Nie tylko o aborcji (Łk 9,46-50)

Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy.

Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: „Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki”.

Wtedy przemówił Jan: „Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami”.

Lecz Jezus mu odpowiedział: „Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami”. (Łk 9,46-50)

Na pewno będę to jeszcze często powtarzał: łatwiej zrozumieć dany fragment Biblii, gdy zobaczy się, w jakim on znajduje się kontekście.

W ciągu ostatnich tygodni – o ile w liturgii Kościoła nie przypada wspomnienie obowiązkowe, święto albo uroczystość – rozważamy kolejne fragmenty Ewangelii według św. Łukasza. W sobotę zatrzymaliśmy się na drugiej zapowiedzi męki Jezusa. Gdy tylko Mistrz powiedział o ogromnym cierpieniu, odrzuceniu, pohańbieniu, wyśmianiu i śmierci, Jego uczniowie zaczynają debatę o tym, kto z nich jest największy. Nie obchodzi ich los Jezusa. Liczą się osobiste ambicje. Oburzające!

Bogu niech będą dzięki za takie fragmenty! Dlaczego? One jednoznacznie pokazują, że Apostołowie to ludzie tacy jak my: oni też potrzebowali dużo czasu na zmianę myślenia i postępowania. Skoro Jezus wziął sobie takich niedojrzałych współpracowników i formował ich, to dla każdego z nas znajdzie się przy Nim miejsce.

Ta Ewangelia pokazuje nam ważną prawdę: można słuchać słów Boga, ale i tak ciągle myśleć o sobie i po swojemu. Tak jak dzisiaj, tak i w czasach Jezusa szacunek, status i pozycja społeczna były bardzo ważne. Ludziom zawsze zależało na tym, żeby być „kimś”. Apostołowie przy cudotwórcy i mędrcu z Nazaretu też stali się „kimś”. Przestali być anonimowi, a zaczęto ich kojarzyć z Kimś ważnym. Myślę, że to była wielka pożywka dla ich próżności. Jezus doskonale o tym wiedział, ale nie przegonił ich. Wybrał drogę formacji. Ciągle starał się zmienić ich podejście do Boga, do innych ludzi i do samych siebie. Dając za przykład dziecko, po raz kolejny pokazał, jaki jest Boży sposób myślenia. W tamtych czasach dzieci nie odgrywały żadnej znaczącej roli w społeczeństwie, a Jezus mówi, że w oczach Boga są tak samo ważne jak posłańcy w kulturze greckiej. Mieli oni dokładnie taką samą władzę jak ten, kogo reprezentowali. Nawet jeśli król wysłałby złodzieja, oszusta czy pijaka, to i tak traktowano go jak monarchę. Słowa Jezusa musiały – po raz kolejny – wstrząsnąć światem Uczniów. Ich Mistrz mówił coś, co było zupełną odwrotnością tego, do czego byli do tej pory przyzwyczajeni. On naprawdę doprowadzał ich do nawrócenia – metanoi, czyli zmiany myślenia. Na pewno nie była to łatwa praca, bo oni – jak i my – nie byli zachwyceni, gdy ktoś kazał im zmienić ich stare schematy myślenia, postępowania i religijności. My też wolimy siedzieć w okopach, schowani za hasłami typu: „zawsze tak było”, „wszyscy tak robią”, „nie ma co się wychylać”, „i tak nic się nie zmieni”, „a co ja mogę?”. Gdyby Jezus słuchał tego, co mówi świat, nie ruszyłby się z Nazaretu nawet na centymetr. Bo jakie szanse przebicia się do świadomości całego narodu miał nikomu wcześniej nieznany rzemieślnik z małej wioski? Ale on słuchał Ojca, a nie świata. Dlatego zaczął głosić Ewangelię i dzięki Niemu dzisiaj mamy otwartą drogę do Nieba. Jego życie kształtowała relacja z Ojcem, a nie ludzkie gadanie.

Myślenie po Bożemu także dzisiaj będzie wiązało się z odrzuceniem. Weźmy chociażby ostatnią debatę o aborcji. Ochrona życia to myślenie Boże. Pozwalanie na mordowanie niewinnych dzieci to promowanie śmierci. Jeśli naprawdę wierzysz w Boga i nie jest On dla Ciebie kimś abstrakcyjnym, to będziesz za życiem. Nie ma innej opcji…

Zanim Apostołowie zmienili swoje myślenie, Jezus musiał się dużo napracować. On im coś tłumaczył, a Ci – swoje. I tak w kółko! Nie jeden machnąłby na nich ręką i kazał wracać do domu; On jednak tak nie zrobił. Poświęcił im czas, dał miłość i cierpliwość i w końcu udało się zmienić ich myślenie.

Dajmy Bogu możliwość mówienia do nas. Spróbujmy choćby jedną dziesiątą czasu spędzanego z telefonem, przed komputerem, telewizorem czy gazetą przeznaczyć na modlitwę. Jeśli nie będzie CODZIENNIE czasu na słuchanie Boga, to nie liczmy, że nauczymy się rozpoznawać Jego głos wśród tysięcy innych. Nie liczmy, że zrozumiemy dlaczego Kościół, który jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, tak mocno broni życia. Nie ma relacji bez komunikacji. Nie ma wiary bez czasu spędzanego z Bogiem.

Konkret na dzisiaj: zamiast marnować czas przed komputerem, telewizorem, komórką przeznacz go na modlitwę, czytanie Słowa Bożego, ciszę…

 

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, https://www.flickr.com/photos/hairymanphotography/

 

 

Podobne wpisy: