No, ale jak to? W nich też jest dobro? (Łk 13,31-35)

W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli do Jezusa : „Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić”.

Lecz On im odpowiedział: „Idźcie i powiedzcie temu lisowi : «Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu». Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą.

Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście.

Oto dom wasz tylko dla was pozostanie. Albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: «Błogosławiony ten, który przychodzi w imię Pańskie»”. (Łk 13,31-35)

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu podczas lektury tego fragmentu Ewangelii z całą pewnością skupiłbym się na tym, co mówi Jezus. Jednak studiowanie Pisma Świętego, a konkretnie poznawanie języków hebrajskiego i greckiego wyrobiło we mnie nawyk zwracania uwagi na detale, które na pierwszy rzut oka mogą umknąć.

Tym, co zajęło mi myśli przez całe rozmyślanie nad tą perykopą, było pierwsze zdanie:

W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli do Jezusa : „Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić”.

Czy nie zastanawia Cię fakt, że tymi, którzy przychodzą, aby ostrzec Jezusa przed śmiertelnym zagrożeniem ze strony Heroda, są faryzeusze? Jesteśmy raczej przyzwyczajeni do tego, że oni byli głównymi przeciwnikami działań i nauczania Rabbiego z Nazaretu. To oni tak często byli adresatami cierpkich słów z ust Mistrza. To właśnie ich nazwał obłudnikami i grobami pobielanymi. To ich kwasu, tzn. fałszywej pobożności kazał unikać. Jak zatem zrozumieć zdanie, od którego rozpoczyna się dzisiejszy fragment?

Wydaje mi się, że odpowiedź jest bardzo prosta. Mianowicie, nie wszyscy faryzeusze byli wrogo nastawieni do Jezusa. Nie powinniśmy z góry zakładać, że za każdym razem, gdy słyszymy o faryzeuszu, mowa jest o człowieku złym, zakłamanym, przewrotnym i dwulicowym, który nienawidził Jezusa. Zwłaszcza Łukasz w swoim dwutomowym dziele, czyli Ewangelii i Dziejach Apostolskich, chciał zadać kłam takiemu myśleniu. Z czego wynikało takie odmienne podejście do tej grupy? Powodów możemy wymienić wiele, ale jednym z nich było to, że św. Łukasz był uczniem św. Pawła, a ten wielokrotnie z dumą nazywa się faryzeuszem nawet po nawróceniu na chrześcijaństwo.

Oczywiście, niektórzy egzegeci twierdzą, że zachęta, aby Jezus uciekał, motywowana była osobistymi pobudkami. Uważają oni, że faryzeusze chcieli wykorzystać zaistniałą sytuację, aby pozbyć się niewygodnego Nauczyciela ze swojego terenu. Czy możemy w pełni odrzucić taką możliwość? Na pewno nie. Ale według mnie patrząc w szerszym kontekście całego dzieła św. Łukasza, a także pamiętając, że Jezus znał myśli i motywacje każdego przychodzącego do Niego człowieka, raczej powinniśmy odrzucić tę opcję. W odpowiedzi na wieści, które przynoszą mu faryzeusze, nie wyrzuca im dwulicowości, jak to miało miejsce chociażby w Łk 12,1. Nie krytykuje ich, ale skupia się na Herodzie, a także na tym, że musi udać się do Jerozolimy, aby tam dopełniła się Jego misja. W tym fragmencie faryzeusze są – tak jak inni – słuchaczami Jezusa.

To pierwsze zdanie dzisiejszej Ewangelii prowokuje mnie do zadania sobie, a także Tobie – skoro czytasz ten wpis – bardzo konkretnych pytań. Czy zbyt często nie generalizuję? Czy zbyt łatwo nie wkładam ludzi do szufladek bez próby poznania ich? Czy jestem w stanie zmienić moje myślenie na temat innych? Czy jestem człowiekiem gotowym do zmiany swojego myślenia pod wpływem rzeczowej argumentacji czy też od lat siedzę w okopach moich przekonań?

Być może to, o czym dzisiaj piszę, jest zaskakujące również dla Ciebie, bo przez całe życie słyszałeś, że faryzeusze byli źli i nie ma co szukać wśród nich wzorów do naśladowania. Przypomnę Ci jednak, że słowo Boże zapamiętało niektórych szlachetnych faryzeuszów z imienia i powinniśmy o nich dzisiaj wspomnieć. A byli to: Nikodem, który przyszedł do Jezusa nocą, bo targały nim wątpliwości dotyczące spraw najważniejszych; Józef z Arymatei, który razem z Nikodemem po śmierci Jezusa poprosił Piłata o ciało Mistrza; Gamaliel, który w czasie procesu przeciw Apostołom głoszącym Zmartwychwstałego powiedział, żeby puścić ich wolno; umotywował to tym, że jeśli to, co głoszą jest tylko ich wymysłem, prędzej czy później upadnie, ale jeśli naprawdę są wysłannikami Boga, to żaden człowiek nie zniszczy ich misji.

Nie szufladkujmy ludzi bezmyślnie! Tak, jest to wygodne, ale na pewno nie jest dobre. W każdym człowieku jest dobro i nigdy Jezus z założenia nie był do kogoś źle nastawiony. Szukał i szuka w nas tego, co wartościowe i co może być punktem wyjścia do zmiany życia na lepsze. Bez problemu potrafimy wyliczać wady innych, ale znacznie trudniej jest zobaczyć w drugim człowieku pozytywy. Może czas to zmienić

Słowo Boże jest nam dane, aby nas doprowadzać do ciągłej metanoi (zmiany myślenia), czyli nawracania się. Spróbujmy dzisiaj zrobić coś wbrew swoim zranieniom, uprzedzeniom i stereotypom, w których siedzimy po uszy.

Konkret na dzisiaj: zobacz dobro w kimś kogo bardzo nie lubisz.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

 

Photo, Flickr, Common Creative https://www.flickr.com/photos/mommypants/

Podobne wpisy:

  • Remek

    Skąd u nas Ludzi, taka tendencja do wrzucania wszystkich do jednego wora, przy jednoczesnym „nerwie” gdy nas do takowego wrzucają? Lenistwo? Pycha? Jak głęboko to we mnie siedzi?
    Wydaje mi się, iż Dobro to nie tylko moja domena… a jak się przyjrzeć temu bliżej, to bliższe prawdy jest to, że to nie moja domena… To Bóg-Ojciec Jest Dobry, a ja jeśli coś dobrego uczynię to tylko dzięki Niemu… Dlaczego tak łatwo zapominam, że Ojciec Ten „Ojcuje” Wszystkim?… Bez wyjątku?
    Więc Inni też mogą czynić Dobre rzeczy…

    „…Lecz On im powiedział…”
    Jezus nie potrzebował obrony… Nie potrzebuje ostrzeżeń… Ale Pragnie Miłości… Szerszej niż zrozumienie, że On Jest Bogiem… Wiec wysyła ich by powiedzieli lisowi… Od razu… Automatycznie wysyła ich z misja Miłości… i Pełnej Wolności… Przy okazji przepowiada Swoją Śmierć i Zmartwychwstanie… Ilu z Nich to wykona, a ilu zrobi to z Miłością? Czy też już myślą, że są w innym worku niż lis? Przez płócienne worki przechodzi dźwięk, ale im więcej warstw nas dzieli tym gorzej słychać… tym bardziej nie chce się słuchać… Tych w swoim worze słychać lepiej i głośniej.
    Gdy Miłość JEST wśród Nas nie potrzebujemy zrozumienia… wtedy wreszcie znikną miejsca segregowania ludzi.

    Dzięki za konkret… jeden z trudniejszych dla mnie ostatnio.