Czy to naprawdę Ty? (Łk 7,18b-23)

Jan przywołał do siebie dwóch spośród swoich uczniów i posłał ich do Jezusa z zapytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Gdy ludzie ci zjawili się u Jezusa, rzekli: „Jan Chrzciciel przysyła nas do Ciebie z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”

W tym właśnie czasie wielu uzdrowił z chorób, dolegliwości i uwolnił od złych duchów; oraz wielu niewidomych obdarzył wzrokiem. Odpowiedział im więc:

„Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi”. (Łk 7,18b-23)

W zasadzie mógłbym dzisiaj nie pisać komentarza. Dlaczego? Ponieważ w niedzielę rozważaliśmy niemal te same słowa, ale w wersji św. Mateusza (Mt 11,2-11). Więc wystarczyłoby zrobić „kopiuj, wklej” i miałbym wolny dzień, ale to byłoby pójście na łatwiznę i wyraz braku szacunku do Was. Skoro Bóg daje nam w tak krótkim odstępie czasu prawie jednakowe fragmenty Ewangelii (podobnie będzie jutro), to musi w tym być sens, więc poszukajmy go J

Dzisiaj chciałbym skupić się jedynie na ostatnim zdaniu, które pada z ust Jezusa:

A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. (Łk 7,23)

Gdy weźmiemy do ręki grecką wersję tych słów καὶ μακάριός ἐστιν, ὃς ἐὰν μὴ σκανδαλισθῇ ἐν ἐμοί (kai makarios estin, hos ean me skandalisthe en emoi) zobaczymy pewne ciekawe i jednocześnie bardzo trudne do przełożenia na język polski słowo σκανδαλίζω (skandalidzo). Oznacza ono: powodować wpadnięcie w pułapkę, stąd: powodować upadek, prowadzić do grzechu, urażać, oburzać, gorszyć, wpaść w czyjeś sidło, potknąć się, upaść z jakiegoś powodu. Od niego pochodzi słowo „skandal”. Jak widzimy wersja, którą zaproponowała nam popularna „Tysiąclatka”, jest bardzo łagodna. Być może tłumacz nieco bał się pokazać św. Jana Chrzciciela w negatywnym świetle? Nie wiem. To są tylko moje przypuszczenia i nie muszą być słuszne.

Ale spróbujmy – znając szerszy wachlarz znaczeniowy słowa σκανδαλίζω (skandalidzo) – przełożyć to zdanie na język polski i zastanowić się, co św. Łukasz chciał nam powiedzieć? Ks. prof. Franciszek Mickiewicz SAC proponuje takie opcje: „A szczęśliwy jest ten, kto nie upadnie z mego powodu”, „kto z mego powodu nie stanie się gorszy” lub „kto przeze mnie nie zejdzie na błędne drogi”. Mój wykładowca języka greckiego Nowego Testamentu ks. dr Andrzej Piwowar, który jest dla mnie absolutnym autorytetem, gdy chodzi o grekę nowotestamentalną, zaproponował takie tłumaczenie: „Błogosławiony jest, ktokolwiek nie zgorszyłby się z powodu mnie/mną”. Obydwaj naukowcy uzmysławiają nam, że słowa, które kieruje Zbawiciel w stronę swojego poprzednika, są bardzo mocne, a może nawet wstrząsające i mogą wprowadzać w zdumienie.

Nie wiem, jakie odczucia na temat Jana Chrzciciela wywołują one w Tobie. Myślę, że jesteśmy raczej przyzwyczajeni do stawiania go jako wzoru stabilnej i pewnej wiary, która doprowadziła go aż do męczeństwa. Tymczasem dzisiejsza, a także niedzielna ewangelia zdają się sugerować, że mogło być inaczej, że syn Zachariasza i Elżbiety mógł być (o zgrozo!) nawet chwilowo zgorszony postawą Jezusa.

Dlaczego jest to prawdopodobna wersja wydarzeń? Analizując całą działalność prorocką świętego Jana, czyli jego słowa i czyny widać, że był on mocno zakorzeniony w apokaliptyce żydowskiej, a ta pokazywała oczekiwanego Mesjasza jako sprawiedliwego, ale jednocześnie bardzo surowego i srogiego sędziego, który miał dokonać sądu nad całym światem. Sam Jan mówił nad Jordanem:

«Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym». (J 3,17-18)

Nie możemy mieć do niego pretensji, że miał taką wizję oczekiwanego Pomazańca, ponieważ takie było powszechne przekonanie całego Izraela, a on – mówiąc kolokwialnie – wyssał je z mlekiem matki. Nie były to wizje wymyślone przez jakiegoś nawiedzonego wizjonera, ale bardzo mocno opierały się na pismach Starego Testamentu i powtarzano je przez pokolenia. Tymczasem kuzyn Jana od początku zachowywał się nieco inaczej i głosił prawdę nie tylko o bożej sprawiedliwości i nieuniknionym sądzie, ale także – a może przede wszystkim – o nieskończonym miłosierdziu względem grzeszników. To mogło gorszyć Jana. Nie sądźmy, że jego wiara nie potrzebowała oczyszczenia i była wolna od trudności i wątpliwości. To Jezus jest Bogiem, a nie Jan. To człowiek ma się dostosować do Boga, a nie odwrotnie. Syn Zachariasza i Elżbiety, jak każdy musiał weryfikować swoje oczekiwania co do Boga i Jego działania w świecie i jego życiu. Spotkałem się z taką interpretacją pytania, które Chrzciciel kieruje do Jezusa przez swoich uczniów, że chciał przez nie niejako zmusić Rabbiego, aby zaczął działać tak jak on tego oczekiwał, tzn. żeby zaczął zachowywać się jak potężny, sprawiedliwy i surowy sędzia świata, który oczyści go z wszelkiego zła. Podkreślę to jeszcze raz, Jan – jak każdy człowiek – miał swoje oczekiwania wobec Boga i on także mógł się poczuć rozczarowany tym, co mówił i jak działał Jezus. Mistrz w czasie swojego życia zgorszył wielu. Czym? Przede wszystkim tym, że był blisko celników i grzeszników, że nie przepędzał ich, ale miał dla nich czas i szukał człowieka w człowieku. Choćby stojąca naprzeciw Niego osoba była tak ubabrana w grzechy, że została opętana przez diabła, to Jeszua zawsze umiał dostrzec w niej Boże dziecko, które potrzebuje miłości i pomocy. Życie Rabbiego miało niewiele wspólnego z oczekiwanym przez Żydów Mesjaszem politycznym czy też groźnym sędzią, ale było byciem z grzesznikami i dla grzeszników. Jego miłosierdzie wielu gorszyło, bo mieli inne oczekiwania.

Być może i Ty masz w głowie obraz Boga, którego jedynym i ulubionym zajęciem jest czyhanie na Twój błąd, aby później móc go wytknąć. Rzecz jasna On nie chce grzechu w naszym życiu i każde przekroczenie przykazań rani Jego serce. Także zapowiadany przez proroków i samego Jezusa dzień sądu ostatecznego zbliża się z każdą chwilą, ale to nie zmienia faktu, że On nas kocha i pragnie, aby każdy człowiek został zbawiony. Jan musiał przejść weryfikację swojego obrazu Mesjasza. Z całą pewnością nie była to dla niego prosta sprawa, bo ciężko jest zmienić z dnia na dzień swoje myślenie. Ale pocieszające jest to, że Jego wątpliwości nie zostały zamknięte razem z nim w Macheroncie. Przez swoich uczniów przyznał się do tego, że czegoś nie rozumie. To wymagało wielkiej pokory. Przecież Jan miał wielu uczniów, którzy z zapartym tchem słuchali Jego nauk. Gdyby zależało mu tylko na osobistych korzyściach, to mógłby do końca zgrywać „tego mądrego”, ale poklask ludzi nigdy nie był dla niego wyznacznikiem. Wiedział, że jego misją jest przygotowanie drogi dla Mesjasza. Mając świadomość, że jego życie zbliża się do kresu na pewno chciał także swoim uczniom wskazać Tego, za którym powinni pójść, gdy jego zabraknie.

Proszę, nie gorsz się tym, że Jan na chwilę zgorszył się Jezusem. On był takim samym człowiekiem jak Ty i ja. To, że w ciągu kilku dni dwukrotnie słyszymy o jego wątpliwościach, jest dla mnie dowodem wielkiej troski Boga o nas. Myślę, że przez to nasz Ojciec chce nam przypomnieć, że mamy prawo czegoś nie rozumieć, że mamy prawo przychodzić z naszymi wątpliwościami, że nie musimy przed Nim grać nieomylnych, ale czuć się swobodnie i zadawać pytania.

To, że zdarza Ci się wątpić, nie jest czymś nienormalnym, za co powinieneś się potępiać. Gdybyśmy prześledzili uważnie historie życia biblijnych bohaterów, a potem żywoty świętych u każdego znajdziemy chwile zawahania, a czasami nawet wielkiej ciemności i buntu. Biblia nie jest komiksem opowiadającym o życiu superbohaterów, ale księgą o zwykłych/niezwykłych ludziach, którzy dali się Bogu pokochać i zmieniać. Nieraz musieli zmierzyć się z fałszywym obrazem Boga, jaki mieli w głowie albo jaki inni im narzucili. Na pewno wymagało to od nich wielkiego wysiłku, ale podjęli go i na tym polega ich wielkość. Nieraz w naszym życiu przyjdzie moment zgorszenia Bogiem, bo będzie działał inaczej niż tego chcemy i oczekujemy. Ważne jest, abyśmy pozwolili Mu, żeby to On sam zmieniał nasze myślenie i pokazywał kim i jaki jest naprawdę.

Konkret na dzisiaj: dlaczego zdarza Ci się być rozczarowanym Bogiem?

Na trud poszukiwania odpowiedzi niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/hernanpc/

Podobne wpisy:

  • krystian

    ” Dlaczego zdarza Ci się być rozczarowanym Bogiem? ”

    Z tego samego powodu co 2 tysiące lat temu.Chcę by przyszedł z mocą i usunoł z mojego życia trudności z którymi sobię nie radzę.
    A czasem widzę że ten świat mnie rozjeżdża,jak walec. Przegrywam bo nie jestem w stanie zmienić pewnych spraw.
    Wtedy wołam,tak Jan z więzienia: Czy dobrze zrobiłem że pokładałem w Tobie Jezu wiarę? Jezus odpowiada: Wytrwaj.

    A ja czuję się czasem jak Jan w więzieniu.Bezsilny, zamknięty,skrępowany.I z pytaniem w sercu.
    Pytaniem które brzmi: Gdzie w moim życiu popełniem błąd, że jestem tu gdzie jestem?

    Tylko że jest jedna drobna różnica. Ja chcę by Jezus mnie wybawił od ciężaru.A Jezus mi odpowiada: „Krystian, Ja nie wybawiam.Ja zbawiam, a zbawienie jest dopiero po śmierci więc
    błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi.

    • An na

      „Wydobył mnie z dołu zagłady, wydobył z kałuży błota”
      On może Cię wybawić tu i teraz! (oczywiście nie w takim sensie, że teraz pstryknie palcem i wszystkie problemy się skończą)
      „Wierz tylko”.
      Proś o siłę, wiarę i wytrwałość.

  • krystian

    „Błogosławiony jest, ktokolwiek nie zgorszyłby się z powodu mnie/mną”.
    Nie boi się ksiądz pisać i szukać prawdy.Dobrze więc, odsłońmy pozostałe karty.

    „że syn Zachariasza i Elżbiety mógł być (o zgrozo!) nawet chwilowo zgorszony postawą Jezusa.”

    Napewno był.

    Przecież sam Jezus nauczał: ” Byłem w więzieniu a nie odwiedziliście mnie”. Jezus nie odwiedza w więzieniu swojego kuzyna, ostaniego proroka.
    Powinien jako wielki Mesjasz iść do Heroda, ukazać swoją wielką siłę i wyzwolić Jana.Powinien stanąć przed Herodem i założyć się z nim że jesli On uzdrowi paralityka to Herod wypuści Jana.A tu nic takiego się nie dzieje.
    Dlaczego?

    Jezus mu mówi: Nie gorsz się na mnie.I to ma wystarczyć?!

    Jak wyszedł na tym Jan ?
    A mianowicie bardzo dobrze.
    „Oczom głupich wydawało się że pomarli”. Zero długich tortur czy lata w zgniłym lochu.Jedno cięcie miecza, parę sekund zanim krew wytryśnie z tętnic i po wszystkim.
    Jan już jest po drugiej stronie.
    Tam nie musi jejść szarańczy ani wybierać dzikim pszczołom miodu by nie czuć głodu.Nie musi sie okrwać skórami dzikich zwierząt z zimna.Jan zrobił kawał dobrej roboty,więc Bóg załatwił mu wczesniejszy urlop…

    A Jezus poszedł dalej nauczać…..
    Przed Nim jeszcze kupa roboty.
    Trzeba zbawić człowieka.
    Każdego człowieka……

  • Genowefa

    Zawsze mam możliwość rozczarowania, gdy okaże się że moje myślenie idące w innym kierunku jest błędne. Ale traktuję to tylko jako próbę i nie przeżywam zawodu. Bo można zacząć ponownie.
    Dzisiaj również niepewnie ale powiem jak umiem.
    Użyte trudne słowo zostało w sensie aby Jan się nie zgorszył, nie upadł na duchu, nie uraził tym co usłyszał.
    A raczej nie usłyszał…
    Przecież doskonale wiedział z zapowiadanych proroctw o Mesjaszu, że zabrakło wśród wymienionych znaków jednego stwierdzenia, dotyczącego więźniów. Mógł to niedopowiedzenie potraktować jako zapowiedź, że nie opuści już nigdy celi
    a co zatym idzie to tu w więzieniu umrze.
    Gdy mu uczniowie przynieśli tą wiadomość wówczas jego nadzieja całkowicie zniknęła.
    Być może Jezus tym ostatnim zdaniem chciał wlać w niego trochę otuchy i pocieszyć strapionego Jana gdy usłyszał przekazane przez uczniów odpowiedzi.

  • Genowefa

    Księże Krystianie dziękuję za podsuniętą myśl o więźniu. Szczęść Boże.