Pokory nie da się obrazić (J 19,25-27)

Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena.  Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. (J 19,25-27)

Ileż to już razy Bartek albo ja pisaliśmy Wam, że jeśli człowiek podchodzi z wiarą do słowa Bożego, to choćby znał jakiś fragment na pamięć, Bóg i tak znajdzie sposób, aby zaskoczyć jakimś novum i poruszyć serce? Przyznam się, że siadając do medytacji nad dzisiejszym urywkiem z Ewangelii Jana, pomyślałem na początku, że chyba jednak tym razem Bóg nie da rady zaskoczyć mnie w żaden sposób, bo niby czym? Przecież to zaledwie trzy zdania, które mógłbym wyrecytować bez zaglądania do tekstu. Poza tym mówiłem na ich podstawie kilka, a może nawet kilkanaście homilii, więc – tak sobie pomyślałem – będę musiał Wam „odgrzać” jedno ze starszych rozważań, bo już nic nie da się „wydusić” z tego fragmentu. Ale właśnie w tym momencie Bóg – po raz kolejny – pokazał mi jak płytkie bywa moje myślenie, a Jego słowo jest zawsze „świeże” i „żywe”.

Zazwyczaj, gdy pochylamy się nad tym sceną spod krzyża, nasza uwaga spoczywa albo na Jezusie, albo na Maryi, albo na uczniu, albo (znacznie rzadziej) na Marii Magdalenie, ale przecież tam stoją jeszcze dwie inne osoby. I właśnie na jedną z nich Bóg zwrócił mój wzrok. O kim mowa? O „siostrze Matki Jego”. Święty Jan nie podaje nam jej imienia, ale dwaj inni Ewangeliści rozwiewają tajemnicę (Mk 15,40 „Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome”  i Mt 27,56 „Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza”). Była nią Salome, matka Jakuba i Jana.

Jeśli pamiętasz, pojawia się w Ewangeliach także, gdy w imieniu synów prosi Jezusa, aby Ten dał im pierwsze miejsca w Jego Królestwie (Mt 20,20-23). Ta prośba, choć ambitna i z pewnością szczera, spotyka się z dosyć surową reakcją Mistrza. Rabbi uświadamia jej, że jeszcze nie pora na „dzielenie stołków” w Królestwie Bożym i że drogą wiodącą do chwały będzie kielich goryczy. Salome jest kobietą, która doświadczyła w swoim życiu upomnienia, a może nawet i nagany od Jezusa. Ale zobacz, że mimo to jest pod krzyżem w przeciwieństwie do wielu, których postawę Jezus pochwalił publicznie, jak chociażby setnika z Kafarnaum (Łk 7,9).

Według mnie jest ona przykładem wielkiej pokory, ponieważ nie odwróciła się od Jezusa, gdy usłyszała trudne słowa, ale wzięła je sobie do serca tak mocno, że była przy Nim, gdy On pił kielich goryczy na krzyżu. Warto dzisiaj zastanowić się – pewnie po raz kolejny w życiu – w jaki sposób ja reaguję na upomnienia? I nie mam tu na myśli tylko tego, co mówią ludzie, ale przede wszystkim chodzi mi o słowa wzywające mnie do nawrócenia, które raz po raz pojawiają się w Biblii. Bo zawsze początkiem nawrócenia jest przyjęcie do serca słowa Bożego o tym, że moje dotychczasowe postępowanie było niewłaściwe i teraz powinienem zacząć żyć inaczej.  Wtedy właśnie potrzebne jest stanięcie w prawdzie o sobie i uznanie, że czeka mnie wiele pracy, ponieważ pogubiłem się.

Żeby przyjąć upomnienie, trzeba być człowiekiem pokornym, świadomym tego, że nie zawsze podejmuje się właściwe decyzje. Salome mogła obrazić się na Jezusa za to, że upomniał ją publicznie. Jednak nie zrobiła tego i postanowiła „przepracować w sobie” słowa Zbawiciela. Właśnie dlatego znalazła się pod krzyżem, ponieważ mądrze przepracowała upomnienie od Osoby, która ją kochała.

Konkret na dzisiaj: pomyśl kiedy ostatni raz przyjąłeś/przyjęłaś słowa upomnienia z pokorą, bez buntu?

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Podobne wpisy: