Co nazywasz swoim krzyżem? (Łk 9,22-25)

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.
Potem mówił do wszystkich: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?” (Łk 9,22-25)

Uczniowie, którzy przed chwilą powiedzieli Jezusowi, co ludzie sądzą na Jego temat, a także wyznali wiarę w to, że ich Mistrz jest oczekiwanym Mesjaszem, słyszą od Niego słowa, które musiały być dla nich wielkim szokiem. Gdy prześledzimy Ewangelię według św. Łukasza, to zauważymy, że właśnie w tym – rozważanym przez nas dzisiaj fragmencie – Rabbi po raz pierwszy otwarcie mówi, jaki Go spotka los. Co ciekawe, tę informację otrzymują tylko apostołowie. Dopiero w następnym zdaniu Jeszua zwrócił się do większej grupy, idących za Nim i słuchających Go ludzi.

To, co usłyszało Dwunastu, musiało być dla nich zdumiewające, a może i przerażające. I jakby tego było mało, po chwili Jezus wypowiada kolejne bardzo trudne zdania o warunkach naśladowania Go: o tym, że każdy, kto chce iść za Nim, powinien zaprzeć się samego siebie, brać codziennie swój krzyż i naśladować Go. Dla ludzi tamtych czasów zachęta do dobrowolnego wzięcia krzyża musiała brzmieć co najmniej jak kiepski żart, a raczej została odebrana jako niemożliwy do spełnienia absurd.

Ukrzyżowanie było bardzo rozpowszechnioną w starożytności formą egzekucji skazańców. Stosowali ją Persowie, Rzymianie, Fenicjanie i Kartagińczycy. Bez względu na naród, który jej używał, zawsze było ono przeznaczone dla niewolników, buntowników, a także osób niebędących pełnoprawnymi obywatelami jakiegoś kraju. Osobę wiszącą na krzyżu uważano za bardzo złego człowieka, który z całą pewnością zasługiwał na karę.

Jak wyglądało ukrzyżowanie? Ówczesna literatura podaje, że skazaniec przynosił na swoich barkach na miejsce kaźni cały krzyż albo poprzeczną belkę, zwaną po łacinie patibulum, do której po dojściu na miejsce egzekucji go przybijano, a następnie doczepiano do pionowego słupa stojącego tam na stałe. Człowiek nie umierał ze względu na samo przygwożdżenie rąk i nóg do drzewa, ale przez uduszenie, wycieńczenie lub wykrwawienie w wyniku odniesionych ran, chociażby w czasie biczowania czy eskortowania na miejsce straceń, ponieważ ta droga była okazją dla żołnierzy do „wyżycia się” na skazańcu. Agonia ukrzyżowanego bądź ukrzyżowanej (tę karę stosowano dla obydwu płci, a czasem także dzieci) mogła trwać kilka godzin, ale zdarzało się, że silniejszy fizycznie skazaniec konał nawet kilka dni. Jeśli ciało zmarłego nie zostało zdjęte z krzyża, to zostawiano je tam na pastwę ptactwa, które rozszarpywało je. Stąd utarło się w starożytności takie przysłowie: ofiara krzyżowa, kruków wyżerka. A zatem krzyż był – ni mniej, ni więcej – szubienicą.

Wiem, że to, co napisałem, jest bardzo nieprzyjemne, ale takie wiadomości – według mnie – są konieczne, abyśmy umieli lepiej uzmysłowić sobie to, co mówi nam dzisiaj Jezus na samym początku Wielkiego Postu.

Z Jego słów jasno wynika, że cierpienie jest wpisane w naśladowanie Go, ale zaraz też dodaje, że nie jest to cierpienie dla cierpienia. Motywem wzięcia na siebie swojego własnego, a nie czyjegoś krzyża, i naśladowania Jezusa jest perspektywa życia wiecznego. Innymi słowy: człowiek wierzący, który bierze na siebie krzyż, robi to z powodu nagrody, jaką obiecał Zbawiciel, a którą jest życie w Jego Królestwie.

Przypomnij sobie, o czym pisałem wczoraj – o motywacjach. Ten temat wraca także dzisiaj. Patrząc na krzyż, który masz w domu, pomyśl, czym kierował się Jezus, biorąc go na ramiona? Jak myślisz, jakie były Jego motywacje? Przecież On nie zgrzeszył, nie był bandytą, mordercą, złodziejem, oszustem. Przez całe życie nikogo nie skrzywdził, nie działał pokrętnie, ale zawsze mówił prawdę i pomagał innym. Ani razu Ewangelie nie mówią o tym, żeby dokonał jakiegoś cudu tylko i wyłącznie dla swojej korzyści. Zawsze był dla kogoś.

Jeśli pytasz się o motywację wzięcia krzyża, to jesteś nią Ty i jestem nią ja. On zajął nasze miejsce.

Pomyśl, patrząc na krzyż, jak Ty reagujesz, gdy spotka Cię coś trudnego? Chociaż nie wiem, co aktualnie przeżywasz, to podejrzewam, że są sprawy, które możesz nazwać krzyżem. Może jest to opuszczenie przez niedawnego przyjaciela, może ciągłe plotki na Twój temat, może choroba, może niesprawiedliwa ocena, może posądzenie o coś, czego nie zrobiłeś, może odrzucenie, wyśmiewanie z powodu wiary, może cierpienie fizyczne, może śmierć bliskiej osoby? Tego nie wiem i chciałbym, żeby żadna z tych rzeczy, o których wyżej napisałem nie dotyczyła Ciebie, ale wiem też, jakie bywa życie i masz jakiś krzyż. W filmie Pasja, którego premiera miała miejsce 25 II lutego 2000 r., jest piękna scena, która często do mnie wraca. Mianowicie Jezus, na którego wkładają krzyż, całuje go, jakby to był Jego największy skarb. Nie wiem, czy tak było naprawdę, ale ten obraz przypomina mi się za każdym razem, gdy ja uciekam przed moim krzyżem. Wiem, że pocałowanie tego, co najbardziej boli w życiu, może się wydawać głupotą, ale ta Ewangelia mówi właśnie o tym. Jezus nigdy nie obiecywał, że kroczenie za Nim będzie odbywało się według zasad, które są respektowane przez ludzi. Obiecywał natomiast Niebo: bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Dla mnie jest to wystarczająca motywacja, żeby nie uciekać przed krzyżem i wziąć go, chociażby każda myśl, każde pragnienie i każda komórka krzyczały, że to nie ma sensu. Wolę ufać Jemu, niż sobie.

Konkret na dzisiaj: w ufnej modlitwie zjednocz swój krzyż z krzyżem Jezusa.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy:

  • Monika

    Choroba nie jest naszym krzyżem , krzyżem jest wszystko to co wiąże się z naśladowanie Jezusa w tym świecie ,który z tym walczy i to odrzuca. Bóg jest naszym lekarzem i nie zsyła na nas chorób , On wszystkie nasze chory leczy i uwalnia nas z niemocy. Jahwe Rafa.

  • krystian

    „niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.”

    Trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć , Jezus nie mówi: „Zrób sobie krzyż i cierpi.”
    Nie.
    On mówi inaczej.
    Przecież gdy mówił do zgromadzonych to nie miał na myśli tego,by każdy wrócił do domu poszukał belki i w ten dramatyczny piątek szedł parę metrów za Jezusem.

    Są w twoim życiu sprawy które Cię bolą. Co dnia weź te sprawy na swoje ramiona.
    W dzisiejszych czasach mężczyźni czasem mówią że :
    „..spokojnie, biorę to na klatę”.
    Jezus wzioł „na klatę” to co miał do zrobienia dwa tysiące lat temu.
    Bierzmy na „klatę” to co nas może zaboleć.
    Codziennie.