Czy popełniasz ten podstawowy błąd w relacji z Bogiem? (Łk 6,20-26)

W owym czasie Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił:

„Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.

Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.

Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.

Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy was zelżą i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.

Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.

Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.

Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.

Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom”. (Łk 6,20-26)

Pamiętamy, co się działo wczoraj w Ewangelii? Słyszeliśmy, bądź czytaliśmy o tym, że Jezus po całej nocy spędzonej na modlitwie, na rozmowie z Ojcem i na słuchaniu Go zszedł i wybrał spośród tych, którzy za nim chodzili Dwunastu Apostołów. Następnie wszedł w tłum i uzdrawiał ludzi. Wszystko to dzieje się przed słowami, które dzisiaj rozważamy.

Medytując Słowo Boże nie powinniśmy wyrywać słów, zdań, perykop z kontekstu. Oczywiście, nawet jedno słowo w Biblii ma większą wartość niż tysiące opasłych tomów napisanych przez ludzi, bo jest słowem Boga, ale… Autor natchniony pragnąc przekazać nam Bożą prawdę umieścił ją w konkretny, zaplanowany i ważny dla siebie i Boga sposób. Zrozumienie tego planu pisarza, czyli kontekstu całej księgi pozwala na lepsze zrozumienie słów, które czytamy.

Spójrzmy zatem na Jezusowe „błogosławieństwa” i „przekleństwa” w kontekście Jego całonocnej modlitwy. Zarówno wybór Apostołów i uzdrowienia są owocem spotkania naszego Pana z Ojcem. Nie bądźmy naiwni myśląc, że na modlitwie będą przychodzić nam do głowy jedynie przyjemne rzeczy. Modlitwa nie jest sesją terapeutyczną, po której zawsze mam czuć się lepiej. Bóg daje pocieszenie, ale w tym czasie może również pokazać mi zło w moim życiu, które stoi na przeszkodzie pełnego zjednoczenia się z Nim.

Jezus po modlitwie nie postanowił, że będzie miły dla wszystkich. Dla tych, którzy cierpieli i potrzebowali pomocy w postaci uzdrowienia, był dobry i czuły, ale dla tych, którzy potrzebowali wstrząsu, umiał być stanowczy. Bóg jest dobry, kochający, cierpliwy i miłosierny, ale także wymagający i pokazujący nam nasze błędy. Oczywiście, nie po to, żeby „dokopać”, ale żeby wezwać do nawrócenia.

To, że czasami Bóg nami „telepnie”, nie znaczy, że przestaje nas kochać. Miłość Boża nie ma nic wspólnego z bezstresowym wychowaniem. W tym miejscu pragnę zacytować fragment z listu naszego Episkopatu, który czytano w Kościołach naszej ojczyzny. Aby go dobrze zrozumieć warto sięgnąć do niedzielnych czytań. Nasi pasterze tak piszą:

„Każdy z odczytanych przed chwilą fragmentów Pisma św. ukazuje prawdę o miłości łączącej wychowawcę z wychowankiem.

W Ewangelii spotykamy Jezusa, za którym idą tłumy słuchających Go uczniów. Podążają one za Jezusem, mimo że zwraca się do nich z bardzo konkretnymi wymaganiami. Kochać swych wychowanków to znaczy także od nich wymagać.

Św. Paweł w Liście do Filemona, wstawia się za swoim podopiecznym – Onezymem. Prosi, by adresat listu nie tylko darował karę, jaka należała się Onezymowi jako zbiegłemu niewolnikowi, ale by przyjął go na nowo – tym razem już nie jako niewolnika, lecz jako brata. Sam Apostoł nazywa go „swoim dzieckiem”, co wspaniale pokazuje, jak serdeczna i głęboka może być więź łącząca wychowawcę z wychowankiem. Miłość wychowawcza jest bowiem z natury wrażliwa i czuła, daje wychowankowi wsparcie i poczucie bezpieczeństwa.

Usłyszeliśmy dziś także fragment Księgi Mądrości. Jej Autor zastanawia się, czy potrafi poznać i wypełnić postawione mu przez Boga wymagania: „Któż z ludzi rozezna zamysł Boży albo któż pojmie wolę Pana?” (Mdr 9,13). Dochodzi do wniosku, że jest to możliwe, ale tylko z Bożą pomocą: „Któż poznał Twój zamysł, gdybyś nie dał Mądrości, nie zesłał z wysoka Świętego Ducha swego?” (Mdr 9, 17).

Słowo Boże dzisiejszej niedzieli przekonuje nas, że o dar prawdziwej miłości wychowawczej, która z jednej strony byłaby wrażliwa i czuła, a z drugiej – wymagająca, trzeba prosić Ducha Świętego”.

Bóg kocha nas i wybacza nam nasze grzechy, wychowuje nas, ale nie pozwala na samowolę. Jeśli chcemy mieć wiarę solidną, prawdziwą i żywą, nie wybierajmy sobie z Bożego objawienia tylko tego, co nam pasuje, bo poprawia nasze samopoczucie. Umiejmy zobaczyć i PRZYJĄĆ także trudne słowa, zmuszające nieraz do radykalnej zmiany życia. Odrzucanie ich to jeden z najczęściej popełnianych błędów w relacji do Boga.

Konkret na dziś:  Co MUSISZ zmienić, żeby nie usłyszeć od Jezusa „biada ci”?

Niech Cię Bóg błogosławi +

Photo, Flickr, Common Creative:https://www.flickr.com/photos/mangpages/

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Chwała Bogu, że zachęcił (zagonił) mnie ksiądz abym poświęciła więcej czasu na szukanie tego co służy duszy. Dzisiejszy komentarz wyjaśnia dlaczego trzeba tak robić – moja wiara powinna się na coś przydać. Bóg zapłać.