Nawet grzesznicy chcą spotkać Boga w Tobie (Łk 9,7-9)

Tetrarcha Herod posłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Chrystusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że zjawił się Eliasz; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. A Herod mówił: „Jana kazałem ściąć. Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I starał się Go zobaczyć.

Herod – człowiek, któremu się wydawało, że robi dobrze, że jest na fali, że potrafi przestraszyć tych co mają w sobie Boże Prawo. Z jednej strony człowiek sukcesu, bo jest tetrarchą, a z drugiej tchórzem, który boi się własnego cienia. Człowiek, który nie bał się ściąć Jana Chrzciciela, a z drugiej strony bał się opinii ludzi, którzy go otaczają. Można powiedzieć współczesny walczący z Bogiem, ale w głębi duszy pragnący spotkania z Nim. Wie, że robi źle, że łamie Boże przykazania, że nie potrzebuje Boga, a z drugiej strony jest ciekawy, gdy słyszy o Jezusie.

            Współczesny świat  przepełniony pośpiechem, brakiem autorytetów, uciekający w konsumpcjonizm, podważa swoje boskie pochodzenie. Wielu ludzi żyje tak, jakby Boga nie było. Media pokazują świat grzechu, profanują największe świętości nie tylko te związane z Bogiem i religią, ale nawet już te, które łączą się z życiem kulturowym i patriotycznym. Przykazania Boże i Kościelne to już archaizm i średniowiecze, a ci którzy próbują żyć moralnie są uważanie za ludzi nieznających życia i ciągle się o wszystko czepiających. Kościół jest zły, kiedy mówi o grzechu i staje się wyrzutem sumienia. Rozmawiając z młodymi ludźmi, którzy wyszli ze wspólnot parafialnych, kształtowanych o podstawowe prawd wiary, wiele razy spotkałem się ze stwierdzeniem, że dzisiaj nie da się tak żyć, jak kiedyś myśleli. To teoria która jest prawdziwa, mądra, szlachetna, święta, ale nieaktualna na dzisiejsze czasy i nie pasuje do ludzi, którzy w nich żyją. Wiele osób niegdyś praktykujących w małych grupach modlitewnych, stało się wrogo nastawiene do Kościoła i prawd, które On głosi niezmiennie od ponad dwóch tysięcy lat.

Czy warto się męczyć, wierzyć, ufać , starać się żyć Bożą nauką? To pytanie stawia sobie wielu młodych, szlachetnych ludzi. I co odpowiedzieć pokoleniu, które nie chce słów, ale konkretnych dowodów na to czy warto? Jak udowodnić, że ci którzy dzisiaj plują Bogu w twarz i ośmieszają jego wyznawców, tak naprawdę są mocno zagubieni i osamotnieni w swoim życiu? Przykład banalny ale mój. Pamiętam, że gdy byłem na trzecim roku w seminarium duchownym, czekałem kiedy będę już wyglądał jak ksiądz, kiedy przyjadę na swoją parafię i ludzie będą we mnie widzieć kogoś niezwykłego. Takie miałem wyobrażenie, że sutanna mnie uczyni kimś niezwykłym. A tutaj czar prysł na pierwszym spacerze w sutannie przez Lublin. Kiedy przechodziłem koło przystanku autobusowego usłyszałem potok wyzwisk skierowanych w moją stronę. Poczułem się głupio i odszedłem bo się tego bałem albo wstydziłem. Myślałem, że to jednorazowa akcja „skląć kleryka”, ale to stało się notoryczne. Co kilka dni w tym samym miejscu z grupki pijanych chłopaków dobiegał tan głos. Stało się to nie tylko głupie, ale już nudne więc przyszedł mi do głowy pomysł dzisiaj wiem, że to nie mój. Pan Bóg mnie stworzył tak jak chciał i na słabego nie wyglądam, więc podszedłem do tej grupy i znalazłem tego, który jeszcze chwilę temu najgłośniej krzyczał i zadałem mu krótkie pytanie: „Czy ma jakiś problem ze mną czy tak ogólnie z księżmi?”. On się tego nie spodziewał, bo widziałem strach w jego oczach i trochę zaczął się jąkać, a wcześniej mówił wyraźnie. Na początku próbował coś mówić o grzechach księży, coś o tacy, ale ja mu zadałem konkretne pytanie czy ja mu zrobiłem jakąś krzywdę, że drze się za mną już od tygodnia? Po chwili ciszy z przerażeniem w głosie i ze łzami w oczach krzyknął: „Zmarnowałem sobie życie!”.

Z jednej strony winni wszyscy: Bóg, Kościół, Państwo, wszystko co jest poza  mną,  a w głębi duszy to moja wina. A Kościół, ci źli księża, ponure zakonnice, moherowe berety to tylko przykrywka mojej fatalnej sytuacji z której jest wyjście jeśli zobaczę Jego.

            Jeśli wierzysz i jesteś uczniem Jezusa, to wiedz jedno, że za Jego Prawdę i Jego przykazania przyjdzie ci się nie raz tłumaczyć, pozornie wstydzić, a nawet inni będą cie uważali za kogoś głupiego. Krzyż ma zawsze dwie strony jedna dla Niego druga dla godnego i godnej jego nauki. Świat mimo iz krzyczy i mówi źle o Bogu, to w głębi jest nim zafascynowany, pragnie kontaktu z Nim. Może zobaczy Go w twoich oczach, może przez twoje serce Go poczuje,może twoimi dłońmi Go dotknie?

Konkret na dziś: Jest wielu Herodów dzisiaj ,ale jest więcej takich którzy pokażą innym Jezusa,może to ty…… tego ci życzę

 

ks Tomasz Kąkol

Podobne wpisy: