Co jest najważniejsze? (Mt 4,18-22)

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami.
I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”.
Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.
A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał.
A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. (Mt 4,18-22)

Pewnie każdy z nas, przynajmniej od czasu do czasu, zadaje sobie pytanie: „Co w życiu jest najważniejsze? Po co ja w ogóle żyję? Jaki jest sens mojego istnienia?”

Z ciekawości wstukałem sobie do wyszukiwarki w Internecie pierwsze z wymienionych pytań i wyskoczyły takie odpowiedzi: Najważniejsze w życiu każdego człowieka jest to, aby był szczęśliwy i zadowolony z siebie; w innym miejscu: najważniejsze są rodzina, miłość, szczerość, zaufanie i przyjaźń. Jeszcze gdzieś indziej: najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa.

Z kolei dzięki spotkaniom z ludźmi, np. podczas wizyty kolędowej osłuchałem się wiele razy z kultowym: „Proszę księdza, aby zdrowie było, bo zdrowie jest najważniejsze” i aż dziw bierze, że ciągle takie twierdzenie uważam za cokolwiek niewystarczającą.

Co zatem jest najważniejsze? Odpowiedzmy:  najważniejsze jest niebo. Najważniejsze jest osiągnięcie zbawienia.

Czytając takie stwierdzenie możesz, nawet trochę nieświadomie, się obruszyć i pomyśleć sobie: „Niebo jest najważniejsze? A co z ziemią? Czy takie myślenie nie odrywa od zaangażowania w teraźniejszość i nie przenosi mnie w jakąś iluzoryczną rzeczywistość?”. Albo możesz zaprotestować: „Przecież rodzina, szczęście, przyjaźń, miłość są ważniejsze. Są najważniejsze”. I… masz rację. Ale powiedzmy sobie wprost: bez wieczności te piękne wartości stają się… bezwartościowe.

Bo czymże jest rodzina bez wieczności, jeśli nie tym, co bezpowrotnie tracimy? Czym jest szczęście bez wieczności jeśli nie niepokojem, że przecież to szczęście się skończy i bezpowrotnie przeminie? Czym bez wieczności jest przyjaźń i miłość jeśli nie tym, co chcielibyśmy rozpaczliwie zachować i ustrzec, a czego zrobić nie potrafimy?

Bez wieczności, bez nadziei na niebo życie człowieka jest niczym szklanka napełniona wodą, w której tej wody z każdą chwilą ubywa. Choćby „łyki wody” były najpiękniejsze, najwznioślejsze, to każda chwila jest traceniem. Ale gdy zaczynamy wierzyć w niebo i ku niemu kierujemy swoje myśli i pragnienia, to każda chwila jest przybliżaniem się do pełni. Szklanka nie staje się z każdą chwilą bardziej pusta, ale z każdą chwilą przybliża się do pełni.

Kiedyś papież Benedykt, jeszcze przed wyborem na Stolicę Piotrową, napisał: „Człowiek potrzebuje wieczności, każda inna nadzieja jest dla niego niewystarczająca. Tylko wieczność może prawdziwie dać czas człowiekowi. Człowiek nie wierzący w niebo  spotyka się z nicością, która ma przyjść po teraźniejszości. Nicość ta wysysa także teraźniejszość i czyni ją nie do zniesienia. Tylko wieczność może zjednoczyć teraźniejszość z przyszłością. Musimy znów zdobyć się na odwagę, aby uwierzyć całym sercem w życie wieczne. Wtedy przekonamy się, jak życie samo z siebie stenie się bogatsze, wolniejsze i piękniejsze.”

Tylko wiara w niebo pozwala nam na prawdziwe, niezmącone, nieprzemijające, wieczne szczęście; tylko propozycja życia wiecznego jest adekwatna do naszych najgłębszych pragnień.

I takie podążanie za życiem widzimy w dzisiejszej Ewangelii. Mówiąc najbardziej wprost Andrzej, późniejszy Apostoł, szukał Życia. Piszę z dużej litery jak najbardziej świadomie, bo chodzi o Życie jakim jest Jezus („Ja jestem zmartwychwstaniem i życie” J 11,25, „Ja jestem drogą i prawdą i życiem” J 14,6). Dotychczasowe życie było dla Andrzeja niewystarczające, było tęsknotą za tym, co jest ważniejsze, co jest najważniejsze, a co zostało zaspokojone dopiero w momencie rozpoznania Jezusa jako Mesjasza. Powiedzmy to jeszcze inaczej: Znalezienie tego co najważniejsze jest równoznaczne z pójściem za Jezusem.

Jakie to ma konsekwencje dla mojego życia dzisiaj? W trakcie tego miesiąca usłyszałem od znajomego ks. Mateusza myśl jaką zaczerpnął on od swojego świętego Patrona (ale nie ewangelisty): „Przede wszystkim dobro duszy”. Moja myśl powinna być jasna: Skoro zbawienie jest najważniejsze, to będę dokonywał takich wyborów, aby były zgodne z nauczaniem Jezusa i Kościoła, a co za tym idzie, aby skutkowały dobrem mojej duszy i przybliżały mnie do życia wiecznego w niebie.

Konkret na dziś: Będę w ciągu dnia wracał do myśli, że najważniejsze jest niebo i według tej myśli układał swoje postępowanie.

 

ks. Łukasz Malec

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    U powołanych to pragnienie było przemożne, pociągające.

    Oni „natychmiast” zostawili to co robili i „poszli za Nim”.