Papież w domu prostytutki (Łk 19,1-10)

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.

Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło». (Łk 19,1-10)

Szok! Niedowierzanie! Konsternacja! Oburzenie!

Papież Franciszek, odbywający pielgrzymkę do jednego z najważniejszych katolickich sanktuariów świata nagle, bez wcześniejszych zapowiedzi i konsultacji ze współpracownikami zatrzymał się w domu prostytutki! Kardynałowie nie wiedzą, jak skomentować tę sytuację. Internet aż huczy od komentarzy krytycznych wobec Ojca Świętego. Widać, że wśród samych katolików jego zachowanie nie zostało dobrze przyjęte. A jak komentuje całe zajście sam zainteresowany?

– Ona mimo tego, że źle postępuje jest dzieckiem Boga. Gdy przechodziłem wśród tłumów wiernych, krzyknęła w moją stronę, że jest prostytutką i potrzebuje pomocy. Słyszałem, że w tym mieście jest wiele prostytutek, ale nie sądziłem, że któraś z nich stanie na mojej drodze. Nie mogłem nie zatrzymać się u niej. Skoro odważyła się publicznie przyznać, czym zajmuje się na co dzień, aby przykuć moją uwagę i poprosiła o pomoc nie mogłem jej odtrącić. Papież jest sługą Chrystusa, a On nie odrzuca nikogo, kto potrzebuje pomocy.

Oczywiście wymyśliłem tę historię, ale patrząc na życie papieża Franciszka myślę, że taka sytuacja mogłaby mieć miejsce.

Dlaczego tak zacząłem dzisiejszy komentarz? Ponieważ Jezus idąc w gościnę do Zacheusza, także wprawił wszystkich w zdumienie, a niektórych nawet zgorszył. Żeby dobrze zrozumieć dlaczego tak się stało powiedzmy sobie przede wszystkim, jak byli postrzegani w tamtych czasach celnicy, do których zaliczał się Zacheusz.

Mieszkał w Jerychu, jednym z najstarszych miast świata. Na początku pierwszego wieku leżało ono na granicy między Judeą a Pereą. Z tego powodu znajdował się w nim urząd celny. Co ciekawe, św. Łukasz opisując funkcję, jaką pełnił Zacheusz używa słowa, które nie jest spotykane w ówczesnej literaturze greckiej. Nazywa go ἀρχιτελώνης (architelones), co tłumaczymy jako „zwierzchnik celników”. Jest to dobry przekład, ale moglibyśmy oddać ten rzeczownik inaczej, np. arcycelnik, tak jak arcykapłan, arcymistrz, ktoś kto góruje, przewodzi jakiejś grupie. Jest to o tyle ważna informacja, ponieważ mówi nam, że Zacheusz nie wywodził się z grona zwykłych celników, którzy najczęściej pochodzili z niższych warstw społecznych. Zwierzchnicy – tacy jak nasz bohater – podpisywali z okupantem, czyli Rzymianami dwunastomiesięczną umowę dotyczącą egzekwowania podatków. Objętą kontraktem należność wpłacali do rzymskiego skarbca z góry, a potem przez rok starali się, aby pieniądze im się zwróciły. Rzecz jasna nie był to zbyt wielki problem, ponieważ za celnikami, zarówno zwykłymi jak i ich przełożonymi, stał autorytet Rzymu. Żaden rozsądny Żyd nie odważyłby się zbuntować i nie płacić podatków, ponieważ konsekwencje takiego zachowania mogłyby być dla niego opłakane. Wiedząc o tym arcycelnicy na procederze ściągania z ludzi pieniędzy zbijali wielkie fortuny. Ludzie wiedzieli o tym, dlatego szczerze ich nienawidzili. Co więcej, sam przełożony celników nie zbierał należności osobiście, ale robili to za niego jego pracownicy, czyli inni celnicy. Warto w tym miejscu wtrącić, że takim szeregowym celnikiem był Lewi, czyli apostoł Mateusz. Niechęć czy też nienawiść wobec przedstawicieli tej grupy zawodowej była tak wielka, że sądzono iż celnicy nie mogą liczyć na Boże miłosierdzie, ponieważ nie są w stanie policzyć, ilu ludzi w ciągu życia oszukali. Gdy jeden z nich przychodził do Świątyni Jerozolimskiej, aby złożyć na nią ofiarę, kapłani przyjmujący datki odsyłali go z kwitkiem. Argumentowali to tym, że ich pieniądze są nieczyste, ponieważ dorobili się na biedzie innych.

Gdy już wiemy, jak byli odbierani przez ludność celnicy, możemy zrozumieć oburzenie, jakie powstało w tłumie, gdy Jezus powiedział, że pójdzie do domu Zacheusza. Jakby tego było mało, Rabbi wprost zaznacza, że idzie tam, aby zamieszkać u niego. Użyte w tym miejscu greckie słowo μεῖναι (meinai) pochodzi od czasownika μένω (meno) co znaczy: zamieszkać, przebywać, zatrzymać się u kogoś na stałe. Jezus nie tylko wstąpił do niego na chwilę z kurtuazyjną wizytą, ale chciał zamieszkać z nim pod jednym dachem. Żaden szanujący się rabin, faryzeusz, uczony w Piśmie czy inny przedstawiciel wyższej warstwy społecznej nie zdecydowałby się na takie zachowanie. Ale Jezus to robi i tym wprawia tłumy w zdumienie.

Ważne jest także to, żebyśmy wiedzieli, kto się gorszy. To, że faryzeusze tak reagowali na działania Jezusa, nie dziwi nas. Ale św. Łukasz zapisał, że „wszyscy widząc to szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Wszyscy, bez wyjątku, każdy z obecnych więc także apostołowie. Dla nich również zachowanie Mistrza było nie do przyjęcia. Jeszcze wiele musieli się nauczyć, aby w pełni pojąć misję ich Przyjaciela, a przez to również swoje przyszłe zadania.

Jezus poszedł do Zacheusza, ponieważ zobaczył w nim coś więcej niż tylko to, co dostrzegali ludzie. Dosłownie „przejrzał go na wylot” i dostrzegł chęć zmiany życia. Nawrócenie arcycelnika nie było powierzchowne czy też udawane i robione na pokaz. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wyrządził innym wiele zła, ale postanowił zrobić wszystko, co w jego mocy, aby to się zmieniło. Dlatego wszedł na drzewo. Taki obrazek musiał spowodować śmiech tych, którzy widzieli, jak gramolił się na sykomorę. Ale to nie było dla niego ważne. Liczyło się tylko spotkanie z Jezusem. Nic więcej. Był głuchy na ludzkie opinie, komentarze, może i drwiny. Wiedział, czego chce, i dążył do realizacji swojego celu.

Zobacz, że gdy Jezus każe mu zejść na ziemię to on, a nie Rabbi odzywa się pierwszy. Sam z siebie mówi:

«Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie»

Słysząc tę publiczną deklarację z ust Zacheusza Jezus stwierdza:

«Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło».

Zauważ, jak ważna dla nas jest ta scena. Zbawienie, które stało się udziałem domu Zacheusza, nie zostało mu narzucone z góry, ale było owocem jego osobistej decyzji o nawróceniu, zmianie stylu życia. Dla każdego człowieka zbawienie jest zaproszeniem, ale nie stanie się ono moim udziałem automatycznie, gdzieś poza mną i bez mojej zgody. Abym mógł zostać zbawiony, MUSZĘ podjąć trud przemiany, dostosować moje myślenie do Bożej logiki, a nie czekać aż Bóg dopasuje się do mnie. Zacheusz przyjął Jezusa do swego domu, godząc się na wszystkie konsekwencje tej decyzji.

Bóg prosi nas dzisiaj o coś bardzo ważnego: abyśmy zostawili nasze płytkie myślenie, że tylko porządni, pobożni, rozmodleni, chodzący do Kościoła itd. mogą liczyć na zażyłą relację z Nim. Taka postawa jest tak bliska logice ewangelii jak blisko siebie leżą Norwegia i Australia. Jezus szedł do ludzi, którzy potrzebowali pomocy, bo życie im się poplątało, jak nieraz poplątane są gałęzie sykomory. Możemy się oburzać i mówić, kto ma prawo przychodzić do Kościoła a kto nie. Możemy tak robić, bo jesteśmy wolni, ale nie liczmy na to, że Bóg poklepie nas po ramieniu za takie zachowanie. Także apostołowie szemrali, bo wydawało im się, że Jezus nie powinien nawet spojrzeć na Zacheusza, ale On zrobił to, co Mu podpowiadało Jego boskie serce, a nie to, czego oczekiwaliby ludzie.

Tak naprawdę kto z nas jest lepszy od Zacheusza? Czy nam nigdy nie zdarzyło się czerpać korzyści z nieszczęścia innych, a przynajmniej mieć takie pragnienia? Czy zawsze jesteśmy moralnie idealni i bez problemu możemy rzucać kamieniami w innych? Zacheusz to ja. Człowiek niskich pobudek, motywacji, słaby, grzeszny i myślący o sobie. Taka jest prawda o mnie. Nie wiem, czy także o Tobie. Ale Jezus nie tylko wstąpił do Jego domu, ale chciał w nim zamieszkać – to jest dla mnie ewangelią, Dobrą Nowiną. Po raz kolejny mój Zbawiciel udowadnia mi, że chce być blisko mnie, chociaż jak nikt inny wie, co siedzi w moim sercu. Zna je doskonale i wie, że jest małe i nieraz zakłamane. Mimo to chce u mnie zamieszać. Jednak nie włamie się jak złodziej, nie wyważy drzwi, ale poczeka, aż zobaczy, że chcę podjąć trud nawrócenia i przyjęcia Jego logiki zamiast mojej.

Drogi czytelniku jesteś na to gotowy? Chcesz tego? To najpierw zobacz w czym ranisz innych i podejmij decyzję o naprawieniu krzywd. Wówczas Jezus zamieszka z Tobą. On już Cię widzi, tak jak dostrzegł uwieszonego na gałęzi celnika, i wie, że chcesz żyć inaczej. Samo pragnienie to za mało, choć jest konieczne na początku. Stań dzisiaj przed Jezusem i powiedz, co chcesz zmienić w swoim życiu i… ciesz się zbawieniem! To jest konkret na dzisiaj.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative https://www.flickr.com/photos/quincasanalog/

Podobne wpisy: