1P 1,3-9)

 

Przyznaję się bez bicia. Piszę ten komentarz bardzo późno w nocy, bo dzisiaj miałem mnóstwo spraw na głowie, bardzo dobrych i szlachetnych, ale czasochłonnych i pochłaniających wiele energii. Przy okazji przemierzyłem ok 300 km., więc „trochę” jestem zmęczony. Oczy mi się kleją i  czuję, że umysł odmawia posłuszeństwa, ale skoro zobowiązałem się codziennie pisać komentarz do Słowa, to spróbuję coś z siebie wykrzesać.

Do dzieła 🙂

Uśmiechnąłem się, gdy przeczytałem te słowa:

On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei.

Moja nadzieja ma płynąć – i płynie – ze zmartwychwstania Jezusa. Ale to nie wszystko. Moja nadzieja ma być żywa.

Jako ksiądz spotkałem wielu ludzi przy różnych okazjach: w sakramencie spowiedzi, na pielgrzymkach, w szkole. Powiedziałem też wiele kazań, wygłosiłem kilkadziesiąt nauk rekolekcyjnych i zawsze chciałem dać innym nadzieję, że warto walczyć, że warto po raz kolejny powstać, że nie wszystko stracone, że jest Bóg, który tęskni za człowiekiem. Bo tym dla mnie jest żywa nadzieja.

Nie wiem jak Ty, ale ja tęsknię za Niebem. Im dłużej żyję na tym świecie, rozważam Słowo, modlę się, poznaję Bożych szaleńców gotowych do największych poświęceń,  tym bardziej chce mi się do Nieba. Marzę o tym, żeby spotkać się z Bogiem twarzą w twarz, żeby zadać Mu te wszystkie pytania, które kłębią się w mojej głowie, żeby zobaczyć jak wygląda Jezus, żeby dowiedzieć się czy Duch Święty ma coś wspólnego z gołębiem i czy Bóg Ojciec ma długą siwą brodę. Marzę, żeby usłyszeć głos Jezusa, chcę spojrzeć Mu w oczy, bo muszą być przepiękne. Marzę, żeby spotkać Apostołów i innych bohaterów z Biblii… a także moich bliskich.

Właśnie te marzenia sprawiają, że moja nadzieja jest żywa, tzn. czekam na coś wspaniałego, czego nie można opisać słowami. Moja nadzieja oparta jest na Jego obietnicach zawartych w Słowie, a wiem, że gdy On coś obiecuje, to ZAWSZE dotrzymuje danego słowa.

Jaka jest Twoja nadzieja? Na co czekasz? Tęsknisz za Niebem?

Już chyba nic więcej sensownego nie napiszę. Dobrego dnia. Niech Cię Bóg błogosławi +

Foto, Flickr, Common Creative, https://www.flickr.com/photos/aigle_dore/

Podobne wpisy:

  • Joanna Szczerbaty

    Marze o niebie. Tam musi być pięknie. Tam mieszka Bóg. To piękne ze ksiądz mi przypomniał ze właśnie o niebie można marzyć…

  • Elżbieta

    Tak,ja też marzę o Niebie.Nasze życie tutaj na tej ziemi ,jest codzienną wędrówką ku Niebu,takie jest powołanie człowieka-dążenie do Nieba.Póki jestem na tym świecie,póki żyję,mam szansę swoim życiem „zapracować” na Niebo.Dziękuję Ci Panie Boże za Twoją Miłość i Miłosierdzie,które okazujesz mi każdego dnia.Księże Krystianie miałam tą łaskę bycia w tym miejscu i czasie gdzie Ty wczoraj przebywałeś i wygłosiłeś tak piękne i wzruszające kazanie i przewodniczyłeś tej wspaniałej Eucharystii.Pragnęłam tam się znależć i Bóg mi dopomógł.W czasie tej pięknej Homilii aż serce rosło.Bóg zapłać księże.Życzę dalszych owoców prowadzenia Ducha Świętego,Błogosławieństwa Bożego i opieki naszej Mateńki.