Parę słów o kobietach (Łk 11,27-28)


Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”.

Lecz On rzekł: „Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”. (Łk 11,27-28)

Wśród rozentuzjazmowanego tłumu, który z jednej strony posądza Jezusa o działanie w imię Belzebuba, a z drugiej – żąda znaku, nagle wyrywa się głos anonimowej kobiety. Już sam odnotowany przez św. Łukasza fakt, że w stronę Rabbiego krzyczała kobieta, jest wart zauważenia, ponieważ żaden inny Ewangelista nie podkreśla tak mocno obecności kobiet w otoczeniu Jezusa. Można wręcz powiedzieć, że jest miłośnikiem kobiet. Taka sytuacja – gdy weźmiemy pod uwagę realia ówczesnego świata – jest ewenementem, bowiem wtedy wszystko „kręciło się” wokół mężczyzn. Zatem podkreślając w swoim dziele (na które też składają się Dzieje Apostolskie) rolę kobiet, Lekarz z Antiochii wykracza poza utarte schematy obserwowane w Palestynie I w. i wyznacza nowe standardy. Ośmielę się nawet nazwać to kamieniem milowym w podejściu do kobiet. Zatem, drogie Panie, wiele zawdzięczacie św. Łukaszowi, ponieważ wyłamał się i złamał konwenanse. Dlaczego tak postąpił? Ponieważ tego nauczyła go Maryja. Tradycja podaje, że Matka Jezusa miała wielki wpływ na Łukasza w czasie redagowania jego dzieła. Osobiście miała opowiedzieć mu, jak wyglądało zwiastowanie, nawiedzenie św. Elżbiety i narodzenie Jezusa. Ona stała się dla niego nauczycielką wiary.

Czy dzisiaj nie jest podobnie? Czy nie jest tak, że dla wielu osób to właśnie mama, babcia, ciocia była pierwszą nauczycielką wiary? Drogie Panie, Wasza rola w przekazywaniu wiary kolejnym pokoleniom jest nieoceniona. Nie rezygnujcie z tego. Wiele od Was zależy.

Ale wróćmy do dzisiejszego tekstu. Nieznana z imienia kobieta pokazuje, że właściwie rozumie słowa i czyny Jezusa. Autor stawia ją w wyraźnej opozycji do tłumu, który podważa działalność Rabbiego z Nazaretu. Jej słowa przywołują nam na pamięć spotkanie Maryi z Elżbietą, w czasie którego z ust Matki Pana padają takie słowa: „albowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”. Krzycząca w tłumie kobieta należy do grona tych ludzi, którzy po kres świata będą wychwalać Maryję.

Żeby jeszcze lepiej zrozumieć pochwałę, jaką ta niewiasta kieruje w stronę Miriam, zwróćmy uwagę, że posługuje się ona typowo semickim zwrotem mówiącym o łonie i piersiach kobiety. Myślę, że te organy jednoznacznie kojarzą nam się z macierzyństwem. W nim Izraelici bardzo często widzieli godność kobiety. Według Biblii największe szczęście, jakie może spotkać kobietę, to urodzenie i wychowanie dobrego i prawego syna (Prz 23,24-25). Zatem Jezus jest największą dumą Maryi. Skoro On jest godzien największej czci, to również i Jego matka powinna być czczona. Oczywiście, nie w takim samym stopniu jak On, ponieważ jest Bogiem, a ona – stworzeniem. Ale to nie zmienia faktu, że Miriam ma odgrywać znaczącą rolę także w naszym życiu wiary.

Co odpowiada Jezus? Przyznaje, że tak faktycznie jest i Jego Matkę można, a nawet trzeba, nazywać błogosławioną, ale nie poprzestaje na tym. Używając partykuły μενοῦν (menoun – owszem, także, tak, lecz, również) św. Łukasz zaznacza, że Mistrz rozszerza grono tych, którzy mogą być nazywani szczęśliwymi czy błogosławionymi. O kim mówi? O tych, „którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”. Również w tej wypowiedzi zawarta jest pochwała Maryi. Któż bowiem bardziej niż Ona słuchał i zachowywał Słowo?

Słysząc prośbę Gabriela w czasie Zwiastowania, Miriam mogła odmówić, bo była wolna. Ona usłyszała Słowo i postanowiła je przyjąć. Na tym polega Jej wielkość. Wielu ludzi – pewnie my także – często słuchamy Słowa Bożego i na tym poprzestajemy. Trafia Ono do naszych uszu, intelektu, ale brakuje decyzji, żeby zacząć Nim żyć w tej konkretnej chwili bez odkładania tego na przyszłość. Gdy Anioł skierował do Maryi prośbę, żeby została Matką Boga, Ona zgodziła się od razu, w czasie tej rozmowy. Nie kazała Gabrielowi przyjść za tydzień, bo musi sobie wszystko przemyśleć. Przyjęła Słowo w momencie słuchania, choć miała wiele wątpliwości i bała się tego, co się wydarzy. Ale wiara i zaufanie wygrały z lękiem i typowo ludzkimi kalkulacjami.

Co robimy z Bożym Słowem? Czy przyjmujemy je i żyjemy nim? A może odkładamy tę decyzję na bliżej nieokreśloną przyszłość? Jeśli chcemy, żeby także nas Jezus nazwał błogosławionymi, czyli szczęśliwymi, to nie ma innej opcji jak życie Słowem tu i teraz. Tego uczy nas dzisiejsza Ewangelia. Tego uczy nas Jezus – Słowo, które stało się ciałem. Tego uczy nas Maryja, ta, która słuchała Słowa i zachowywała je.

Konkret na dzisiaj: żyj Słowem tu i teraz.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/dynamene/

Podobne wpisy: