„O czym zapomnieliśmy?” (J 5, 31-47)

         
Jezus powiedział do Żydów:    
„Gdybym Ja wydawał świadectwo o sobie samym, sąd mój nie byłby prawdziwy. Jest przecież ktoś inny, kto wydaje sąd o Mnie; a wiem, że sąd, który o Mnie wydaje, jest prawdziwy.
Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem.   

Ja mam świadectwo większe od Janowego. Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wykonania; dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo. Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; nie macie także słowa Jego, trwającego w was, bo wyście nie uwierzyli w Tego, którego On posłał.
Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie.        
Nie odbieram chwały od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga. Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył kto inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?  
Nie mniemajcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję. Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakże moim słowom będziecie wierzyli?”

Dawno temu, w VI wieku przed narodzinami Chrystusa starożytni Grecy zaczęli tworzenie profesjonalnych sztuk teatralnych. Co prawda, we wcześniejszych wiekach również istniały pewne przedstawienia, jednak nie były samodzielnymi sztukami, ale elementami obrzędów religijnych. Gdy dziś włączymy np. bazę na filmweb.pl, to możemy wyszukać filmy według kilkudziesięciu gatunków: akcja, animacja, kryminalny, dokumentalny, thriller, dramat, familijny, komedia, fantasy i jeszcze dziesiątki innych. Repertuar starożytnych teatrów ograniczał się do dwóch gatunków: komedii i tragedii. Te dwa gatunki odpowiadają psychologicznym potrzebom człowieka. Śmiech powoduje, że choć na chwilę zapominamy o problemach i czujemy się szczęśliwi. Temu służyły komedie. Możemy sobie zadawać pytanie: to po co były tragedie? Czyżby miały wpędzać w depresję? Otóż nie. Celem tragedii było wywołanie u widzów przeżycia, które Grecy nazywali katharsis, czyli oczyszczenie. Przez przeżycie trwogi, strachu, bólu czy też litości wobec losu bohaterów tragedii, u odbiorców następowało najpierw silne nagromadzenie emocji, a potem ich rozładowanie. Im bardziej ktoś potrafił utożsamić się z losem bohatera tragedii, tym większą ulgę i oczyszczenie czuł po zakończeniu przedstawienia. 

Dlaczego ten wstęp? Ano dlatego, że czytając Ewangelię możemy przyjmować różne postawy. Możemy sytuować siebie jako widzów, którzy na scenę patrzą „z boku”. Możemy przejmować się niezrozumieniem jakie spotykało Jezusa. Możemy uważać, że słowa wypowiadane przez Jezusa są aktualne dzisiaj i są świetną ilustracją zachowania np. naszych sąsiadów lub bliskich. Ale możemy również przyjąć jeszcze inną perspektywę i samych siebie postawić na scenicznych deskach jako adresatów słów Chrystusa. Dzisiaj chciałbym Ciebie do tego zachęcić. Postaw siebie w roli Żyda, którego zakłamanie dzisiaj obnaża Jezus.

1. Na początku dzisiejszego fragmentu Ewangelii Chrystus uświadamia swym słuchaczom, że instrumentalnie potraktowali Jana Chrzciciela: „On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem”. Chyba każdemu z nasz zdarza się, że traktujemy drugiego człowieka jak rzecz, jak instrument do realizacji naszych celów. Na przykład: z panem Kowalskim warto podtrzymywać znajomość, bo ma wpływowych znajomych; z sąsiadem warto żyć dobrze, bo mi pożyczy wiertarkę; przeproszę rodziców za złe traktowanie, to dadzą mi kilka złotych; przymilę się do szefa w pracy, to może da mi premię; nie mam odwagi, by komuś wprost powiedzieć o jego złym zachowaniu, to podpuszczę kolegę, aby to zrobił. 

2. „Dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. (…) Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; nie macie także słowa Jego, trwającego w was.” – Jako wierzący nieraz możemy doświadczyć, że Bóg powiedział słowo konkretnie do naszego życia. Może się zdarzyć, że przeżyjemy jakieś doświadczenie, o którym powiemy „doświadczyłem Boga”. Jednak nie zawsze zdarzają się takie momenty. Co więcej, często możemy udawać, że w jakimś doświadczeniu spotkaliśmy Boga. Czy masz odwagę przyznać się, że zdarza Ci się być osobą głuchą i ślepą na Boże natchnienia? 

3. „Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie”. – Często rozważamy: był grzech czy nie było? Ciężki czy lekki? Jak to podeprzeć Pismem Świętym? Co o tym mówi Katechizm Kościoła Katolickiego? „Nie chcecie przyjść do Mnie” – czasami nie ma co roztrząsać, ale spytaj się Jezusa na modlitwie: skoro sumienie mnie oskarża, to co to znaczy? Albo idź spotkać Go w spowiedzi i powiedz wszystko bez usprawiedliwiania siebie.

4. „Nie odbieram chwały od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga. (…) Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?” – Często największą przeszkodą, by zaufać Bogu jest zbytnia ufność w siebie i w swoje możliwości. Każdemu z nas może przydarzyć się pewne otrzaskanie z wiarą. Przyzwyczajenie się do niej i wejście w rytualizm, w schematy. 

Jedna z moich ulubionych scen serialu Młody papież przedstawia pierwsze orędzie głównego bohatera. Zaczyna je od słów: „O czym zapomnieliśmy? O czym zapomnieliśmy?  Zapomnieliśmy o Bogu. Wy o Nim zapomnieliście. Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć. Musicie być bliżej Boga niż siebie nawzajem”. Gdy słyszę te słowa, czuję pewien lęk i przerażenie. Uspokaja mnie, że to środek wyrazu reżysera, który lubi szokować. Jednak, gdy dłużej o tym myślę, uświadamiam sobie, że zdarza mi się, i to nie rzadko, zapominać o Bogu. Jest to jak zimny prysznic albo mocna i gorzka kawa, które budzą moją wiarę i prowadzą do katharsis ­– oczyszczenia. 

Konkret na dziś: przeczytaj jeszcze raz dzisiejszą Ewangelię, ale z myślą, że to do Ciebie Jezus mówi te trudne i gorzkie słowa. Zadaj sobie pytanie: co jeszcze mógłby mi dzisiaj wytknąć Jezus? O czym zapomniałaś/eś?

Na trud odkrywania prawdy o sobie, na trud oczyszczania wiary, niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Ks. Daniel Koper

Podobne wpisy: