Pośród skrajności znajdziesz złoty środek (J 3,16-21)

Jezus powiedział do Nikodema: «Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu». (J 13,16-21)

Jakiż piękny byłby świat, gdyby wszystko było proste! Bez biurokracji, bez dzielenia włosa na czworo, bez zmartwień, bez wymagań, bez ograniczeń. Świat, niestety, nie jest taki prosty, co dzień Bóg stawia nam kolejne wymagania. Dlatego grozi nam wielka pokusa: upraszczania. Skoro życie nie jest proste, to uproszczę je sam/sama dla siebie.

Nawet Bóg i wiara podlegają temu procesowi. A co wynika z takiego działania człowieka? Najpierw popadanie w skrajności, a wreszcie obojętność. Jak ta skrajność może się objawiać? Przyjrzyjmy się słowom dzisiejszej Ewangelii.

Nikodem był Żydem, co więcej był bardzo pobożnym Żydem, który nauczał Izraelitów, jak należy żyć, by owocnie realizować przepisy Prawa w swoim życiu. Gdy w przestrzeganiu Prawa dostrzeżono wypełnianie woli Bożej, zaczęto rozszerzać zakres przepisów, zakazów i regulacji do niewyobrażalnych rozmiarów. Stwierdzono, że nie wypełnia się naprawdę woli Bożej, jeżeli nie zrealizuje się dokładnie każdego z sześciuset trzynastu przykazań zawartych w Torze.

Jednak Chrystus, a za Nim Jego wyznawcy zaczęli polemizować z tym formalistycznym i legalistycznym podejściem do Boga. Choć wcześniej mówili o tym także prorocy, chrześcijanie mocno podkreślali rolę wewnętrznej więzi z Bogiem, która nie może zostać zastąpiona niczym innym. W przeciwnym przypadku doprowadzi się bowiem do przekonania, że każda czynność człowieka jest albo bardzo dobra, albo bardzo zła z punktu widzenia zachowywania prawa.

Tutaj jednak pojawiło się kolejne „przegięcie”: skoro podstawą jest wewnętrzna relacja z Bogiem, a Chrystus umarł za nas, byśmy mieli życie wieczne, to nic nam nie grozi.

Ewangelia św. Jana, która powstawała jako chronologicznie ostatnia, musiała zmierzyć się z tymi skrajnościami i wskazać właściwą drogę objawioną przez Chrystusa. Tą drogą jest miłość. Więź miłości z Bogiem nie wyklucza istnienia zobowiązań, ale nie są one jej podstawą. Co więcej, będąc całkowicie pogrążonym w miłości ku Bogu, nie będę się rozumowo zastanawiał i dywagował, jak postępować, bo będę czuł wewnętrznie, co jest właściwe.

Ale nie oznacza to końca wszelkiego rodzaju odpowiedzialności za upadki i grzechy. Sąd Boży ciągle jest aktualny! Jednak tym sądem nie jest ilość wypełnionych lub złamanych przykazań, ale jest nim pytanie o miłość.

Czy miłujesz Mnie bardziej niż inni?

Czy miłujesz Mnie?

Czy kochasz Mnie?

Bóg zadaje ci dzisiaj te pytania. Zadaje ci je w każdej chwili. Jak brzmi moja odpowiedź?

Konkret na dziś: w czasie rachunku sumienia odpowiedz na pytania: jak często “spłaszczasz” Boga i wiarę? Co jest twoją skrajnością?

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy: