Myślał, że może wszystko, bo miał władzę. Przeliczył się. Jak nie popełnić jego błędu? (Łk 9,7-9)

Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał.

Lecz Herod mówił: „Ja kazałem ściąć Jana. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć. (Łk 9,7-9)

Herod pomimo tego, że był Judejczykiem, czyli wyznawał wiarę w Jedynego Boga Jahwe, to tak naprawdę żył jak poganin. Nie szanował Bożych praw i nakazów i sam sobie wyznaczał, co jest dobre a co złe. Dlaczego piszę w ten sposób?

Nierozerwalność małżeństwa nie jest pomysłem Kościoła, na który wpadł niedawno. Jest to prawo dane przez samego Boga wiele wieków temu. Obowiązywało ono również w czasach Jezusa. Ale tak jak dzisiaj, tak też wtedy zdarzali się ludzie, którzy nie respektowali go i modyfikowali według własnego upodobania lub interesów. Należał do nich m.in. tetrarcha Herod. Poślubił bowiem żonę swojego brata Filipa. Być może liczył, że ta sprawa „rozejdzie się po kościach”. Stało się inaczej, gdyż w tym czasie działał Jan Chrzciciel, który w jednoznaczny sposób nazywał grzech władcy i jego konkubiny. Oczywiste jest to, że takie publiczne napominanie nie podobało się Herodowi i jego nowej małżonce. Z tego też powodu tetrarcha zamknął Jana w więzieniu, a później kazał go ściąć mieczem na życzenie podburzonej przez matkę córki Herodiady Salome.

Jan Chrzciciel cieszył się wielkim szacunkiem wśród swoich rodaków, więc jego śmierć odbiła się głośnym echem wśród ludu. Jednak warto przypomnieć, że prorok nie był jedyną wpływową osobą, której nie podobały się działania Heroda. Należał do nich także ojciec pierwszej żony tetrarchy, z którą rozwiódł się, gdy postanowił poślubić Herodiadę. Wyruszył on na wojnę z Herodem i pokonał go. Wielu – w tym żydowski historyk Józef Flawiusz – odczytało to zwycięstwo jako karę za uwięzienie i zabicie Jana Chrzciciela.

Co dla nas może oznaczać dzisiejsze Słowo w perspektywie tego, co wiemy o Janie, Herodzie i Jezusie?

Na początku napisałem, że władca żył jak poganin, chociaż był Judejczykiem. Sama przynależność do narodu, który jest jednoznacznie utożsamiany z wiarą w Boga, nie oznacza tego, że każdy członek tej społeczności jest osobą wierzącą. Myślę, ze my Polacy powinniśmy sobie wziąć tę informację mocno do serca. Jak podają statystyki, ok. 90% procent z nas jest ochrzczonych i należy do Kościoła Katolickiego. Patrząc jedynie na tę liczbę, można sobie pomyśleć, że w naszej ojczyźnie niemal wszyscy są ludźmi wierzącymi, a co za tym idzie ‒ poważnie traktują Prawo Boże.

Jak jest w istocie? Wystarczy poobserwować nas na co dzień, posłuchać wiadomości, poczytać wpisy i komentarze pod nimi w Internecie, a wyłania się dosyć smutny obraz. Można dojść do wniosku, że często nie widać po nas i naszym zachowaniu wiary i respektowania Bożych praw w naszej codzienności. Owszem, na Msze i nabożeństwa ciągle chodzi wiele osób i z tego się trzeba cieszyć. Ale taki stan rzeczy nie może uśpić naszej czujności. Pomimo deklarowania wiary w Boga wiele osób nie uznaje nauczania Kościoła i żyje po swojemu. Tak jak Herod! Niby wierzył, ale za nic miał to, co mówi Bóg. Możliwe, że regularnie chodził do świątyni, odmawiał modlitwy. Mimo to sam zaczął decydować, co wolno a czego nie wolno robić. Takie działanie, gdy człowiek stawia się w miejscu Boga i sam decyduje o tym, co jest grzechem a co nim nie jest, musi prędzej czy później doprowadzić do jego upadku.

Herod uznał, że wolno mu zmienić Boże prawo dotyczące nierozerwalności małżeństwa, bo miał władzę w rękach. Jednak Bóg postawił na jego drodze Jana, który upominał go. Nie robił tego dlatego, żeby mu „dowalić”, ale żeby ratować jego duszę. Niestety, władca nie posłuchał, nie nawrócił się i zabił proroka.

Jak jest ze mną? Czy zgadzam się z Bożym Prawem, które daje mi Kościół? Czy może skrzętnie wybieram to, co mi odpowiada, a to, co zmuszałoby mnie do zmiany życia, systematycznie odrzucam? Jak reaguję na słowa upomnienia? Jaki mam stosunek do aborcji, eutanazji, związków homoseksualnych, nierozerwalności małżeństwa? Czy zdanie Kościoła jest dla mnie ważne czy może chodzę na Mszę, modlę się, przyjmuję księdza po kolędzie, ale i tak swoje myślę i robię? Czy jestem jednym z tych, którzy mówią: Bóg – TAK, Kościół – NIE?

Wiem, że są to trudne pytania, które dotykają spraw najważniejszych i mogą powodować nawet czyjeś oburzenie. Ale musimy je sobie stawiać dla dobra naszej duszy. Bóg kocha nas, ale także upomina, gdy marnujemy swoje życie. Tak jak przez wieki, tak i teraz przypomina nam, co robić a czego unikać, aby trafić do Nieba. Robi to przede wszystkim ustami Kościoła.

Konkret na dzisiaj: czy zgadzasz się z nauczaniem Kościoła? Czy ufasz Jezusowi, który działa przez swoje Mistyczne Ciało, czyli Kościół? Jeśli nie to w jakich kwestiach i dlaczego?

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/98004108@N03/

Podobne wpisy: