Miłość Chrystusa przynagla nas? (Łk 7,31-35)

 

Po odejściu wysłanników Jana Chrzciciela Jezus powiedział do tłumów:

„Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci, które przebywają na rynku i głośno przymawiają jedne drugim: «Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali».

Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: «Zły duch go opętał».

Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników». A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność”. (Łk 7,31-35)

Jan Chrzciciel największa z postaci Starego Testamentu przygotowuje wszystkich na przyjście Jezusa Chrystusa. To on jest tym, który może nie tylko widzieć własnymi oczyma, że czasy Starego Przymierza osiągają punkt kulminacyjny i zaczynają się spełniać zapowiedzi mesjańskie proroków. Właśnie Jan – jedyny z proroków Bożych nie tylko anonsuje, ogłasza światu, ale może ujrzeć zapowiadanego od wieków Mesjasza i Zbawiciela. Jana możemy nazwać heroldem Bożym, który idzie o krok przed swym Panem, aby nikt nie przeoczył przyjścia Mesjasza i aby każdy właściwie przygotował się na Jego przyjście.

Bóg odpowiednio przygotował cały proces zbawienia, w sercu swojego Syna zakorzenił i zapisał całą miłość potrzebą do pełnego wypełnienia misji. Niestety zamiast odpowiedniego przygotowania na przyjście Mesjasza następuje wśród ludu Izraela podział. To wszystko co Bóg poczynił zderzyło się z upartym, kapryśnym i zawziętym sercem ludzkim i to doprowadziło do odrzucenia nauki o zbawieniu. Chrystus patrząc na rodzące się podziały wypowiada mowę oskarżycielską przeciw zatwardziałym sercom. Jezus mówi o ludziach tego pokolenia, że są i wiarołomni, przewrotni i niewierni Bogu a tym samym lekceważą Jego zbawczą wolę. Nie może inaczej zadziałać Mesjasz, jak wypowiedzieć negatywnego sądu nad ludźmi mu współczesnymi.

Chrystus proponuje ludziom radość, wyzwolenie, w przeciwieństwie do tego co ogłaszali prorocy, którzy ogłaszali, że bliskość czasów ostatecznych spowoduje uciszenie wszelkich pieśni radości. Prorocy wprawdzie nic nie mówią o tańcu, ale zachęcają, aby na serio zastanowić się nad własną sytuacją. Głosiciele słowa Bożego ukazywali konieczność lamentu i płaczu nad swym grzechem. Słuchacze nie chcieli słuchać ani Jezusowej zapowiedzi radości, ani tym bardziej oskarżeń proroków. Słuchacze nie potrafią odczytać głębszego znaczenia sensu wydarzeń, w których biorą udział.

Jan spożywa posiłek tylko z tego co zbiera. Nie je posiłków przygotowanych przez ludzi. Jego pożywienie było z pewnością ascetyczne, zgodny z tym co zalecił Mojżesz, jednak i to spotkało się z krytyką ze strony obserwatorów. Pełne szyderstwa wyśmiewanie Jana, że jest opętanym, doprowadziło do tego, że wielu odrzuciło jego naukę. Nie przyłączyli się do Jana, wzgardzili nim, zaś siebie usprawiedliwili rzucając na proroka oszczerstwa podważające jego autorytet. Było to jednak znieważenie człowieka, który cieszył się w Izraelu powszechnym szacunkiem.

Jednakże zachowanie Jezusa, który je i pije także spotyka się ze słowem krytyki, że prowadzi libertyński, pełen hedonizmu, styl życia. Wobec Jezusa także przywódcy nie szczędzą obraźliwych słów. Jezus od początku swojej działalności idzie do ludzi z marginesu, co pewne kręgi wprowadziło w konsternację. Aby podważyć autorytet Nauczyciela rozpowszechniano więc oszczerstwo, że jest żarłokiem i pijakiem a także otacza się ludźmi wywodzącymi się niekoniecznie z elit ówczesnych, W ten sposób także wystawiali Jezusa na pośmiewisko i obelgi ze strony różnych ludzi. W taki niecny sposób nie tylko wyrażali pogardę wobec Jezusa i Jego nauki, ale także odrzucali Jego działalność zbawczą.

Dwaj Mężowie Boży zostali uznani przez elity za zagrożenie. Asceza Jana była dla nich szaleństwem i wynikała z opętania, zaś pełne miłości i radości zachowanie Jezusa uznawali za rozpustę. Przyświecał temu jeden cel, żeby jak najwięcej ludzi odciągnąć od nauki o zbawieniu i zachować u swojego boku jak najwięcej zwolenników. Myśleli tylko o sobie, o swojej władzy, o swoim statusie społecznym, zaś zapomnieli o otwartości na głos Boga. Prawdę uznali za fałsz, co odrzuciło ich od Boga i Zbawiciela.

Nie jest to jednak tylko wydarzenie z przeszłości, także może dotyczyć teraźniejszości, kiedy zamiast nawrócenia, odrzuca się mężów Bożych, którzy powodują wyrzuty sumienia. Na ludzi prawych rzuca się oskarżenia, ośmiesza, poniża, żeby odwrócić uwagę od własnych niegodziwych czynów. Bóg jednak nie przestaje nikogo kochać i nie zniechęca się w wzywaniu ludzi do nawrócenia. Nigdy nie jest w miłości Boga za późno, ale konieczne jest odkrycie w słowach Jezusa mądrości.

Konkret na dziś: Zastanowię się jakie powinno być moje działanie, abym nie kierował się przekorą, która przeszkadza w przyjęciu prawdy o moim życiu. Pomocą niech będzie lektura 1 Kor 12, 31 – 13, 13

 

Niech każdego z Was błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty. Amen.

 

Podobne wpisy:

  • Monia

    Czytając ewangelie i ks.komentarz odniosłam wrażenie, że to wszystko teraz się dzieje,ma miejsce w czasie obecnym.Pewnym ludziom zależy na tym aby odciągnąć chrześcijan od nauki kościoła,sakramentów czy życia wg.przykazań, a na konec od Boga.Ilu katolików biega „od stadionu do stadionu szukajac nie wiadomo czego.Jezus jest na wyciągnięcie ręki,w każdym tabernakulum na całym świecie.Czeka aż do niego przyjdziemy, bądź Sam wychodzi nam na spotkanie.
    Iluż to „fałszywych proroków” zamydla ludziom oczy by przeciągnąć na swoją strone.
    Z Panem Bogiem.Dziękuje za portal.Pamiętam w modlitwie.Bóg zapłać.

  • Genowefa

    Wiem z doświadczenia i to normalne, że w ciemności trudno rozpoznać kształty przedmiotów otaczających mnie.
    A to proste, jak w codziennym życiu wstaję i zapalam światło lampki na nocnym stoliku obok mnie.

    Okaże się trudne wtedy kiedy po ciemku lub w innym otoczeniu chcę znaleźć kontakt-przycisk na ścianie.

    Kiedy korzystam z „punktów oświetleniowych” zaczynam być pewna w działaniu, wg Bożego słowa.

    Podobnie z Panem Jezusem kiedy On przychodzi a ja jestem zajęta swoim myśleniem, racjami

    bez wrażliwości na Niego, to nie dam się prowadzić i nie pójdę za Nim.

    A to jest błąd, który później zobaczę bo cały czas Jezus oświetla mi moją ścieżkę ale ja nieraz zachowuję jak ślepa.
    Nie patrzę na cel drogi a tylko przed sobą sprawdzam czy przeszkód mogę przejść..
    Jezus pozostaje nie rozpoznany, i wówczas jest tylko tematem.