Miłosierdzie – lekarstwo na grzech a nie jego akceptacja

Bóg poprzez wiarę, nadzieję i miłość, które przemieniają serce człowieka i pozwalają mu już na ziemi uczestniczyć w rzeczywistości niebieskiej, okazuje swoją bliskość człowiekowi. Niestety odpowiedź człowieka nie zawsze odpowiada ogromowi miłości Boga. Grzech zaczyna zataczać jeszcze szersze kręgi (por. Rz 5,12-19), ale nie ma on ostatecznego słowa. Bóg na grzech dał lekarstwo – bezmiar swojej łaski (por. Rz 5, 20-21). Jednakże i to może powodować błędne myślenie, że grzesząc pozwalamy aby łaska Boża okazywała się jeszcze bardziej skuteczna.

Człowiek dopiero w perspektywie Chrystusowego życia bez grzechu może zrozumieć rzeczywistość swojej grzesznej egzystencji. Jednocześnie rozpoznaje cały rozmiar grzechu i całą jego perfidię. Wierzący konfrontuje swoje obecne życie, z tym, które wiódł przed nawróceniem, a to pozwala mu porównać swoje życie zanim uwierzył w Chrystusa i życie, które wiedzie w wierze.

Wyraźniej to wszystko wybrzmiewa w optyce chrzcielnej. Możemy zrozumieć, że wspólnota wierzących jest przestrzenią wolną od grzechu. Chrześcijanin włączony przez chrzest w Chrystusa raz na zawsze obumarł dla mocy grzechu (por Rz 6, 1-11).

Argument wypływający z chrztu pozwala Pawłowi pokazać absurd rozumowania niektórych, że obumarłszy dla grzechu ochrzczeni nie mogą żyć dalej w grzechu. Przekonanie o chrzcie, który wprowadza wierzącego na nowy poziom egzystencji, gdzie grzech utracił już swoją moc oddziaływania, pozwala Pawłowi wyrazić pozytywną myśl: niechże więc grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele, poddając was swoim pożądliwością (Rz 6,12).

Śmierć Jezusa była aktem jednorazowym (por. 1 Kor 15,3), tak samo jak Zmartwychwstanie, które dokonuje się zgodnie z Pismem (1 Kor 15,4). Chrystus umierając za grzesznika (por. Rz 5,6-8; 1 Tes 5,10) i zmartwychwstając (por. Rz 6,9) przynosi człowiekowi wewnętrzną przemianę tak, że może od momentu chrztu mówić o sobie jako o nowym stworzeniu (por. Ga 6,15; 2 Kor 5,17). Zjednoczenie z Chrystusem w obmyciu chrzcielnym skutkuje nowym życiem wewnętrznym. Wprawdzie jeszcze przebywa na ziemi i nie doświadcza jeszcze pełni skutków zbawienia (por Rz 8,22), ale w łączności z Chrystusem osiągnie wszystkie skutki Wydarzenia Chrystusa (por. Rz 8,21). Ochrzczony powinien być o tym przekonany poprzez swoje nowe życie wewnętrzne, gdzie jest świadomość śmierci dla grzechu (por. Rz 6, 11) i przekonanie wyzwolenia z niewoli grzechu (por. Rz 6, 17).

Zanurzając się w chrzcie wierzący umiera dla grzechu, zostaje pogrzebany, ale jednocześnie zmartwychwstaje do nowego życia z Chrystusem (por. 6,3-4). Wraz z chrztem rozpoczyna się nowy sposób istnienia człowieka w Bogu, który musi być okazywany innym poprzez to, że nowy człowiek będzie walczył ze złymi skłonnościami, które są pozostałościami panowania grzechu. Jest to możliwe, bo chrzest to nie tylko współumieranie i współzmartwychwstawanie razem z Chrystusem, ale także łaska, którą jest obdarowywany chrześcijanin dająca mu siłę i zdolność przeciwstawienia się złym skłonnościom (por. 6, 12-23). Tutaj nastąpiła przemiana człowieka, że już nie żyje on, ale żyje w nim Chrystus (por. Ga 2,20).

Nowe życie chrześcijanina to nie tylko doświadczenie zmysłowe, ani też rozważania świadomości, ale doświadczenie wiary, na podstawie której udzielono człowiekowi chrztu. Rozpoczyna się dla chrześcijanina nowy etap egzystencji z Chrystusem – udział w Jego życiu: abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca (Rz 6,4; por także 2 Kor 4,10-11).

Świadomość, że gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 5,20), nie może zachęcać człowieka do pozostawania w słodkim nic nie robieniu i w braku współpracy z łaską Bożą. Zanurzenie w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa ma mobilizować człowieka, aby swoim życiem ukazywał, że nie żyje już on, lecz żyje w nim Chrystus.

Podobne wpisy: