Połącz te dwie rzeczy, a będzie dobrze (Mk 9,38-40)

Apostoł Jan rzekł do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w imię Twoje wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami”.
Lecz Jezus odrzekł: „Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. (Mk 9, 38-40)

Ale nam się trafiło dzisiaj „ewangeliczne maleństwo”. Zaledwie kilka linijek tekstu, ale oczywiście przez nie przemawia Nieogarnięty, Wszechmocny, Wszechpotężny Bóg. Mówi do mnie i do Ciebie w bardzo konkretny sposób.

Pisałem wczoraj, że Apostołowie jeszcze nie byli dojrzali i Jezus potrzebował wiele czasu, aby ich właściwie uformować. Dzisiejszy tekst jest potwierdzeniem tej tezy. Żeby zrozumieć, dlaczego tak uważam, trzeba cofnąć się o kilkanaście wersetów w Ewangelii Markowej.

Gdy przyszli do uczniów, ujrzeli wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarnął cały tłum i przybiegając, witali Go. On ich zapytał: «O czym rozprawiacie z nimi?» Odpowiedział Mu jeden z tłumu: «Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli». (Mk 9,14-18)

To wydarzenie ma miejsce bezpośrednio po przemienieniu Jezusa. Zwróć uwagę, że sami uczniowie dosłownie przed chwilą nie mogli wypędzić ducha niemego, posługując się imieniem Jezusa, a krytykują kogoś, kto robił do samo, także w Jego imię, ale nie był z grona Dwunastu. Jezus odpowiada im w bardzo klarowny sposób. Taka sytuacja znana jest ze starożytnych (ale nie tylko) opowieści, w których nauczyciel odpierał zarzuty ludzi nierozumiejących tego, co głosi.

Zobacz, że nie wystarczy znajomość imienia Jezusa, trzeba jeszcze wiary do czynienia cudów. To zdanie może wydawać Ci się oczywiste, ale nie zawsze znajomość prawd, które głosił Jezus idzie w parze z wiarą. Uczniowie uświadamiali sobie to każdego dnia.

Można mieć wielką wiedzę teologiczną i być daleko od Boga. Tak było między innymi w przypadku faryzeuszów, ale taka postawa jest obecna także dzisiaj. Te słowa pisze doktorant, czyli jakby nie było naukowiec albo pretendent do bycia nim. Wiem doskonale, że sama wiedza nie wystarczy, aby spotkać Boga. Ona jest pomocna, powiedziałbym niezbędna, ale nie wszystko od niej zależy. Gdyby to ona o wszystkim decydowała, to Jezus wybrałby sobie na uczniów najlepszych adeptów szkół rabinackich, a nie prostych rybaków, rzemieślników itd.

Chciałbym Cię zostawić dzisiaj z tą myślą, że człowiek wierzący rozwija się we właściwy sposób, gdy łączy ze sobą wiarę i rozum. Dużo klęczy i modli się, ale także nie zaniedbuje rozwoju intelektualnego. Wówczas nie będzie tak podatny na wpływ emocji, co grozi nam, gdy zapominamy o poszerzaniu wiedzy teologicznej. A z drugiej strony nie przeintelektualizuje Boga, bo na kolanach będzie przypominał sobie, że nie wszystko można sobie wytłumaczyć i zapisać za pomocą definicji.

Jak ważne jest takie połączenie pisał św. Jan Paweł II w encyklice Fides et ratio:

„Wiara i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek – poznając Go i miłując – mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie”.

Niech Cię Bóg błogosławi + 🙂

 

Foto, Flickr, Common Creative, https://www.flickr.com/photos/49598340@N07/

Podobne wpisy: