Nie mnóż zera (Łk 17,1-6)

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu dla jednego z tych małych. Uważajcie na siebie!

Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli będzie żałował, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwrócił się do ciebie, mówiąc: „Żałuję tego”, przebacz mu».

Apostołowie prosili Pana: «Przymnóż nam wiary».

Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze”, a byłaby wam posłuszna». (Łk 17,1-6)

Można długo dyskutować, czy jest w tym fragmencie jeden temat poruszany z trzech różnych punktów widzenia, czy może trzy różne tematy. Uczeni raczej skłaniają się ku twierdzeniu, że przytoczona Ewangelia zawiera apoftegmaty Jezusa. Apoftegmat jest to jakaś niezbyt długa myśl lub pouczenie, cechujący się tym, że zapada w pamięć poprzez swoją błyskotliwość lub żartobliwość. Takie myśli zbierano nie troszcząc się o to, czy były one wypowiedziane razem, czy pierwotnie pojawiły się w całkowicie różnych miejscach i porach.

Dzisiaj uderzyła mnie w Ewangelii pewna sprawa gramatyczno-leksykalna. W ostatnim zdaniu tego fragmentu, Jezus poucza o naturze wiary używając zdania warunkowego. Użyty tu typ składni opisuje sytuację nieistniejącą choć możliwą do zaistnienia. Dlatego też bardzo mi się podoba, że w tłumaczeniu słów apostołów pojawia się słowo „przymnóż”. Mnożenie ma sens, gdy nie mnoży się zera. Wtedy zawsze otrzymamy zero.

Dlaczego Jezus krytykuje prośbę o przymnożenie wiary? Bo ona wymaga zaangażowania i wysiłku ze strony człowieka. Jeżeli chcemy przyjść „na gotowe”, to nie będziemy mieli wiary, ale raczej będziemy brnąć w przesądy lub będziemy utwierdzać się w naszych wyobrażeniach o Bogu.

Na mocy sakramentu chrztu każdy z nas otrzymuje dar wiary, który musi rozwijać i chronić. I mimo że sami nie możemy stworzyć wiary, bo jest ona darem Boga, to nie możemy założyć rąk i biernie trwać w oczekiwaniu.

Jeżeli Bogu oddam do pomnożenia zero swojej wiary, to nie powinienem spodziewać się spektakularnych rezultatów. Ale jeżeli razem z nim każdego dnia będę starał się dodawać do moich ułamków i okruchów wiary więcej zażyłości, zobaczę, że każdego dnia zasypiam z coraz większym dorobkiem.

Czy żądam od Boga mnożenia zera? Czy może proszę o dodawanie i rozszerzanie wiary?

Konkret na dziś: poproszę Boga o współpracę w rozwoju mojej wiary.

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: niech cię błogosławi Bóg wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy: